PO w "antyraporcie" pyta czy prezydent złamał prawo

PO w "antyraporcie" pyta czy prezydent złamał prawo

W środę Platforma Obywatelska zaprezentuje swoją ocenę raportu z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Według autorów tzw. antyraportu, należy rozważyć jaka jest odpowiedzialność prezydenta Lecha Kaczyńskiego za wprowadzenie zmian do raportu, do których dokonania ustawowo nie był uprawniony.

Zdaniem posła PiS Karola Karskiego, oskarżenia PO to "głupota". SLD zapowiada natomiast, że jeśli PO sformułuje "dobrze umotywowany zarzut" i złoży wniosek o postawienie L. Kaczyńskiego przed Trybunałem Stanu w związku z raportem z weryfikacji WSI, to może liczyć na poparcie Sojuszu.

Chodzi o zmiany, o których informowały media na przełomie lutego i marca. Miano ich dokonać przed decyzją prezydenta o podaniu dokumentu do publicznej wiadomości, ale już po tym, jak raport otrzymali wicepremierzy oraz marszałkowie Sejmu i Senatu.

Z raportu miały zostać usunięte m.in. dwa nazwiska współpracowników WSI. Jak mówił prezydent Lech Kaczyński, pierwsze z dwóch nazwisk, o których informowały media, "zniknęło zgodnie z sugestią marszałka (Senatu - Bogdana) Borusewicza". Z kolei premier Jarosław Kaczyński wyjaśniał, że zmian w raporcie dokonano ze względu na bezpieczeństwo państwa.

Zdaniem autorów "antyraportu", nowelizacja ustaw likwidujących WSI zezwoliła prezydentowi na ujawnienie raportu, ale nie na dokonywanie w nim jakichkolwiek zmian.

Autorzy "antyraportu" - nad którym pracował zespół ekspertów pod kierownictwem byłego szefa MSWiA Marka Biernackiego - uważają, że skoro prezydent zaakceptował dokonanie zmian w raporcie i opublikował raport w zmienionej wersji, powstaje pytanie, czy dopuścił się przerobienia dokumentu, czyli przestępstwa fałszu materialnego, o którym mówi art. 270 kodeksu karnego.

Przepis ten stanowi m.in., że "kto, w celu użycia za autentyczny, podrabia lub przerabia dokument lub takiego dokumentu jako autentycznego używa, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5", a kto czyni przygotowania do takiego przestępstwa podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Prezydent - piszą autorzy "antyraportu" - zgodnie z konstytucją może być pociągnięty do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu za naruszenie konstytucji, ustawy lub popełnienie przestępstwa, jeśli czyny te były dokonane w związku z zajmowanym stanowiskiem lub w zakresie swojego urzędowania.

Zdaniem posła PiS Karola Karskiego, oskarżenia PO o możliwość popełnienia przestępstwa przez prezydenta to "głupota". Jak przypomniał, ustawa upoważniała likwidatora WSI Antoniego Macierewicza do sporządzenia raportu z weryfikacji tych służb, a prezydenta do ujawnienia go.

Jak podkreślił poseł PiS, zgodnie z zasadą prawną: "jeśli wolno więcej, to wolno również mniej", L. Kaczyński mógł skorygować treść raportu i w takiej formie go ujawnić.

SLD zapowiada natomiast, że jeśli PO sformułuje "dobrze umotywowany zarzut" i złoży wniosek o postawienie L. Kaczyńskiego przed Trybunałem Stanu w związku z raportem z weryfikacji WSI, to może liczyć na poparcie Sojuszu.

"Pan prezydent zawierzył temu, co dał mu do podpisania i do publikacji szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego Antoni Macierewicz. Czasami za takie zawierzenie należy płacić" - mówił poseł SLD Janusz Zemke. Pytany, czy prezydent powinien stanąć przed TS, Zemke stwierdził, że "odpowiedzialność prezydenta jest (...) sprawą otwartą".

Natomiast wicemarszałek Sejmu Bronisław Komorowski (PO) nie wie, czy jest podstawa prawna do postawienia prezydenta przed Trybunałem Stanu. Muszą to - zdaniem Komorowskiego - ocenić prawnicy. W ocenie polityka Platformy, jest "problem odpowiedzialności prezydenta-zwierzchnika sił zbrojnych za to, co się stało z polskim wywiadem wojskowym i kontrwywiadem". "Dzisiaj polskie siły zbrojne są pozbawione wywiadu i kontrwywiadu, bo one są tylko z nazwy wojskowe. One nie stanowią cząstki sił zbrojnych" - mówił Komorowski we wtorek w TVN24.

Senator PiS Zbigniew Romaszewski, pytany jak określiłby to, co robi Platforma publikując "antyraport", powiedział, że jest to zjawisko określane jako "muchotłuk". "To oznacza, że przestały już istnieć pewne pryncypia polityczne. Polityka przestała istnieć. Zaczyna się po prostu bezpardonowa walka o władzę, w której można użyć wszystko, wszystkie argumenty i ze wszystkim wystąpić medialnie. Realne problemy państwa są na 5. lub 10. planie" - stwierdził Romaszewski.

pap, ss, ab

Czytaj także

 0