Spot promujący polską literaturę pod ostrzałem. Twardoch: Żenująco głupi

Spot promujący polską literaturę pod ostrzałem. Twardoch: Żenująco głupi

Szczepan Twardoch
Szczepan Twardoch / Źródło: Newspix.pl / Ullstein
Instytut Książki zaprezentował spot, którego celem jest promocja polskiej literatury na świecie. „Takim spotem nie bylibyście w stanie wypromować szczepionki w pandemii, zimnego piwka na plaży w lipcu, ani k**** eliksiru młodości w domu starców” – skomentował jeden z „bohaterów” produkcji, pisarz Szczepan Twardoch. Wątpliwości komentatorów wzbudziły również okoliczności przetargu na spot.

Spór rozgorzał po tym, jak na Facebooku Instytutu Książki pojawił się spot promujący naszą rodzimą literaturę na świecie. W krótkim filmie skierowanym do zagranicznych wydawców opublikowano dzieła wybranych polskich autorów w tłumaczeniu na język angielski. Wśród autorów, jakich książki wykorzystano, są m.in. Witold Szabłowski, Bronisław Wildstein, czy Szczepan Twardoch.

facebook

Szczepan Twardoch: Spot żenująco głupi

Swoje zdanie na temat umieszczenia jego powieści w spocie, a także samego filmu wyraził właśnie ten ostatni. We wpisie Szczepana Twardocha na Facebooku czytamy, że spot jest „żenująco głupi i pięć razy za długi”. „Śmiałem się w głos, prawie jak z bardzo długiej reklamy Apartu, do momentu, w którym pojawiła się tam moja książka i wtedy śmiech mi uwiązł w gardle” – pisze autor.

„Twórców tego kasztana chciałbym niniejszym prosić, by w przyszłości zaniechali odwoływania się do moich powieści. [...] Takim spotem nie bylibyście w stanie wypromować szczepionki w pandemii, zimnego piwka na plaży w lipcu, ani k**** eliksiru młodości w domu starców” – kontynuuje z oburzeniem Twardoch.

facebook

Instytut Książki: Pozamerytoryczny hejt

Do słów Szczepana Twardocha odniósł się następnie Instytut Książki, który przekonuje, że do momentu opinii pisarza, do Instytutu docierały przeważnie pozytywne oceny na temat spotu.

„Nagłe nagromadzenie krytyki, czy wręcz – nie bójmy się tego słowa – pozamerytorycznego hejtu, nastąpiło w jednym momencie, wkrótce po wypowiedzi znanego pisarza. Cóż – wiemy, jak działa internet. Wiemy, czym jest tak zwana kultura calloutu, ze swoimi dobrymi i złymi cechami. My, jako instytucja publiczna, mamy nieco mniejsze pole manewru w konstruowaniu na nią odpowiedzi. Warto jednak pamiętać, że za każdym projektem stoją konkretni ludzie, wraz ze swoimi emocjami i wrażliwością” – czytamy we wpisie Instytutu.

facebook

Szczepan Twardoch: Gdyby nie raczyli Państwo zgwałcić mojej książki...

I do tych słów postanowił odnieść się Twardoch, który w komentarzu pod wpisem Instytutu Książki zaznaczył, że jego wypowiedź nie jest elementem kultury calloutu, a recenzją, „do której ma prawo każdy, a szczególnie ktoś, kogo powieść tam Państwo groteskowo wykrzywiają”.

„A że recenzja była kąśliwa? Gdyby nie raczyli Państwo bez żadnej konsultacji ze mną zgwałcić mojej książki przy użyciu tego potworka, to nie wzbudziłby on we mnie aż takich emocji. Można było zapytać autorów »promowanych« książek co o takiej promocji myślą, skoro używają Państwo ich, naszych nazwisk. No ale rozumiem, że mogło zabraknąć odwagi. W kwestii wrażliwości twórców zaś, no cóż, taka jest cena, jaką się płaci wystawiając swoje dzieła na publiczny osąd. Jeśli twórcy nie są na to gotowi, proponuję zawęzić grono odbiorców do najbliższej rodziny, jeśli jest się z nią akurat w dobrych stosunkach” – dodał.

Wątpliwości w sprawie przetargu

Oliwy do ognia dodają także komentatorzy, którzy zwracają uwagę na swoje wątpliwości w sprawie przetargu, jaki ogłoszono przed realizacją spotu. Ogłoszenie o przetargu pojawiło się bowiem W Biuletynie Informacji Publicznej 28 września o godzinie 15:36, a termin składania ofert mijał 30 września o godzinie 10:00.

Oprócz krótkiego czasu trwania oferty, uwagę zwraca także fakt, że w postępowaniu została złożona tylko jedna propozycja. Warszawska firma Tesla Pro Anna Kronenberg na zrealizowanie oferty otrzymała 246 tys. zł brutto (za tę kwotę firma miała zrealizować spot i 11 audycji z cyklu „New Books from Poland”).

Instytut Książki skomentował tę kwestię w jednym z komentarzy pod swoim wpisem. „Postępowanie zostało przeprowadzone zgodnie z przepisami dotyczącymi tego trybu wyłonienia wykonawcy (czyli z Prawem Zamówień Publicznych). Rozumiemy, że krótki termin składania ofert może budzić emocje czytelników, jednak podkreślamy – na podstawie wieloletnich doświadczeń we współpracy z podwykonawcami – że termin nie był za krótki dla podmiotu, który profesjonalnie zajmuje się tego typu działalnością. Szybka decyzja była w tym wypadku niezbędna w związku z decyzjami dotyczącymi międzynarodowych targów książki (wiele imprez tego typu zostało odwołanych niemal na ostatnią chwilę)” – czytamy.

„Ponadto, wbrew obiegowej opinii, to nie jest tak, że zawsze do tego rodzaju postępowań zgłasza się wiele firm. Bywają przypadki, kiedy do rozdysponowania jest wyższa kwota, a do przetargu – pomimo dłuższego terminu składania ofert – zgłasza się tylko jedna firma. Rozumiejąc wątpliwości, jakie budzi temat wśród uważnych czytelników, jeszcze raz powtarzamy: nie było uchybień w tym zakresie” – dodaje Instytut Książki.

Czytaj też:
Premiera serialu na podstawie książki Twardocha. Pisarz reklamuje „Króla”

 0

Czytaj także