Premier: pielęgniarki, okupujące kancelarię premiera, popełniają przestępstwo

Premier: pielęgniarki, okupujące kancelarię premiera, popełniają przestępstwo

Pielęgniarki, okupujące kancelarię premiera, popełniają przestępstwo - przypomniał w sobotę na konferencji prasowej w Warszawie premier Jarosław Kaczyński. "Takiej sytuacji nie można kontynuować" - podkreślił.

"Panie (...) otrzymały zgodnie z prawem (...) wezwanie do opuszczenia. (...) Mogę powtórzyć to, co już mówił rzecznik (rządu - PAP), że gdyby to byli mężczyźni, to już by ich tutaj dawno nie było. Ale, oczywiście, w jakimś momencie będziemy musieli podjąć takie decyzje, bo takiej sytuacji nie można kontynuować" - powiedział premier.

Dziennikarze pytali premiera, czy jedna z pielęgniarek okupujących kancelarię premiera będzie mogła wyjść, aby skonsultować się z resztą protestujących, a następnie wrócić do sali kancelarii, oraz, czy możliwe będzie spotkanie prezydium Komisji Trójstronnej z pielęgniarkami przebywającymi w KPRM.

"Prezydium Komisji Trójstronnej tu już było. I jeżeli był tego jakiś skutek, to umocnienie tych pań w determinacji w dokonywaniu przestępstwa. (...) Nikt, kto okupuje, nie będzie miał wsparcia ze strony rządu" - zaznaczył J.Kaczyński.

Przypomniał, że pielęgniarki zostały zaproszone na rozmowy w poniedziałek na godz. 11 do Centrum Partnerstwa Społecznego "Dialog" w Warszawie. "W poniedziałek będą rozmowy ze związkami zawodowymi, ale z tymi, które przestrzegają prawa. Nikt nie zyska nic od tego rządu łamiąc prawo" - podkreślił premier.

Na rozmowy zaproszono związkowców z OPZZ, Naczelnej Rady Lekarskiej, NSZZ Solidarność oraz Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.

Jak podało w piątek Centrum Informacyjne Rządu, "warunkiem udziału w spotkaniu przedstawicieli OZZPiP jest zakończenie bezprawnej okupacji jednego z pomieszczeń KPRM przez cztery pielęgniarki, kierujące ww. związkiem".

Premier przypomniał swoje wcześniejsze wypowiedzi, że podwyżki dla "dużych grup społecznych" nie są możliwe bez podniesienia podatków. W tej sprawie wcześniej premier sugerował przeprowadzenie referendum. W sobotę wyjaśnił, że w takim referendum obywatele głosowaliby za lub przeciw konkretnej propozycji zmian podatkowych.

"Nie wyobrażajcie sobie jednak państwo tego w ten sposób, że to będzie np. zwiększenie tej najwyższej stawki z 40 proc. na 50 proc., bo w ten sposób większych pieniędzy się nie zbierze" - wyjaśnił premier. Dodał, że chodzi raczej o spowodowanie, aby podatki zaczęli płacić ci najbogatsi Polacy, którzy obecnie ich z różnych względów nie płacą.

"Albo płacą podatki za granicą, gdzie są one bardzo niskie, albo też tu w Polsce różnymi metodami się wykręcają od podatków. Kilka miliardów można odzyskać, likwidując to" - powiedział premier.

J.Kaczyński odniósł się także do pomysłu, aby za część zabiegów lekarskich pacjenci płacili z własnej kieszeni. Powiedział, że jest przeciwny pogłębianiu różnic w dostępie do usług medycznych między bardziej a mniej zamożnymi obywatelami. Dodał, że różnice między ludźmi o różnym statusie majątkowym są w Polsce i tak "bardzo drastyczne", a ludzie najbardziej zamożni i tak korzystają z usług prywatnej służby zdrowia.

Sobota jest piątym dniem protestu pielęgniarek pod kancelarią premiera. Wewnątrz budynku nadal przebywają cztery protestujące pielęgniarki. W piątek rzecznik rządu Jan Dziedziczak poinformował, że przebywające w kancelarii premiera pielęgniarki otrzymały pismo od szefa kancelarii, w którym napisano m.in., że łamią prawo i mogą zostać "w każdej chwili usunięte" z gmachu.

W całym kraju protestują też lekarze. Pracownicy służby zdrowia mówią o zaostrzeniu protestu. Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy (OZZL) zdecydował w piątek, że od 27 czerwca niektórzy lekarze będą podejmować głodówki w swoich miejscach pracy. Według danych OZZL, strajk trwa w 285 szpitalach, w 46 lekarze masowo składają wypowiedzenia z pracy.

pap, ss

Czytaj także

 0