„Tropicielki rodzinnych historii”: Odszukałyśmy 67 spadkobierców zmarłego mieszkańca USA

„Tropicielki rodzinnych historii”: Odszukałyśmy 67 spadkobierców zmarłego mieszkańca USA

Kinga Urbańska i Karolina Szlęzak, „Tropicielki rodzinnych historii”
Kinga Urbańska i Karolina Szlęzak, „Tropicielki rodzinnych historii” / Źródło: Travel Channel
Z całego świata zgłaszają się do nas kancelarie prawne, szukamy dla nich żyjących krewnych ludzi z Kanady, Stanów Zjednoczonych, Francji. Właśnie odszukałyśmy 67 spadkobierców zmarłego mieszkańca USA. Każdy z nich dostanie pieniądze. Do podziału było 125 tysięcy dolarów – w rozmowie z „Wprost” mówią Karolina Szlęzak i Kinga Urbańska, genealożki, archiwistki. „Tropicielki rodzinnych historii” z programu Travel Channel mówią też, czy na podstawie jednego zdjęcia można ustalić czyjąś tożsamość, dlaczego ich zdaniem politycy powinni zrobić sobie „genealogiczne” testy DNA i czy „prawdziwi Polacy” w ogóle istnieją.

Jakie dokumenty, informacje musiałabym zebrać, byście panie mogły zacząć szukać moich korzeni, odtwarzać drzewo genealogiczne?

Kinga Urbańska: Zawsze radzimy, by zacząć od siebie. Spisać to, co my pamiętamy, zakładając, że warto to zrobić w formie elektronicznej. Są portale społecznościowe do tworzenia drzew genealogicznych, ale to może być także jakikolwiek plik tekstowy albo tabela w Excelu. Chodzi o to, by i nasi potomni mogli korzystać z tych informacji.

Karolina Szlęzak: Czyli na początku chodzi o to, by własnymi siłami starać się dotrzeć jak najdalej „wstecz”. Zebrać swoje wspomnienia, spytać, co pamiętają najbliżsi, a potem, już z tymi informacjami można przyjść do nas. I my ruszamy dalej. Sprawdzamy, co możemy znaleźć, gdzie możemy dotrzeć.

Pamiętacie jakąś historię, którą przyszło wam rozwiązywać w oparciu o naprawdę szczątkowe informacje?

K.U.: Jeden z naszych klientów posiadał tylko zdjęcie poszukiwanej osoby i jej imię.

Jak wygląda takie „śledztwo” wtedy, gdy informacji jest tak mało?

K.U.: Zaczynamy od wywiadu z klientem. Zaczynamy drążyć, zadawać mnóstwo pytań. Bywa, że informacje, które dla kogoś wydają się mało istotne, nam bardzo pomagają w poszukiwaniach. W sprawie, o której mówimy, okazało się, że klient pracował z poszukiwanym kolegą ze zdjęcia.

K.Sz.: Mężczyzna pochodził z Turcji i szukał polskiego inżyniera, który wysyłany był przez pracodawcę na kontrakty zagraniczne. Postanowiliśmy podjąć się tego wyzwania, choć prawdopodobieństwo sukcesu było niewielkie. Udało nam się skontaktować z firmą, która wysłała go tam do pracy i dotrzeć do jego rodziny w Polsce.

K.U.: I tak na podstawie zdjęcia udało się namierzyć poszukiwaną osobę.

Ile lat temu panowie razem pracowali?

K.U.: To było przed trzydziestoma laty.

Jakich spraw macie najwięcej i czy pandemia jakoś wpłynęła na pań działania?

K.Sz.: Myślę, że to program w telewizji i webinary, które robimy, sprawiają, że mamy więcej odbiorców. Coraz więcej osób w ogóle dowiaduje się, że można się tym zająć i że warto. I że to nie jest czarna magia. A sama pandemia wpłynęła w ten sposób, że ludzie mają więcej czasu. Mogli zająć się poznawaniem historii rodzinnych.

K.U.: Bardzo dużo mówi się o problemie samotności w pandemii. Izolujemy się od osób starszych, by nie narażać ich na niebezpieczeństwo. A temat historii rodzinnych pomaga relacje utrzymywać, zacieśniać, może być odpowiedzią na pandemiczną samotność.

Artykuł został opublikowany w 15/2021 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Czytaj także