Kolejny skandal na Pride of Poland? Francuz wylicytował konie za milion euro, do tej pory nie zapłacił

Kolejny skandal na Pride of Poland? Francuz wylicytował konie za milion euro, do tej pory nie zapłacił

Klacz Esmeraldia sprzedana na Pride od Poland 2022 za 400 tys. euro
Klacz Esmeraldia sprzedana na Pride od Poland 2022 za 400 tys. euro Źródło: PAP / Wojtek Jargiło
W tym roku na aukcji Pride of Poland wylicytowano konie za 1,6 mln euro. Jednak prawie milion euro zaoferował francuski kupiec, który w środowisku znany jest jako mitoman. Zdaniem ekspertów Francuz licytuje, ale później nie płaci za konie. „Literalnie czas opłacenia faktur jest przekroczony, ale nie robimy na razie z tego problemu” – komentują organizatorzy.

W niedzielę 14 sierpnia w Janowie Podlaskim odbyła się coroczna aukcja Pride of Poland. Wystawione na sprzedaż konie udało się zbyć za 1,6 miliona euro, czym chwalił się Andrzej Wójtowicz, pełnomocnik dyrektora Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa ds. hodowli koni.

– Liczyliśmy na około 1,2 mln euro zysku. Jest znacznie więcej, bo 1,6 mln. Przy obecnej sytuacji ekonomicznej, kryzysie wywołanym wojną w Ukrainie to bardzo duży sukces. Dlatego gratuluję prezesom stadnin – mówił.

Jednak lubelska „Gazeta Wyborcza” wskazuje, że skandal może dopiero wybuchnąć.

Pride of Poland. Francuz wciąż nie zapłacił miliona euro za konie. „To mitoman”

Najwięcej koni na aukcji wylicytował Francuz Thierry Barbier, który miał działać w imieniu dwóch zagranicznych podmiotów. Za klacz Egirię ze stadniny w Białce obiecał zapłacić 115 tys. euro, za Euzonę z Janowa Podlaskiego 220 tys. euro, a za Poganinkę i Esmeraldię z Michałowa odpowiednio 220 oraz rekordowe w tym roku 400 tys. euro.

Dodatkowo, podczas pomniejszej aukcji Summer Sale Barbier zarejestrował się jako kupiec z Austrii i za 35 tys. euro wylicytował klacz Tartinę z janowskiej stadniny. Łącznie to 990 tys. euro.

Jednak, jak informuje „Gazeta Wyborcza”, od aukcji minął już regulaminowy tydzień na płatności, niemal wszyscy klienci uregulowali swoje zobowiązania, cześć odebrała już nawet konie, ale Francuz nie zapłacił. I jak przekonują eksperci, z którymi rozmawiał dziennik, raczej nie zapłaci.

– Już po pierwszej i drugiej transakcji pojawiły się głosy, że nie jest to osoba godna zaufania. Barbier przelicytowywał sam siebie, tak jak w przypadku Egirii. Gdy osiągnęła cenę 15 tysięcy euro, zaproponował 115 tys. Tak się nie zachowuje poważny klient. Poza tym ta klacz nie ma aż takiej wartości – mówi „Wyborczej” Alina Sobieszak z „Araby Magazine”. – Dlaczego ten człowiek tak zrobił? Może dla zabawy, żeby zakpić z organizatorów, publiczności, opinii publicznej. A może po prostu jest niespełna rozumu. Organizatorzy powinni go sprawdzić od razu – dodaje.

Również wieloletni redaktor naczelny „Konia Polskiego” i komentator TVP Marek Szewczyk uważa, ze Francuz nie zapłaci. „Otóż Thierry Barbier jest dobrze znany w środowisku osób parających się hodowlą i sprzedażą koni arabskich. Znany z tego, że jest mitomanem, a jak mówią niektórzy wprost – kimś niezrównoważonym psychicznie. Nie ma stadniny koni arabskich, choć chce uchodzić za taką osobę” – pisze dziennikarz na swoim blogu HipoLogika.

Według Szewczyka już w 2018 roku Francuz złożył Stadninie Koni Janów Podlaski ofertę na zakup kilku koni poza aukcją. „Oferta została przyjęta, ale stadnina nie doczekała się pieniędzy, więc sprzedaż nie doszła do skutku. Ten fakt potwierdził Sławomir Pietrzak, który był w tym czasie prezesem janowskiej stadniny” – pisze Szewczyk. Podobne sytuacje miały mieć miejsce w innych europejskich stadninach.

„Czas jest przekroczony, ale nie robimy na razie problemu”

W rozmowie z „Wyborczą”, Krzysztof Kierzek, prezes Polskiego Klubu Wyścigów Konnych przekonuje, że na razie nie ma powodów do obaw. – Obecnie prowadzimy korespondencję z panem, który wylicytował konie. Otrzymaliśmy informację, że jest wola zapłaty, ale w grę wchodzą trudności po stronie formalnej – mówi. – Literalnie czas opłacenia faktur jest przekroczony, ale nie robimy na razie z tego problemu – dodaje.

Przyznaje też, że myśli o wyjściu awaryjnym. – Są kontrahenci, którzy po rozmowach podtrzymują chęć zapłacenia pewnych kwot za konie, które są powyżej cen minimalnych. W regulaminie aukcji jest też zapis o karze wynoszącej 30 proc. wylicytowanej kwoty w przypadku nieodebrania koni. Jeśli będzie taka konieczność, będziemy jej dochodzili – podkreśla Kierzek.

Do sytuacji odniósł się też Andrzej Wójtowicz z KOWR. – Czasem odbiór wylicytowanych koni trwał dłużej i nikt nie robił z tego problemu. Podchodzimy do tego ze spokojem, nie stawiamy sprawy na ostrzu noża. Poczekamy jeszcze około dwóch tygodni. Jeśli pieniądze nie wpłyną, to będziemy wzywali kupca do uregulowania należności zgodnie z prawem – mówi.

Czytaj też:
Handlarz respiratorami zmarł, gdy na chwile zniknął z bazy poszukiwanych? „Za dużo przypadków”

Źródło: Gazeta Wyborcza
 1

Czytaj także