Zadzwonił do ambasady Rosji w Warszawie, że chce do wojska. „Może nie warto, żeby pan tam teraz jechał?”

Zadzwonił do ambasady Rosji w Warszawie, że chce do wojska. „Może nie warto, żeby pan tam teraz jechał?”

Ambasada Rosji w Warszawie, zdjęcie ilustracyjne
Ambasada Rosji w Warszawie, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Wikimedia Commons / RoodyAlien
Dziennikarz zadzwonił do ambasady Rosji w Warszawie, podając się za „młodego patriotę z Chersonia”. Jako Dmitrij, którego matka wywiozła do Polski, a ojciec walczy w Ługańsku, chciał dowiedzieć się, jak może wziąć udział w pseudoreferendum i dostać się do rosyjskiej armii.

Pochodzący ze wschodu Ukrainy dziennikarz Biełsatu Dmytro Prokopenko zadzwonił w ramach prowokacji dziennikarskiej do ambasady Rosji w Warszawie, aby dowiedzieć się, czy uda mu się wziąć udział w pseudoreferdnum, które Rosjanie organizują w czterech okupowanych obwodach Ukrainy. Dziennikarz nawiązał również do ogłoszonej w orędziu przez Władimira Putina mobilizacji w Rosji.

Dziennikarz przedstawił się jako Dmitrij i zapytał o możliwość zagłosowania w referendum, będąc w Polsce. Usłyszał, że przebywając za granicą, nie ma takiej możliwości. Mógłby to zrobić jedynie przebywając na terytoriach obwodów zaporoskiego, chersońskiego oraz Ługańskiej i Donieckiej Republiki Ludowej. Dziennikarz zapytał się też o paszport, żeby mógł wyjechać do Rosji. Poinstruowano go, że mógłby to zrobić przez przejście graniczne Trzy Siostry albo przez Białoruś.

Wojna w Ukrainie. Prowokacja ws. pseudoreferendów i mobilizacji w Rosji

Następnie dziennikarz został przełączony do innej osoby. Tam dodał, matka wywiozła go z Chersonia i niedawno skończył 18 lat, a jego ojciec „pojechał do Ługańska, żeby walczyć o wyzwolenie od ukraińskich nazistów”. Wyjaśniono mu, że w ambasadzie Rosji w Warszawie nadają obywatelstwa jedynie dzieciom, a dorosłym załatwia się na terytorium Rosji. Dziennikarz dopytał, czy mógłby stamtąd dojechać do Ługańska.

– Nie wiem, szczerze mówiąc, jakby pan mógł tam dojechać – przyznała pracowniczka ambasady. – No dobrze. Po prostu jestem z Chersonia, a ojciec tam wstąpił do wojska w Ługańsku – odparł dziennikarz. – Rozumiem, ale może nie warto, żeby pan tam teraz jechał? – odpowiedziała kobieta. Po sugestii, że mężczyzna chce iść do wojska zakończyła, że „niech najpierw pojedzie do Rosji i się stamtąd wydostanie, a potem będzie myślał”.

Czytaj też:
Rosjanin dokonał samospalenia. Krzyczał, że nie chce iść na wojnę

Źródło: belsat.eu
 0

Czytaj także