Pielęgniarki pod Kancelarią Premiera

Pielęgniarki pod Kancelarią Premiera

Fot. PAP/Radek Pietruszka
Około 200 pracowników służby zdrowia pikietuje pod Kancelarią Premiera. Protestują hałasując - poprzez rytmiczne uderzanie pustymi, plastikowymi butelkami. Jak wyjaśniają, chodzi o to, by usłyszano ich w siedzibie szefa rządu i by premier zdecydował się na rozmowy. Do protestujących w Warszawie przyłączają się kolejne osoby, m.in. grupka działaczy ze związku "Sierpień 80".

Po tym jak rano usunięto je z jezdni przed kancelarią, pielęgniarki protestują po drugiej stronie ulicy, tuż przy bramie Parku Łazienkowskiego. Postawiły cztery namioty, na trawie rozłożone są koce i karimaty. Stoją dwie przenośne toalety. Co chwila ktoś przynosi im jedzenie i napoje.

Wśród protestujących są pielęgniarki, lekarze - w tym dużo stażystów - z warszawskich szpitali, a także ratownicy medyczni.

Rano, gdy protestujących było mniej, policja otoczyła ich ciasnym kordonem. Potem, gdy przybywały kolejne pielęgniarki i lekarze, na chodniku zrobiło się bardzo ciasno. Policja zdecydowała o przesunięciu funkcjonariuszy nieco dalej. Do pikietujących nie dopuszczano jednak nikogo oprócz pracowników ochrony zdrowia oraz mediów.

"Chodźcie do nas" - krzyczały pielęgniarki w stronę warszawiaków spacerujących po Łazienkach i narzekały do dziennikarzy, że policja bezprawnie zabrania ludziom przyłączania się do ich manifestacji.

Rzecznik Komendy Stołecznej Policji - Mariusz Sokołowski powiedział PAP, że policja nie dopuszcza do protestujących gapiów i turystów. "Wpuszczamy tylko tych, którzy rzeczywiście mają wolę manifestowania i w tym celu tu przychodzą" - powiedział. Dodał, że funkcjonariusze zabezpieczają pielęgniarki także przed różnego rodzaju incydentami, np. przepychankami z osobami o innych poglądach.

Przed południem grupa emerytów krzyczała do pielęgniarek, że służba zdrowia "wyciąga od nich łapówki" i że "emeryci mają mniej pieniędzy niż pielęgniarki". Spory łagodzili lekarze, prosząc, by nie wdawać się w takie dyskusje.

Rano z pielęgniarkami, które okupują jedną z sal w Kancelarii Premiera spotkał się wiceminister zdrowia Bolesław Piecha. Po wyjściu powiedział dziennikarzom, że okupacja budynków użyteczności publicznej jest łamaniem prawa i protestujące zostały o tym poinformowane.

Piecha dodał, że przedmiotem rozmów z pielęgniarkami obecnie jest tylko przerwanie okupacji budynku. Według niego, rządowi trudno jest rozmawiać z protestującymi pielęgniarkami, ponieważ nie formułują one konkretnych żądań. Uznał, że nadużyły one "zaufania rządu". "Byliśmy naiwni. Premier zaprosił pielęgniarki do rozmów, warunek został spełniony, ale pielęgniarki nadużyły naszego zaufania" - ocenił Piecha.

Wieceminister skrytykował zaangażowanie polityków opozycji w ten spór. "Niespodzianką jest dla mnie Ryszard Kalisz (SLD), który był szefem MSWiA za rządu Leszka Millera. Pan minister Kalisz jest odpowiedzialny za największy skandal jeżeli chodzi o polskie pielęgniarki" - powiedział Piecha. Wyjaśnił, że polski rząd nie zagwarantował wówczas pielęgniarkom, iż ich kwalifikacje będą uznawane w UE.

Piecha skrytykował też prezydent Warszawy, która odwiedziła protestujących. "Uważam, że pani prezydent powinna się zająć choćby tym, co się dzieje w Warszawie z ruchem drogowym, a nie kontestować decyzje, które do niej nie należą" - powiedział.

Małgorzata Sadurska z kancelarii premiera zapewniła, że cztery przebywające w gmachu pielęgniarki, czują się dobrze i "nie są więzione". Dodał, że kobiety mają zapewnione jedzenie i picie.

Osoby protestujące przed Kancelarią Premiera nie mają żadnego kontaktu z pielęgniarkami, które są w środku budynku. Twierdzą, że telefony komórkowe są zagłuszane.

50 pielęgniarek spędziło noc przed Kancelarią Premiera, domagając się m.in. podwyżek i wzrostu nakładów na służbę zdrowia. Protestowały, zajmując jezdnię. Na ogrodzeniu widniały transparenty: "bunt białych niewolników" oraz "dość pokory i dość nędzy, chcemy godnych nas pieniędzy!". Pikietujący chronili się przed chłodem pod kocami i termicznymi foliami.

We wtorek późnym wieczorem zakończyło się, bez żadnych konkretów, spotkanie premiera Jarosława Kaczyńskiego z przedstawicielami służby zdrowia. Po jego zakończeniu premier powiedział dziennikarzom, że akcja pielęgniarek ma charakter polityczny. Podkreślił jednak, że jest gotów rozmawiać ze związkowcami, ale nie odstępując od tego, co jest określane realiami ekonomicznymi. Poinformował też, że następne spotkanie z przedstawicielami służby zdrowia zaplanowano na najbliższy poniedziałek.

Okupacja budynków jest formą protestu jaka pielęgniarki stosują od lat. W grudniu 1999 r. kilkanaście pielęgniarek z Mazowsza, domagając się podwyżek płac, okupowało siedzibę ministerstwa zdrowia. Jedna z pielęgniarek, które brały udział w tej akcji, Longina Kaczmarska, jest teraz w siedzibie Kancelarii Premiera. Kolejna okupacja miała miejsce w maju 1999 r. w resorcie pracy. Po 13 dniach pielęgniarki zostały wyprowadzone z budynku przez policję.

Akcję protestacyjną pielęgniarek poparł Związek Nauczycielstwa Polskiego. Również Związek Zawodowy Górników w Polsce popiera akcję protestacyjną służb zdrowia, lekarzy i pielęgniarek walczących o godność swojego zawodu i ostrzega rząd przed eskalacją protestów innych grup zawodowych.

pap, ss, ab

Czytaj także

 0