Wspólne posiedzenie parlamentarnych komisji zdrowia - bez efektu

Wspólne posiedzenie parlamentarnych komisji zdrowia - bez efektu

Bez żadnego konkretu, po ponad czterech godzinach, zakończyło się czwartkowe wspólne posiedzenie sejmowej i senackiej komisji zdrowia, na którym spotkali się m.in. przedstawiciele rządu i strajkujących pracowników zdrowia. Pielęgniarki wychodziły z niego smutne. Lekarze opuścili salę wcześniej, nie widząc sensu rozmów. Wiceminister zdrowia uznał, że nie ma do czego się odnieść.

Przed posiedzeniem szefowa sejmowej komisji zdrowia Ewa Kopacz (PO) mówiła, że liczy na to, iż będzie to wstęp do pozytywnych rozmów między rządem a protestującymi pracownikami służby zdrowia. Szef Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL) Krzysztof Bukiel prosił, by politycy nie wykorzystywali strajku do swoich celów, a poparcie, które teraz okazują protestującym, wyrazili podczas głosowań w Sejmie.

Spotkanie rozpoczęło się od wyjaśnień szefa MSWiA Janusza Kaczmarka w sprawie usunięcia pielęgniarek z ulicy przy kancelarii premiera. Później posłowie i senatorzy wysłuchali wiceministra zdrowia Bolesława Piechy i stanowisk związków zawodowych - dowiedzieli się, jakie są postulaty strajkujących i jakie plany ma rząd. Parlamentarzyści zadawali pytania i próbowali szukać rozwiązań. I choć pojawiły się pomysły powołania podkomisji, apelu do rządu o zwołanie sztabu antykryzysowego, czy opracowanie kalendarza działań państwa w sprawie poprawy systemu ochrony zdrowia, żaden nie zyskał formy wniosku i nie był głosowany.

Kaczmarek przedstawił dokumentację policyjną z przebiegu akcji przed kancelarią premiera. Wynika z niej m.in., że na miejscu byli policyjni negocjatorzy, którzy przez całą noc próbowali namawiać pielęgniarki do przesunięcia się z jezdni na chodnik, aby odblokować drogę. Kaczmarek powiedział, że z meldunków, przekazanych mu przez komendanta głównego, wynika, iż protestujące kobiety obiecały, że usuną się z jezdni jeśli zobaczą w oknie kancelarii jedną z koleżanek okupujących jedno z pomieszczeń w budynku.

Ponieważ tak się nie stało, sztab komendanta stołecznego policji zdecydował o usunięciu kobiet z ulicy i przywróceniu na niej ruchu. Dodał, że decyzję podjął, zgodnie z prawem, komendant stołecznej policji, a funkcjonariusze mieli nakaz trzymania rąk z tyłu, by nie urazić pielęgniarek.

"Skończyły się czasy ręcznego sterowania policją. Jeśli macie inne doświadczenia polityczne w tym względzie, to, oczywiście, może tak w przeszłości było, ale ja nie jestem politykiem" - podkreślił szef MSWiA.

Wiceminister zdrowia Bolesław Piecha mówił, że rząd nie zgadza się na negocjacje płacowe tylko z jednym związkiem zawodowym (pielęgniarek-PAP), w atmosferze nieprzestrzegania prawa. Według niego, podstawowym sporem rządu ze związkami jest obecnie to, czy utrzymać "dodatkowy strumień" finansowania na wynagrodzenia. Rząd chce, by na system ochrony zdrowia pieniądze szły jednym strumieniem z ogólnym przeznaczeniem na świadczenia medyczne. Związki zawodowe chcą wydzielenia pieniędzy na podwyżki.

Piecha powiedział, że był spór, jak zabezpieczyć ubiegłoroczne 30- proc. podwyżki, by dyrektorzy placówek nie wydali ich na inne cele. "Możemy przekazać rzekę dodatkowych środków na płace, ale jeżeli szpital będzie się zadłużał, to w tej rzece będzie maczał ręce komornik" - powiedział wiceminister.

Wiceminister zaznaczył, że nie ma pieniędzy na takie podwyżki, jakich żądają lekarze i pielęgniarki, a więc spełnienie ich żądań nie jest możliwe. Dodał, że utrzymanie dwóch strumieni finansowania ochrony zdrowia (oddzielnie na świadczenia zdrowotne i na podwyżki) może mieć ogromne skutki na sytuację ekonomiczną państwa.

Swoje postulaty po raz kolejny powtórzyli lekarze z OZZL. Szef związku Krzysztof Bukiel powiedział, że żądając wyższych płac, lekarze domagają się jednocześnie reformy służby zdrowia: zbilansowania nakładów z wydatkami i doprowadzenia do tego, by kontraktowanie usług medycznych było efektywne. Według niego, takie działania zlikwidują korupcję i sprawią, że personel medyczny będzie dobrze zarabiał.

Bukiel wyjaśnił, że jeżeli lekarze mówią o mechanizmach rynkowych i konkurencji, to nie dlatego, że są "liberałami", ale że troszczą się o wydawanie środków publicznych.

"Płace personelu medycznego i zadłużanie się szpitali, to obecnie jedyny bufor łagodzący brak środków publicznych na ochronę zdrowia" - zaznaczył Bukiel. W jego opinii, musi dojść do współpłacenia za niektóre usługi przez pacjentów. "I gdyby państwo chcieli nazwać mnie człowiekiem bez serca, to mam odwagę powiedzieć, że współpłacenie musi być, po to, by ludzie nie umierali pod płotem" - mówił szef OZZL.

Ewa Obuchowska z Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych podkreśliła, że celem manifestacji pielęgniarek, trwającej w Warszawie od dwóch dni, nie jest krytyka obecnego rządu. "Nasz związek zawsze zwracał się do wszystkich polityków o pomoc" - podkreśliła. Zaznaczyła, że przyczyną kontynuowania manifestacji jest fakt, iż premier nie spotkał się z pielęgniarkami w swojej kancelarii.

Obuchowska wyraziła zaniepokojenie brakiem kontaktu z pielęgniarkami nadal przebywającymi w pomieszczeniach kancelarii premiera. Pytała, czy można się z nimi zobaczyć. "Kontakt z nimi jest możliwy, bo w każdej chwili pielęgniarki mogą wyjść do was" - odpowiedziała Jolanta Szczypińska (PiS). Słowom posłanki odpowiedziała salwa śmiechu.

Na Szczypińską spadło wiele słów krytyki. Pielęgniarki zarzuciły jej, że ich nie popiera, choć także jest pielęgniarką; opozycja nazwała posłankę "rzecznikiem rządu", a Tomasz Underman z OZZL uznał, że "jej nienawiść do lekarzy wylewa się z każdej części ciała".

Wiceszefowa OPZZ Wiesława Taranowska zapowiedziała, że związkowcy czekają tylko na sygnał i niewykluczone, że przyjadą wesprzeć w Warszawie protestujące pielęgniarki. "Przyjechali górnicy, jutro jadą hutnicy, pojutrze metalowcy, stoczniowcy też chcą przyjechać".

Ze spotkanie pierwsi zaczęli wychodzić niektórzy posłowie, potem wyszli lekarze i min. Piecha, który udawał się na posiedzenie Komisji Trójstronnej. Kończąc posiedzenie szef senackiej komisji zdrowia Władysław Sidorowicz (PO) mówił, że ma nadzieję, iż racje stron zostały przedłożone, a działania w kierunku uzdrowienia sytuacji będą miały ciąg dalszy. Nie były o tym przekonane pielęgniarki, które wychodziły ze spotkania przygnębione, bo - jak mówiły - wracają do protestujących koleżanek z pustymi rękami.

Także Andrzej Włodarczyk z Naczelnej Rady Lekarskiej powiedział, że nie wie, co ma powiedzieć swoim kolegom z Rady.

pap, ss

Czytaj także

 0