Pęk: byłem szantażowany i zastraszany

Pęk: byłem szantażowany i zastraszany

fot. M. Stelmach/WPROST
Eurodeputowany LPR, Bogdan Pęk, mówił podczas środowego przesłuchania przed sejmową komisję śledczą ds. banków, że w czasie, gdy był szefem sejmowej komisji przekształceń własnościowych, był zastraszany i szantażowany w związku z zainteresowaniem sprawami sektora bankowego.

"Ówczesny premier - Waldemar Pawlak sugerował, czy nie należałoby przydzielić mi ochrony" - powiedział Pęk podczas przesłuchania. Członkowie komisji pytali głównie o sprawę prywatyzacji Banku Śląskiego (BSK) w pierwszej połowie lat 90.

Jak podkreślał Pęk, przekształcenia własnościowe w Polsce oznaczały w "biały dzień bezkarny rabunek finansów publicznych". Jego zdaniem, prywatyzowany w Polsce majątek został sprzedany za sumę nie przekraczającą 10 proc. jego wartości.

Przewodniczący komisji Adam Hofman (PiS) powiedział dziennikarzom po przesłuchaniu Pęka, że gdyby jego zeznania potwierdziły się, to sprawa prywatyzacji BSK wygląda "bardzo poważnie", jednak komisja musi zweryfikować stwierdzenia europosła. Dodał, że sprawa tej prywatyzacji obciąża "konkretne osoby z imienia i nazwiska" oraz jest ilustracją patologii związanej z prywatyzacją sektora bankowego.

Zdaniem Pęka, prywatyzacją BSK byli zainteresowani "ważni ludzie", którzy być może osiągnęli z tego osobiste korzyści. Uznał, że odpowiedzialność za prywatyzację tego banku ponosi ówczesny minister finansów Marek Borowski.

Pęk dodał jednak, że Borowski "został zrobiony w konia przez dżentelmenów", czyli przez pozostałe osoby uczestniczące w ustalaniu ceny akcji BSK.

Europoseł mówił o spotkaniu trzech przedstawicieli resortu finansów: Borowskiego, wiceministra Stefana Kawalca oraz dyrektora departamentu instytucji finansowych Sławomira Sikory i ówczesnego prezesa Giełdy Papierów Wartościowych Wiesława Rozłuckiego, podczas którego "krakowskim targiem" ustalono cenę sprzedaży akcji w publicznej subskrypcji. Cenę tę ustalono na 500 tys. starych złotych, podczas gdy w pierwszym notowaniu za akcje BSK płacono ponad 13-krotnie więcej.

Borowski, komentując w TVN24 zarzuty stawiane przez Pęka powiedział, że organy państwa, które badały "wielkie afery i przekręty" uznały, iż ich nie było. Podkreślił, że są dokumenty, dowody i różnego rodzaju badania, analizy przeprowadzone przez NIK, prokuratury i ekspertów, które wskazują na nieprawdziwość zarzutów Pęka.

Borowski porównał postępowanie Pęka do działalności amerykańskiego senatora Josepha McCarthy'ego, który - jak mówił - "oskarżał wszystkich o komunizm na prawo i lewo, i dwa lata brylował na scenie politycznej".

Kawalec powiedział PAP, że zarzutów Pęka nie potwierdzono w kolejnych postępowaniach, a śledztwo prokuratorskie zakończyło się zwróceniem akt do prokuratury. Dodał, że swoje wyjaśnienia przedstawi komisji podczas przesłuchania.

Pęk utrzymuje, że wycena BSK była zaniżana, a pierwsze notowania giełdowe zawyżane, z jednoczesnym dopuszczeniem wybranej grupy osób do tych notowań. Znaczna część osób, które kupiły akcje BSK, miała problemy ze składaniem zleceń na pierwsze sesje giełdowe, gdy bank był już notowany. Natomiast opóźnień nie było w przypadku pracowników i zarządu banku.

Europoseł mówił o tzw. liście Pęka, którą tylko miał czytać, a której - jak powiedział - nie otrzymał. Mają na niej znajdować się nazwiska nabywców akcji BSK oraz pakiety kupionych akcji. Wśród akcjonariuszy miały być także nazwiska znanych osób.

Pęk ocenił, że w Polsce i w Europie istnieje ogromne zainteresowanie wpływami na rynku bankowym.

Artur Zawisza (PR) uznał, że wypowiedź Pęka kieruje na podobne tropy, na które komisja była naprowadzana "próbując analizować rozmowę b. premiera Józefa Oleksego z Aleksandrem Gudzowatym, mówiącą o kosmopolitycznych gangach". Zawisza pytał, czy polscy urzędnicy mogli być zainteresowani pożytkami z "tak przeprowadzonej prywatyzacji".

Posłowie zdecydowali, że poszerzą listę świadków o Mariana Rajczyka (prezesa BSK w czasie prywatyzacji), Sławomira Sikorę (b. dyrektora departamentu systemu bankowego i instytucji finansowych w MF), lidera PSL Waldemara Pawlaka i Jacka Sochę (b. przewodniczącego Komisji Papierów Wartościowych i Giełd).

Podczas środowego posiedzenia Andrzej Dera (PiS) zażądał od Karola Jełowickiego, pełnomocnika Józefa Oleksego, przeprosin i wpłaty 5 tys. zł na wskazany dom samotnej matki, w związku z użyciem przez prawnika określenia "kretyn" pod jego adresem. Ten fragment pokazała we wtorek stacja TVN24. W trakcie posiedzenia takie przeprosiny wpłynęły i zostały przez posła przyjęte.

Komisja nie będzie już w tym tygodniu przesłuchiwała świadków. Natomiast na zamkniętym posiedzeniu, które odbyło się po zakończeniu przesłuchania postanowiła, że zwróci się do prokuratury i Komisji Nadzoru Finansowego o "listę Pęka" - poinformował w środę PAP Hofman.

Dodał, że zamknięte przesłuchanie europosła może również dotyczyć podania nazwiska posła SLD, który - wg środowych zeznań Pęka - miał ostrzegać go przed zajmowaniem się sprawą prywatyzacji Banku Handlowego w Warszawie.

ab, ss, pap

Czytaj także

 0