„Uwaga!” TVN. Zrobił na działce składowisko przeterminowanej żywności. Sąsiedzi walczą ze szczurami

„Uwaga!” TVN. Zrobił na działce składowisko przeterminowanej żywności. Sąsiedzi walczą ze szczurami

Uwaga! TVN: Zrobił na działce składowisko przeterminowanej żywności. Sąsiedzi walczą ze szczurami
Uwaga! TVN: Zrobił na działce składowisko przeterminowanej żywności. Sąsiedzi walczą ze szczurami / Źródło: X-news
Na swojej działce składuje ogromne ilości śmierdzącej, przeterminowanej żywności. Nie sprząta i stale zwozi kolejne „zdobycze”. W tym czasie, jego sąsiedzi walczą z plagą szczurów. Co w sprawie składowiska zrobili urzędnicy?

Olbrzymie ilości śmierdzącej i przeterminowanej żywności oraz blisko sto samochodowych wraków, z których wyciekają płyny – tak wygląda nielegalne składowisko w Janopolu koło Ryk. Jego właścicielem jest pan Jan, a jego sąsiedzi są przerażeni, bo mężczyzna zamiast sprzątać powiększa swój śmietnik.

– Ciężko się tu mieszka. Smród jest nie do opisania – skarży się Wojciech Żmuda, sąsiad pana Jana.

– Trzeba zbierać śmieci, bo to fruwa, roznoszą to ptaki i psy – dodaje Zbigniew Dębek.

Sąsiedzi od lat walczą też z robactwem i plagą szczurów, które ze śmietniska przychodzą do ich gospodarstw.

– Chodzą po kurniku i stodole. Zagryzają kurczaki, wypijają jajka – mówi Dariusz Bichta.

Mężczyzna ma też psy.

– Jak się pan Jan tutaj sprowadził to z dnia na dzień miał coraz więcej psów. Teraz jest ich ze trzydzieści. Nikt nad nimi nie ma kontroli – uważa Wojciech Żmuda.

Sąsiedzi twierdzą, że próbowali rozmawiać z panem Janem w sprawie uprzątnięcia śmieci.

– Ale z nim się nie da rozmawiać. On mówi, że wszyscy są przeciwko niemu – przywołuje Zbigniew Dębek.

Zapytaliśmy pana Jana, czemu gromadzi odpady na działce?

– Chciałem wydobywać z tego surowiec wtórny – mówi.

Dlaczego mężczyzna ignoruje skargi sąsiedzkie?

– A nie uważa pan, że jak oni obornikiem wjadą na pole, z tą chemią, co dają, że niby to jest zdrowe? Nikomu nie przeszkadzam. Szambo leją, ja szczurów u siebie nie widzę.

Pan Jan przyznaje, że urzędnicy wzywali go do uprzątnięcia śmieci.

– Powoli będzie się sprzątać – mówi mężczyzna.

W kwietniu 2015 roku miejscowe urzędy kontrolowały działkę pana Jana. Wówczas stwierdzono jedynie, że składowisko jest nielegalne. Przez cztery kolejne lata urzędnicy nie zrobili nic, aby przerwać dramat okolicznych mieszkańców, tłumacząc, że nie mogą interweniować na prywatnej posesji.

Rok temu Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska w Lublinie alarmował sanepid w Rykach, że na śmietnisku występuje poważne ryzyko zagrożenia epidemiologicznego, ten jednak żadnych działań nie podjął.

– Ostatni raz byliśmy tam dzisiaj, ale nie wyszliśmy z samochodu, ponieważ było tam dużo psów – mówi Grażyna Rybak, Powiatowy Inspektor Sanitarny w Rykach i dodaje: Rozmawialiśmy z wójtem. Wójt zobowiązał się, że postara się to uprzątnąć.

Sąsiedzi skarżą się też, że pan Jan trzyma u siebie dziki.

– Z tych dzików jest smród. Swojskie zapachy nie robią na nas wrażenia, ale te robią i to ogromne. W lecie nie można otworzyć okna – mówi Wojciech Żmuda.

– Mam pięć sztuk. One są oswojone. Wychowane na wsi. To moje hobby – deklaruje pan Jan.

Mężczyzna pokazał nam też, czym poi swoje dziki. Okazało się, że mlekiem i piwem.

Ponad cztery lata temu powiatowy lekarz weterynarii kontrolował hodowlę pana Jana i stwierdził, że jest nielegalna, a nielegalnymi ten urząd się nie zajmuje. Sprawę skierowano do sądu, ten jednak nie dopatrzył się przestępstwa, bo są to tzw. świniodziki, których polskie prawo nie zabrania trzymać. Od roku sytuacja zmieniła się z powodu zagrożenia wirusem ASF, ale kontrola hodowli odbyła się dopiero wtedy, gdy sprawą zainteresowały się media.

– Kontroli na terenie powiatu ryckiego zrobiliśmy bardzo dużo. Ryzyko wystąpienia afrykańskiego pomoru świń jest w tym momencie wysokie, ale nie dramatycznie wysokie – stwierdza Anna Postrzech, zastępca Powiatowego Lekarza Weterynarii w Rykach.

Kilka dni później przystąpiono do akcji zabicia zwierząt. Urzędnikom jednak nie spodobała się nasza obecność i próbowali zabronić nam filmowania, mimo, że mieliśmy zgodę właściciela działki.

Po kilkunastu minutach pani doktor zrezygnowała z podejmowanych działań.

Czy sąsiedzi w przeszłości widzieli kontrole u pana Jana?

– Raz przyjechali z gminy. Byłem tam i pytali mnie, co oni mają z tym zrobić. Urzędnicy sami nie wiedzą, co z tym zrobić – mówi Karol Blicha.

– Wójt się tłumaczy, że to teren prywatny i oni nie mają tam prawa wstępu. Nie wie, ani jak posprzątać, ani jak ukarać – mówi Zbigniew Dębek.

Wójt się broni.

– Prowadziliśmy przewidziane prawem działania administracyjne. Zainteresowaliśmy sprawą wszystkie służby, inspekcje – przekonuje Zenon Stefanowski, wójt Gminy Kłoczew i dodaje: Wydałem decyzję nakazującą uprzątnięcie nieruchomości z odpadów. Pan Jan został ukarany grzywną.

Po naszej interwencji, w ciągu kilku dni urzędnicy zrobili więcej niż przez ostatnie cztery lata. Sprawą zainteresowała się też miejscowa prokuratura.

Natomiast dziki prawdopodobnie uda się uratować i przewieźć do specjalnej zagrody, gdzie będą mogły żyć w normalnych warunkach.

Czytaj także:
Sterty kości i wychudzone zwierzęta. „Psia gehenna” w Szczodrowie

Czytaj także