Nie będzie dochodzenia ws. księdza Andrzeja Dębskiego. „Nie spełnia to cech materiału o charakterze pornograficznym”

Nie będzie dochodzenia ws. księdza Andrzeja Dębskiego. „Nie spełnia to cech materiału o charakterze pornograficznym”

Ksiądz Andrzej Dębski
Ksiądz Andrzej Dębski Źródło: Newspix.pl / Michal Kosc / PressFocus / NEWSPIX.PL
Prokuratura odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie produkowania i rozpowszechniania pornografii przez ks. Andrzeja Dębskiego. Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych zapowiada złożenie zażalenia. „Prokurator Wojciech Król sprytnie podszedł do sprawy” – oceniła organizacja.

16 lipca „Gazeta Wyborcza” ujawniła treść wulgarnych wiadomości i nagrań z propozycjami seksualnymi, które rzecznik białostockiej kurii arcybiskupiej i prowadzący program „Ziarno” w TVP ks. Andrzej Dębski przesyłał internautce. W reakcji metropolita białostocki abp. Józef Guzdek zawiesił księdza w wykonywaniu powierzonych mu zadań w trybie natychmiastowym. Kilka dni później biskup wydał decyzję o pozbawieniu ks. Dębskiego prawa do wykonywania jakichkolwiek posług duszpasterskich i noszenia stroju duchownego, oraz nakazano mu podjęcie terapii.

Z kolei Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych złożył w tej sprawie zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów. Dotyczyło ono „produkowania zakazanych prawem przez ks. Dębskiego materiałów pornograficznych z opisami przemocy”.

Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa

W czwartek „Gazeta Wyborcza” poinformowała, że asesor Prokuratury Rejonowej Warszawa Mokotów Wojciech Król odmówił wszczęcia dochodzenia w tej sprawie. W uzasadnieniu wskazał, że ks. Dębski nie działał publicznie, treści były zaadresowane do określonej osoby oraz, że „nie sposób przyjąć”, że późniejsze rozpowszechnianie treści rozmów były „wolą i intencją” duchownego.

Król ocenił, że materiały udostępnione internautce nie spełniają cech materiału pornograficznego. „Przesyłanie wiadomości tekstowych oraz głosowych zawierających propozycje odbycia stosunku płciowego, jakkolwiek wulgarne i obsceniczne by nie były, nie spełnia jeszcze cech materiału o charakterze pornograficznym, z uwagi na brak jakiegokolwiek ukazania ludzkich narządów płciowych w okolicznościach wskazujących na seksualny podtekst takowej prezentacji” – stwierdził asesor w uzasadnieniu.

Brak jednolitej definicji pornografii

Na decyzję prokuratury zareagował już Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. „Prokurator Wojciech Król sprytnie podszedł do sprawy, w dużym uproszczeniu – prokurator przyjął, że skoro na nagraniach nie widać penisa księdza to nagrania te nie są pornografią. A skoro, jak stwierdził prokurator, coś nie jest pornografią to nie można uznać, że narzucanie tego komuś jest karalne. Prawda, że proste?” – czytamy we wpisie na Facebooku organizacji.

Ośrodek zwraca uwagę, że problem polega na tym, że w polskim prawie nie ma jednej definicji pornografii. „Definicja przyjęta przez prokuratora jest jedną z wielu, gdyby obowiązywała to większość pedofilów wybroniła by się od odpowiedzialności karnej bo często na produkowanych przez nich filmach nie widać ich genitaliów tylko na przykład twarz pobudzanego przez nich dziecka – a jednak filmy te są kwalifikowane przez sądy jako pornografia i sprawcy są skazywani” – wskazuje OMZRIK.

OMZRiK: Gdy chodziło nie o prominentnego księdza...

„Mamy dziwne wrażenie, że gdy chodziło nie o prominentnego księdza, lecz o zwykłego obywatela to prokurator już dawno wszczął by śledztwo w tej sprawie” – dodano. Organizacja zapowiedziała też złożenie zażalenia na decyzję prokuratura o odmowie wszczęcia śledztwa ws. księdza Dębskiego.

Czytaj też:
Seksskandal w białostockiej diecezji. „Ks. Dębski wymaga resocjalizacji. To wierzchołek góry lodowej”

Źródło: Gazeta Wyborcza/Wprost.pl
 0

Czytaj także