Fakty i mity na temat „ACTA2”. Publikujemy odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania

Fakty i mity na temat „ACTA2”. Publikujemy odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania

Laptop, zdjęcie ilustracyjne
Laptop, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Pixabay / Campaign_Creators
Dyrektywa o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym, określana przez niektórych jako ACTA2 wzbudziła wiele kontrowersji. W związku z tym, publikujemy odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania dotyczące tego aktu prawnego

Czego dotyczy dyrektywa o prawa autorskich?

Celem projektu dyrektywy o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym jest umożliwienie twórcom (na przykład muzykom czy aktorom), wydawcom wiadomości i dziennikarzom czerpania korzyści z działalności w sieci, tak jak robią to w świecie realnym. Ze względu na przestarzałe przepisy dotyczące praw autorskich platformy internetowe i serwisy informacyjne są obecnie w uprzywilejowanej pozycji, podczas gdy prace artystów, wydawców wiadomości i dziennikarzy, którzy w najlepszym wypadku dostają za nie niewielkie wynagrodzenia, krążą bezpłatnie w sieci. Utrudnia to bardzo artystom i pracownikom mediów uzyskanie dochodów pozwalających na godne życie.

Należy podkreślić, że dyrektywa nie wprowadza żadnych nowych praw dla twórców i dziennikarzy. Zapewnia jedynie lepsze egzekwowanie praw już im przysługujących. W projekcie dyrektywy nie przewidziano też żadnych nowych obowiązków dla platform internetowych czy agregatorów wiadomości. Zapewnia jedynie lepsze poszanowanie istniejących obowiązków. Treści, które są obecnie legalne i które można udostępniać, pozostaną legalne i dostępne.

Krótko mówiąc:

  • celem projektu dyrektywy jest zobowiązanie wielkich platform internetowych i agregatorów wiadomości (takich jak YouTube czy Google News) do płacenia twórcom (artystom, muzykom, aktorom, agencjom prasowym i ich dziennikarzom) należnego wynagrodzenia;
  • nie powstaną żadne nowe prawa ani obowiązki; treści, które są obecnie legalne i które można udostępniać, pozostaną legalne i dostępne.

Co dyrektywa zmienia dla użytkownika?

Projekt dyrektywy nie dotyczy zwykłych użytkowników. Będzie miał za to wpływ na duże platformy internetowe i agregatory wiadomości, takie jak YouTube, Google News czy Facebook, bo uświadamia im dlaczego w ich własnym interesie leży właściwe wynagradzanie artystów i dziennikarzy, z których pracy czerpią zyski. Duże platformy internetowe i agregatory wiadomości będą bardziej niż obecnie skłonne do zawierania umów licencyjnych z artystami i wydawcami prasy, którzy wcześniej ujawnią się jako właściciele publikowanej zawartości. Umowy te powinny gwarantować artystom i wydawcom prasy adekwatne wynagrodzenie. Motywacja platform do zawierania takich umów będzie tym silniejsza, że w przypadku ich braku poniosą bezpośrednią odpowiedzialność za udostępnianie treści, za które nie uiściły opłaty licencyjnej. Dotychczasowe przepisy dają platformom więcej możliwości uchylania się od tego obowiązku. Oczekuje się, że projekt dyrektywy skłoni platformy internetowe, by wreszcie zaczęły stosować politykę adekwatnego wynagradzania wszystkich twórców, z których pracy czerpią zyski.

Czy dyrektywa wpłynie na wolność internetu lub spowoduje jego cenzurowanie?

Tak jak poza siecią również w internecie wolność jednych nie może ograniczać uprawnień innych ani naruszać prawa. Oznacza to, że użytkownik nadal będzie mógł udostępniać treści na platformach internetowych i że platformy nadal będą mogły je przyjmować, pod warunkiem że będą respektowały prawo twórców do godziwego wynagrodzenia. Obecnie platformy internetowe wynagradzają twórców na zasadzie dobrowolności i jedynie w bardzo ograniczonym stopniu, ponieważ nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za udostępniane na nich treści, w związku z czym mają niewielką motywację do zawierania umów z właścicielami praw autorskich. Dyrektywa nie wprowadzi cenzury. Zwiększając odpowiedzialność prawną, dyrektywa zwiększy presję na platformy internetowe do zapewniania godziwych wynagrodzeń twórcom, dzięki którym zarabiają pieniądze. Nie ma to nic wspólnego z cenzurą.

Czy dyrektywa stworzy automatyczne filtry dla platform internetowych?

Nie. W dyrektywie określono cel, który należy osiągnąć: platforma internetowa nie może zarabiać na dziełach twórców bez ich wynagrodzenia. W związku z tym platforma ponosi odpowiedzialność prawną, jeżeli udostępnia treści, za które nie zapłaciła należycie twórcy. Oznacza to, że osoby, których prace są wykorzystywane niezgodnie z prawem, mogą pozwać daną platformę. W dyrektywie nie określono jednak ani nie wymieniono narzędzi, zasobów ludzkich czy infrastruktury, które mogą być potrzebne, aby zapobiec rozpowszechnianiu w sieci nieopłaconych treści. Nie ma zatem wymogu filtrowania zamieszczanych plików.

Jeżeli duże platformy nie opracują jednak żadnych innowacyjnych rozwiązań, mogą zdecydować się na stosowanie filtrów. Duże firmy już je stosują! Głosy krytyczne, według których filtry czasami powodują eliminację treści zgodnych z prawemmogą niekiedy być uzasadnione. Należy jednak w takich przypadkach zwracać do platform projektujących i stosujących te filtry, a nie do prawodawcy, który określa jedynie wymagany cel: przedsiębiorstwo musi zapłacić za treści, z których korzysta w celu osiągnięcia zysku. Poza siecią cel ten nie jest kwestionowany i jest realizowany. Co więcej, w przypadku niezgodnego z prawem usunięcia treści, dyrektywa daje użytkownikowi prawo złożenia odwołania za pośrednictwem systemu dochodzenia roszczeń, który umożliwia składanie skarg i zapewnia ich szybkie rozpatrzenie.

Czy dyrektywa wpłynie negatywnie na memy lub gify?

Wręcz przeciwnie. W uzgodnionym brzmieniu dyrektywa zawiera szczegółowe przepisy, które zobowiązują państwa członkowskie do ochrony bezpłatnego zamieszczania i udostępniania utworów w celu cytowania, krytykowania, recenzowania, karykaturowania, parodiowania czy uprawiania pastiszu. Oczywiste jest zatem, że pozwala to na dalsze udostępnianie memów i gifów. W rzeczywistości przepisy zapewniają nawet ich lepsze zabezpieczenie niż dotychczas, ponieważ dawniej ochronę takich utworów regulowały różne przepisy krajowe, czego skutkiem były różnice między państwami członkowskimi.

Czy nadal będzie można zobaczyć fragmenty artykułów czytanych za pośrednictwem agregatorów wiadomości lub przez nie udostępnianych?

Tak. Uzgodniony projekt pozwala wydawcom prasowym zwracać się do agregatorów wiadomości korzystających z ich artykułów o zawieranie umów licencyjnych. Jednak serwisy nadal będą mogły wyświetlać fragmenty artykułów bez konieczności uzyskania zgody wydawców. Będzie to możliwe pod warunkiem, że fragment jest „bardzo krótkim urywkiem” lub „pojedynczymi słowami” i że nie stwierdzono nadużycia tej funkcji ze strony agregatora wiadomości.

Mówi się, że art. 13 może prowadzić do usuwania treści, gdy nieznany jest podmiot praw autorskich. Jako przykład podaje się hit „Despacito”...

Celem proponowanego art. 13 jest zapewnienie artystom silniejszej pozycji przy powoływaniu się na prawo do godziwej rekompensaty, gdy ich utwory są wykorzystywane i rozpowszechniane w sieci przez inne osoby. Zwykle artysta powiadamia takie platformy jak YouTube, że dane dzieło jest jego własnością. W związku z tym mało prawdopodobne jest, aby platforma ponosiła odpowiedzialność za umieszczone na niej utwory, w przypadku których podmiot praw autorskich nie jest znany.

Twierdzi się, że dyrektywa wywrze skrajnie negatywny wpływ na środki utrzymania setek tysięcy ludzi...

Bardziej prawdopodobna jest odwrotna sytuacja. Celem dyrektywy jest pomoc w zapewnieniu wielu osobom środków utrzymania, które należą im się z tytułu wykonanej pracy i których potrzebują do kontynuowania twórczości. Celem projektu dyrektywy jest dopilnowanie, aby więcej pieniędzy trafiało do artystów i dziennikarzy zamiast do akcjonariuszy Google’a. Taki transfer środków jest zawsze korzystny dla zatrudnienia.

Czy głównym celem dyrektywy jest ochrona mniejszych twórców?

Choć dzięki dyrektywie wszyscy twórcy powinni mieć silniejszą pozycję w negocjowaniu sposobu wykorzystywania ich utworów przez platformy internetowe, głównymi beneficjentami będą mniejsze podmioty. Większe podmioty często korzystają z pomocy kancelarii prawnych, by chronić swoje prawa, podczas gdy mniejsze dysponują obecnie niewieloma środkami w tym zakresie.

Skąd będzie wiadomo, które platformy będą musiały dostosować się do wymogów dyrektywy?

Dyrektywa dotyczy tych platform, których głównym celem jest przechowywanie, organizowanie i promowanie w celach zarobkowych dużej liczby utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną praw autorskimi publikowanych przez ich użytkowników. Taka definicja wyklucza na przykład Wikipedię, GitHub, serwisy randkowe, Ebay i wiele innych rodzajów platform.

Komisja Europejska będzie wspomagać państwa członkowskie przy wdrażaniu przez nie różnych przepisów dyrektywy do prawa krajowego. Artykuł 17 (wcześniej art. 13) przewiduje, że Komisja będzie musiała opracować wskazówki dotyczące sposobu stosowania tego artykułu, w szczególności w odniesieniu do współpracy, o której mowa w ust. 4, w przypadku gdy nie zostanie zawarta umowa licencyjna. Przeprowadzone zostaną konsultacje ze wszystkimi zainteresowanymi stronami, w tym z dostawcami usługi udostępniania treści w sieci, podmiotami praw autorskich, stowarzyszeniami użytkowników i innymi zainteresowanymi stronami.

Ponadto, gdy tylko dyrektywa wejdzie w życie, Komisja - we współpracy z państwami członkowskimi - zorganizuje konsultacje z zainteresowanymi stronami dotyczących tego, w jaki sposób dostawcy usługi udostępniania treści w sieci i podmioty praw autorskich mogą ze sobą współpracować. Wytyczne Komisji, konsultacje i wymiana informacji na temat najskuteczniejszych rozwiązań praktycznych zapewnią większą pewność prawną w stosowaniu art. 13. Pomogą też w zapewnieniu przestrzegania praw różnych stron, stosowaniu wyjątków i ograniczeń praw autorskich.

Czytaj także:
Nie ma mowy o cenzurze internetu – dyrektywa chroni dziennikarzy oraz czytelników

Czytaj także

 0