Koronawirus w Polsce. Dr Grzesiowski mówi, kiedy możemy liczyć na poprawę sytuacji

Koronawirus w Polsce. Dr Grzesiowski mówi, kiedy możemy liczyć na poprawę sytuacji

Dr Paweł Grzesiowski
Dr Paweł Grzesiowski / Źródło: Newspix.pl / DAMIAN BURZYKOWSKI

Ekspert dr Paweł Grzesiowski zwraca uwagę, że wszystkie modele matematyczne obrazujące stan epidemii pokazują tendencję wzrostową. Mamy wciąż większość osób nieskontaktowanych z wirusem i zakażenie szerzy się właściwe bez żadnej kontroli, a w związku, z tym, że wskaźnik R reprodukcyjności wirusa jest na poziomie 2, to z każdej osoby chorej mamy po tygodniu, dziesięciu dniach – dwie kolejne, co powoduje, że liczba zakażonych rośnie w tempie wykładniczym. – W związku z tym, jeżeli nie powstrzymamy tego procesu niepełnym lockdownem, to prognoza jest zła, czyli będzie coraz więcej przypadków – zwrócił uwagę immunolog. W ocenie eksperta, gdybyśmy nie powstrzymali wykładniczego wzrostu zakażeń, wówczas mniej więcej ok. 25-30 października moglibyśmy mieć nawet ok. 20 tys. przypadków.

Zwrócił uwagę, że analiza danych z kilku ostatnich dni pokazuje, że skala zachorowań nieco się wypłaszczyła. – Wystarczy spojrzeć na dane z 15 października, kiedy mieliśmy 8099 nowych przypadków i nie zrealizowały się ówczesne prognozy. Możemy zatem powiedzieć, że w pewnym zakresie ograniczenia związane z ograniczaniem międzyludzkich kontaktów, które zostały wprowadzone w czerwonych strefach już dwa tygodnie temu – przynoszą pewne efekty, bo matematyczny model epidemii na razie nie sprawdził się w zakresie wzrostu, jaki był planowany" – powiedział dr. Grzesiowski. "W tym tygodniu zobaczymy, jaki będzie efekt zamknięcia szkół – dodał.

Koronawirus – kiedy poprawa sytuacji?

Wskazał jednocześnie, że w związku z tym, że nie został wprowadzony całkowity lockdown, nie możemy spodziewać się tak szybkiego spadku zakażeń, jaki obserwowaliśmy w Polsce w maju i czerwcu. – Być może sytuacja ustabilizuje się na poziomie 1-2 tys. dziennych zakażeń. To jest taka liczba, która pozwala zapanować nad liczbą chorych w szpitalach – powiedział immunolog.

Ocenił, że w tej chwili głównym problemem nie jest ogólna liczba zachorowań, tylko dzienna liczba nowych osób przyjmowanych do szpitali i podłączanych pod respiratory. - Już widzimy, że rezerwy systemu się wyczerpały i w niektórych województwach nie ma gdzie przesyłać pacjentów, w konsekwencji pozostają w szpitalach pierwszego stopnia zabezpieczenia, czyli leżą w szpitalach powiatowych pod respiratorami, mimo że to nie są szpitale covidowe. - Jeżeli zakażeń będzie dalej przybywać w tym tempie, to będziemy mieli przed sobą w kraju poważny kryzys opieki zdrowotnej – ostrzegł ekspert.

Koronawirus - kiedy szczepionka?

Podkreślił, że sytuacja może ulec zmianie dopiero, kiedy zostanie wynaleziona szczepionka. - Leki przeciwwirusowe są często mało skuteczne w sytuacji, kiedy u danej osoby wirus się już rozwinie. Poza tym, taki człowiek zaraża innych, więc nie uda się powstrzymać wirusa lekiem. Dzięki niemu możemy jedynie zminimalizować śmiertelność wśród chorych – wyjaśnił immunolog. Wspomniał, że pewnym rozwiązaniem mógłby być lek profilaktyczny, którego zażywanie chroniłoby organizm przed zakażeniem np. przez tydzień, czy dwa po jego przyjęciu. - Niestety, czegoś takiego jeszcze naukowcy nie wynaleźli i pewnie szybko się nie uda – stwierdził dr Grzesiowski.

W ocenie eksperta jesteśmy skazani na pulsacyjne odmrażanie i zamrażanie życia społecznego – cały czas kontrolując liczbę przypadków i miejsc w szpitalach. Tego musimy nauczyć całe społeczeństwo. To nie jest pierwszy i nie ostatni lockdown. Wszystko będzie zależało od wydolności ochrony zdrowia" – powiedział immunolog. Wyjaśnił, że skuteczny lockdown przynosi efekty już po dwóch, trzech tygodniach. - Cykl powinien wynosić ok. dwóch miesięcy – lockdown dwa tygodnie i spadek zachorowań, potem odmrażamy, puszczamy dzieci do szkół – powoli rozpowszechnienie wirusa wzrasta i ponownie robimy lockdown. Takich powtarzających się cykli może być jeszcze wiele przed nami. Lepiej żeby były wprowadzane wcześniej, ale były łagodniejsze, żeby nie wpływać zbyt negatywnie na gospodarkę – powiedział ekspert.

„Od maja wirus został puszczony na żywioł”

Mówiąc o przyczynach obecnej skali zakażeń stwierdził, że od maja wirus został puszczony na żywioł. - W związku z tym potrzeba teraz bardzo głębokiego lockdownu, żeby go zatrzymać. Gdybyśmy byli bardziej przewidujący i mniej liberalni między majem a lipcem, to obecnie nie trzeba byłoby zrobić tak dotkliwego lockdownu – tłumaczył dr Grzesiowski. - Ci, którzy są zarażeni, mimo że dziś mają ujemny wynik, to za tydzień okażą się dodatni, więc im lockdown nic nie pomoże – dodał. W ocenie dr. Grzesiowskiego cmentarze powinny zostać zamknięte w weekend 1 listopada. - Na szczycie epidemii pozwalanie ludziom na bliskie kontakty, to dolewanie benzyny do ognia. Lepiej będzie dopiero po 15 listopada, jeśli zadziała lockdown – powiedział.

Podkreślił, że obserwowane w ostatnich dniach protesty, które gromadzą tłumy, będą generować kolejne zakażenia. - Przebywanie w tłumie nawet przy noszeniu maseczki jest ryzykowne – stwierdził ekspert.

Czytaj też:
Boże Narodzenie w ścisłym gronie rodzinnym? Niedzielski mówi o możliwym lockdownie

Źródło: PAP
 0

Czytaj także