Tęczowe flagi na warszawskich pomnikach. Autorzy publikują manifest, Kaleta zawiadamia prokuraturę

Tęczowe flagi na warszawskich pomnikach. Autorzy publikują manifest, Kaleta zawiadamia prokuraturę

Sebastian Kaleta
Sebastian Kaleta / Źródło: Newspix.pl / Grzegorz Krzyzewski / Fotonews
Flagi w kolorach tęczy zawisły na stołecznych pomnikach, m.in. Warszawskiej Syrence, posągu Mikołaja Kopernika i pomniku Chrystusa przed Bazyliką św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Osoby stojące za akcją „przyrzekają prowokować” dalej. Tymczasem wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta zgłosił ich działania do prokuratury.

„To jest szturm! To tęcza. To atak! Postanowiłyśmy działać” – piszą aktywistki odpowiedzialne za rozwieszenie kolorowych flag na kilku pomnikach Warszawy. W komunikacie podkreślają, że są świadome prowokacji i zamierzają dalej prowokować. Co więcej, „uroczyście” to przyrzekają. „Nie będziemy prosić o litość, błagać o szacunek i zrozumienie” – podkreślają.

„Jak długo będziemy zasypiać z myślą, że i tak nic się nie zmieni. Jak długo będzie trzeba przypominać o tym, że istniejemy. Że nie jesteście sami i same. To miasto jest też nasze. Walczcie” – wołają autorzy manifestu. Wzywają do „otwartej wojny przeciw dyskryminacji” i kończą wulgaryzmem skierowanym w stronę „ignorantów”.

Kaleta: To dowód agresji

Na odpowiedź władz nie trzeba było długo czekać. Sekretarz stanu w resorcie sprawiedliwości Sebastian Kaleta zorganizował konferencję prasową, na której mówił o „stanowczej reakcji naszego państwa”. – Od wielu miesięcy dyskutujemy o tym, że środowiska LGBT prezentują pewną ideologię, która za cel obrała sobie wartości patriotyczne oraz wartości chrześcijańskie. Dowód tej agresji widzieliśmy poprzez tę akcję wczoraj w nocy w Warszawie – stwierdził.

Zdaniem Kalety happening aktywistów mógł obrażać uczucia religijne oraz wypełniać znamiona znieważenia pomnika. Zawieszenie tęczowych flag nazwał „profanacją”, a osoby odpowiedzialne określił „bojówkarzami ze środowisk LGBT”.

Morawiecki: Nie można pod płaszczykiem rzekomej równości stawać się agresorem

Sprawę skomentował także premier Mateusz Morawiecki. „Nie ma zgody na profanowanie symboli narodowych i religijnych w imię żadnej ideologii. Wartości, które symbolizują, ważne dla milionów Polaków, są dziedzictwem, które podlega szczególnej ochronie. Nie można pod płaszczykiem rzekomej równości stawać się agresorem” – napisał w środę 29 lipca na Twitterze.

Czytaj także:
Przez „strefy wolne od LGBT” polskie miasta nie otrzymają pieniędzy z UE. Biedroń: Nie ma się z czego cieszyć
Czytaj także:
Głos na Trzaskowskiego to wybór „bluźnierstw, aborcji i eutanazji”? Wierni wysłali skargę na proboszcza
Czytaj także:
Policja przesłuchała aktywistę w sprawie tabliczek „strefa wolna od LGBT”. „Sprawa polityczna do szpiku kości”

Źródło: WPROST.pl

Czytaj także

 1
  • Tego typu akcje mają z reguły odwrotny skutek do zamierzonego, bowiem kojarzą się bardziej terroryzmem i lewackim oszołomstwem spod znaku Live black matter. Wszędzie tam gdzie istnieje silna tożsamość kulturowa, historyczna i etniczna tego typu prowokacje są skazane na porażkę - czy to w Polsce czy w Korei, czy jeszcze gdzieś indziej.