Cimoszewicz też się nie zlustruje

Cimoszewicz też się nie zlustruje

Były premier i marszałek Sejmu Włodzimierz Cimoszewicz oświadczył w poniedziałek, że nie złoży oświadczenia lustracyjnego wymaganego prawem od pracowników naukowych. Uważa, że procedura lustracyjna w obecnej formie jest niezgodna z prawem i narusza m.in. konstytucję.

Cimoszewicz, który jest doktorem prawa, wykłada obecnie na Uniwersytecie w Białymstoku (UwB) oraz w Akademii Humanistycznej w Pułtusku.

W udostępnionym PAP w poniedziałek liście do rektorów tych uczelni były premier napisał, że rozciągniecie obowiązku lustracyjnego na "setki tysięcy ludzi, z których ogromna większość to osoby prywatne, nie pełniące żadnych funkcji państwowych, jest oczywistym naruszeniem Konstytucji RP".

"Przede wszystkim narusza ich godność, przez przymuszanie do dowodzenia swojej przyzwoitości. W przypadku środowiska naukowego jest to także niedopuszczalna ingerencja w swobodę prowadzenia badań naukowych" - podkreślił Cimoszewicz.

Uważa też, że w przypadku takich osób, które tak jak on przeszły procedurę lustracyjną przed sądem, ustawowy obowiązek "dowodzenia czegoś, co zostało prawomocnie orzeczone", narusza zasady rozdziału władz, ponieważ "ignoruje i ingeruje w decyzje niezależnej władzy sądowej".

"Oznacza też naruszenie zasady zaufania do państwa" - napisał Cimoszewicz. Dodał, że wiele osób w środowisku akademickim sprzeciwia się "temu niepraworządnemu posunięciu obecnych władz państwowych".

Nawet perspektywa represji w postaci pozbawienia pracy nie może mnie zmusić do zachowania podważającego wartość tego, co przedstawiam młodym ludziom jako wzór do naśladowania" - podkreślił były premier.

Nie wiadomo jak władze Uniwersytetu w Białymstoku zareagują na oświadczenie wydane przez Cimoszewicza. PAP nie udało się w poniedziałek skontaktować z rektorem uczelni, który przebywa na urlopie.

W rektoracie poinformowano natomiast, że pod koniec marca Senat UwB przyjął uchwałę, w której poparł wydane również w marcu przez Senat Uniwersytetu Warszawskiego uchwały w sprawie "zagrożeń dla demokratycznego państwa prawnego" oraz w sprawie ustawy lustracyjnej. Senat UW opowiedział się wówczas za wstrzymaniem lustracji i nowelizacją ustawy lustracyjnej.

Proces lustracyjny Cimoszewicza, wówczas posła SLD, rozpoczął się w czerwcu 2000 r. na wniosek Rzecznika Interesu Publicznego Bogusława Nizieńskiego, który podejrzewał Cimoszewicza o zatajenie związków ze służbami specjalnymi PRL. Sąd Lustracyjny I instancji uznał, że Cimoszewicz nie był tajnym i świadomym agentem wywiadu PRL. Z akt pisanych przez oficera wywiadu wynikało, że Cimoszewicz zgodził się przy wyjeździe za granicę w 1980 r. na współpracę z, jak to określił ów oficer, "naszą służbą". Sąd uznał, że Cimoszewicz rozumiał przez to służby MSZ (funkcjonariusze MSW mieli przedstawiać się Cimoszewiczowi jako urzędnicy tego resortu) i oczyścił go z zarzutu.

To orzeczenie potwierdził sąd II instancji (po apelacji Nizińskiego) i ostatecznie Sąd Najwyższy, który w październiku 2001 r. oddalił kasację Rzecznika Interesu Publicznego jako oczywiście bezzasadną, a wręcz niedopuszczalną.

pap, ss

Czytaj także

 0