Jeden z najbogatszych Polaków spotykał się z SB

Jeden z najbogatszych Polaków spotykał się z SB

Jerzy Starak, jeden z najbogatszych Polaków, w latach 80. spotykał się ze Służbą Bezpieczeństwa - wynika z dokumentów IPN, do których dotarł "Dziennik". Bezpieka zarejestrowała go jako tajnego współpracownika i nadała mu pseudonim "SJ".

Według materiałów SB Starak był tajnym współpracownikiem aż do lipca 1990 r. - wówczas został wyrejestrowany z ewidencji agentów. Oficjalnym powodem była "reorganizacja resortu", bo SB przekształcała się w UOP.

Jerzy Starak, to rekin przemysłu farmaceutycznego. Jeden z najskuteczniejszych polskich biznesmenów. Właściciel Polpharmy ze Starogardu Gdańskiego, lubelskiej Polfy oraz sieradzkiego Terpolu.

Dziennik pisze, że w 1972 r. Starak wyemigrował do Włoch. Miał wówczas 25 lat. Pod koniec lat 70. zaczął przyjeżdżać do Polski jako przedstawiciel firmy Comindex, która wytwarzała maszyny do produkcji opakowań. Do jego pierwszego kontaktu z SB miało dojść we wrześniu 1979 r. w wydziale paszportowym Komendy Stołecznej. Po rozmowie podporucznik SB Michał Figiel był wyraźnie zadowolony, bo Starak bardzo "szczegółowo i wyczerpująco odpowiadał na zadawane mu pytania". Mówił np. o innym przedstawicielu Comindeksu Carlo Morettim, który przyjeżdżał także z Włoch do Polski.

"Moretti jest człowiekiem bardzo miłym i bezpośrednim. Lubi dziewczyny. Jego wiek można określić na 40 - 45 lat. We Włoszech ma żonę" - zapisał Figiel informacje od Staraka. Esbek po tej rozmowie postanowił, że pozyska Staraka "jako osobowe źródło informacji". SB liczyło, że przedsiębiorca będzie zdradzał sekrety Włochów przyjeżdżających do Polski i Polaków udających się na półwysep Apeniński.

Do decydującej rozmowy doszło pół roku później, 18 kwietnia 1980 r. Esbecy ppor. Michał Figiel oraz por. Karol Dziwiszek umówili się ze Starakiem w Hotelu Saskim w Warszawie. Na tym spotkaniu Starak podpisał oświadczenie: "Jako lojalny obywatel zobowiązuję się dobrowolnie poinformować Pracowników Służby Bezpieczeństwa PRL o wszelkich negatywnych faktach i zjawiskach godzących w żywotne interesy PRL i zachowam ten fakt w tajemnicy przed osobami trzecimi" - relacjonuje gazeta.

Co innego twierdzi teraz Jerzy Starak, którego od ponad tygodnia "Dziennik" namawiał, by opowiedział swoją wersję zdarzeń. W lakonicznym oświadczeniu przesłanym gazecie przekonuje, że nie był współpracownikiem bezpieki.

pap, ss

Czytaj także

 0

Czytaj także