Prawda o seksie niepełnosprawnych. „Nie pytałam, czy mogę uprawiać seks, bo wiem, że mogę”

Prawda o seksie niepełnosprawnych. „Nie pytałam, czy mogę uprawiać seks, bo wiem, że mogę”

Izabela Sopalska-Rybak
Izabela Sopalska-Rybak / Źródło: Wprost / Filip Klimaszewski
– Wszyscy mamy problem z mówieniem o seksie. A temat seksualności osób z niepełnosprawnością w ogóle nie istnieje w debacie publicznej. Ludzie po prostu nie są w stanie osoby z niepełnosprawnością połączyć w swoim toku rozumowania z kwestiami dotyczącymi seksu. Wydaje się, że ktoś taki nie może być aktywny seksualnie – mówi „Wprost” Izabela Sopalska-Rybak, prezeska Fundacji Kulawa Warszawa, działaczka społeczna, jedna z inicjatorek badania „Przychodzi baba do lekarza”, w ramach którego pochylono się nad problemem braku dostępności do gabinetów ginekologicznych dla niepełnosprawnych.

Mam stwardnienie rozsiane, moja choroba postępuje. U mnie nie było tak, jak u osób po wypadkach, z urazem rdzenia. Myślę, że to właśnie w ich głowach pojawia się najwięcej pytań. A ja jestem świadoma, jak reaguje mój organizm. Nie zadawałam pytań, czy będę mogła uprawiać seks, bo wiem, że mogę – przyznaje Izabela Sopalska-Rybak. O swojej seksualności postanowiła głośno mówić, bo jak twierdzi, niepełnosprawnym tę możliwość często się odbiera.

– Uważam, że ktoś, kto miał wypadek i np. w jego wyniku doszło do przerwania rdzenia kręgowego, jeszcze w czasie pobytu w szpitalu powinien być objęty opieką systemu, który pomoże stworzyć drogę powrotu do zwykłego, codziennego życia. Nie chodzi jedynie o kontakt z psychologiem, bo powiedzmy, że o ten najłatwiej. Ale osoba po wypadku czy chorobie, która nagle powoduje niepełnosprawność, nie ma komu zadać pytań o to, czy będzie sprawna seksualnie, czy może myśleć o założeniu rodziny, czy może prowadzić samochód, czy wróci kiedyś do pracy. Tym zajmuje się tylko organizacja pozarządowa, Fundacja Aktywnej Rehabilitacji FAR. Jej przedstawiciele trafiają do osób po wypadkach i odpowiadają na ich pytania. I gdy pojawiają się pytania o seks, odpowiadają na nie inne osoby z niepełnosprawnościami, na podstawie swoich doświadczeń, nabytej przez lata wiedzy – mówi.

Holistyczne spojrzenie

Sopalska-Rybak dodaje, że ostatnio niepełnosprawna mieszkająca w małym mieście, wysłała jej pytanie, prośbę o radę, do którego ginekologa może pójść, by porozmawiać o seksie, ale w kontekście także spraw urologicznych w czasie stosunku. – Osobiście nie znam lekarza, specjalisty, do którego można by pójść i porozmawiać dużo szerzej w kwestii niepełnosprawności i seksu. Ginekolog, o ile masz szansę się do niego dostać, odpowie na tematy ginekologiczne. A jeśli osoba z niepełnosprawnością chce poruszyć wątki urologiczne, zostanie odesłana do urologa. Mówiąc o seksie i osobie z niepełnosprawnością, trzeba myśleć o wielu sprawach. Dobrze by było, gdyby byli lekarze z wiedzą pozwalającą im na takie holistyczne spojrzenie – zaznacza szefowa fundacji Kulawa Warszawa.

Przychodzi baba do lekarza

To właśnie jej fundacja pochyliła się ostatnio nad problemami niepełnosprawnych z dostępnością do usług ginekologicznych. Z rozmów z niepełnosprawnymi, które wzięły udział w badaniu „Przychodzi baba do lekarza” wynika bowiem, że kobiety mają problemy i z umawianiem się na wizyty, i z dotarciem do placówek medycznych, i z wejściem na fotel ginekologiczny, czy usłyszeniem lekarskiej diagnozy. – Kiedy czytałam raport przeraziło mnie, że kobieta niewidoma w czasie badania ginekologicznego nie jest informowana o tym, co zaraz się wydarzy. Kobieta widząca chce wiedzieć, co robi lekarz, nawet gdy jest w stanie śledzić jego kroki. Ciężko mi jest sobie wyobrazić, że nie widzę, a ktoś bez uprzedzenia zaczyna mnie badać. Czynnik ludzki ma tu ogromne znaczenie. Tak naprawdę informację dotyczącą tego co się dzieje lub będzie działo w czasie badania powinien otrzymywać każdy, a nie koniecznie tak jest. Szczególnie istotne jest to w przypadku kobiet z niepełnosprawnością wzroku – podkreśla Sopalska-Rybak.

Ona sama, odkąd porusza się na wózku, ma swój system umawiania się na wizyty wyłącznie do jednego gabinetu ginekologicznego, niezależnie od tego, jaki lekarz w tym gabinecie danego dnia przyjmuje. To gabinet z obniżanym fotelem, na który sama może wejść. – Dla mnie samodzielność jest bardzo ważna i faktycznie krępujące byłoby poproszenie, by ktoś mnie wrzucił na fotel. Jestem świadoma, że w przyszłości będę potrzebowała więcej wsparcia, nie będę mogła sama sobie poradzić także u ginekologa, i wtedy będę musiała prosić o pomoc. Mimo, że mam męża, w takiej sytuacji wolałabym jednak korzystać z pomocy asystenta. Nie chciałabym, by mój mąż był przy badaniu ginekologicznym – mówi Izabela Sopalska-Rybak.

Jak dodaje, system z umawianiem się do jednego gabinetu nie zawsze jednak działa. – Zdarzały się sytuacje, kiedy zapisywano mnie do odpowiedniego gabinetu, pojawiałam się w przychodni i okazywało się, że umowa nie obowiązuje, że zapisano mnie do złego. A gdy mimo wszystko chciałam, by wizyta się odbyła, lekarka stwierdzała, że mnie dźwigać nie będzie. Nie byłam zbadana. Kolejną wizytę mogłam mieć za kilka miesięcy – mówi.

Okładka tygodnika WPROST: 14/2019
Cały artykuł dostępny jest w 14/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0