Trener „Kanapowców”: Gdy facet przytyje, staje się „kochanym misiem do przytulania”. Dłużej wypiera problem

Trener „Kanapowców”: Gdy facet przytyje, staje się „kochanym misiem do przytulania”. Dłużej wypiera problem

Krzysztof Ferenc jest trenerem personalnym i opiekunem odchudzających się bohaterów programu „Kanapowcy”
Krzysztof Ferenc jest trenerem personalnym i opiekunem odchudzających się bohaterów programu „Kanapowcy” / Źródło: TTV/MASS KONCEPT
Hashimoto, insulinooporność, cukrzyca, wszystkie inne choroby, którymi panie się tłumaczą – powstały z jakiegoś powodu. Jeżeli rzeczywiście z którymś z tych zaburzeń mamy do czynienia, tym bardziej trzeba wziąć się za ćwiczenia i to uregulować – mówi Krzysztof Ferenc. Trener personalny i gospodarz programu „Kanapowcy”, który 6 kwietnia wraca do TTV, mówi „Wprost” też m.in. o powodach problemów Polaków z nadwagą, o tym, czy liczenie kroków ma sens i pod jakim warunkiem można złamać dietę w czasie świąt Wielkanocnych.

Wprost: Mężczyznom łatwo przychodzi zaakceptowanie faktu, że jednak nabrali kilogramów i muszą zacząć pracować nad dietą i sylwetką, wstać z kanapy?

Krzysztof Ferenc ("Kanapowcy"): Wydaje mi się, że jednak wciąż to na kobietach ciąży większa presja społeczna w związku z dodatkowymi kilogramami. Kobiety same szybciej wyczuwają, że przytyły, ale też środowisko, otoczenie, wcześniej daje im znać, że tak się stało. Sygnalizuje zmiany. Jest bardziej dokuczliwe.

A gdy mężczyzna złapie kilka kilogramów więcej, nagle staje się „kochanym misiem”, posiadaczem większego ciała „do kochania”, „do przytulania”.

U mężczyzn zdecydowanie dłużej trwa proces wypierania problemu. Tak jak uczestnicy naszego programu, którzy do perfekcji opanowali omijanie luster, kupowania coraz luźniejszych ciuchów. W końcu jest tak, że mężczyzna musi naprawdę sporo przytyć, by choćby najbliżsi jakoś to zaczęli zauważać, komentować. I by on sam zaakceptował fakt, że trzeba coś z ponadprogramowymi kilogramami zrobić.

Bywa też tak, że mężczyzna jest wdzięczny losowi za super metabolizm, kaloryfer na brzuchu, dobre geny. Sądzi, że nie musi o siebie dbać, bo zdrowie dostał w pakiecie. I tak sobie żyje do czasu kontrolnych badań, gdy okazuje się, że od środka zaczął się „psuć” mimo, iż ciało wciąż wyglądało dobrze.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Wprost.

Aktualne wydanie e-Wprost dostępne jest w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 1

Czytaj także