"Nie ma informacji o rzekomych naciskach w śledztwie ws. Blidy"

"Nie ma informacji o rzekomych naciskach w śledztwie ws. Blidy"

Dodano:   /  Zmieniono: 
Według Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach, nie ma żadnych informacji, aby w śledztwie dotyczącym b. posłanki SLD Barbary Blidy na prokuratorów były wywierane jakiekolwiek naciski. Wobec jednego z prokuratorów, który mówił, iż ma wiedzę na temat takich nacisków, ale nie ujawnił jej przełożonym, trwa postępowanie dyscyplinarne.

W kwietniu Blida popełniła samobójstwo, gdy funkcjonariusze ABW przyszli przeszukać jej dom i - na polecenie Prokuratury Okręgowej w Katowicach - zatrzymać ją w związku z podejrzeniami o korupcję w handlu węglem.

Informację w tej sprawie przedstawił na czwartkowej konferencji prasowej szef katowickiej prokuratury apelacyjnej, Tomasz Janeczek.

Konferencję zwołano po doniesieniach radia RMF FM, którego reporterzy, wraz z dziennikarzami "Gazety Wyborczej" dotarli do stenogramu zapisu rozmowy Janeczka z jego podwładnym, prowadzącym wcześniej sprawę Blidy prok. Emilem Melką. Rozmowę nagrał Janeczek, bez wiedzy Melki.

Według RMF i "GW", Janeczek namawiał Melkę do napisania oświadczenia, w którym miałby on zdementować informacje prasowe, mówiące o naciskach politycznych na śledczych zajmujących się tzw. aferą węglową. Doniesienia te prokurator apelacyjny nazwał nieprawdziwymi i zmanipulowanymi; zapowiedział, że rozważy wystąpienie na drogę sądową.

Janeczek - według jego relacji - wezwał do siebie Melkę w maju tego roku, po artykule "Dziennika", z którego wynikało, że prokurator ten został wcześniej odsunięty od śledztwa w sprawie Blidy, bo nie był przekonany do postawienia jej zarzutów. Sprawę przejęli inni prokuratorzy. Do szefa prokuratury - jak mówił - także z innych źródeł, wewnątrz tej instytucji, dochodziły głosy, że prok. Melka rozpowiada o rzekomych naciskach politycznych w tej sprawie, o których nie powiedział przełożonym.

Prokurator apelacyjny podkreślił, że jego nagrana rozmowa z Melką miała charakter służbowy. Żądał w niej od podwładnego, aby niezwłocznie na piśmie przedstawił wszystkie posiadane informacje na temat rzekomych nacisków w tej sprawie z czyjejkolwiek strony oraz odniósł się do stwierdzeń prasowych. Rozmowę nagrał, by - jak mówił - "odzwierciedlała rzeczywisty przebieg zdarzenia". Zapewnił, że była to jedyna nagrana przez niego rozmowa w prokuraturze. Nie uważa, by było to coś złego. Chciał - jak mówił - mieć dowód na stanowisko Melki wyrażone "od siebie", nie pod wpływem przełożonych. O nagraniu wiedział uczestniczący w rozmowie naczelnik jednego z wydziałów.

"Jeżeli doszły do mnie jakiekolwiek informacje o tym, że ktokolwiek, w szczególności kierownictwo prokuratury apelacyjnej, wywierało jakiekolwiek bezprawne naciski na pana prokuratora Melkę lub jakąkolwiek inną osobę, w jakimkolwiek celu, w jakimkolwiek kierunku, moim obowiązkiem jako przełożonego było podjęcie stosownych działań i one zostały podjęte. Poprosiłem pana Melkę, by odniósł się, by powiedział prawdę, całą prawdę i - podkreślam, bo dziesięć razy to powtórzyłem - tylko prawdę" - powiedział prok. Janeczek.

Podczas tej rozmowy - według Janeczka - Melka miał nadal twierdzić, że ma informacje o naciskach, ale nie powiedział jakie, bo "pozbyłby się argumentów, które może przedstawić później". Powiedział natomiast, że przedstawi je przed ewentualną komisją śledczą w tej sprawie. Natomiast w oświadczeniu, które potem - na żądanie Janeczka - napisał - o żadnych naciskach w sprawie stawiania zarzutów Blidzie i innym osobom nie było już mowy.

W tej sytuacji, w związki z rozbieżnościami w ustnych i pisemnych deklaracjach prokuratora, wszczęto wobec niego postępowanie dyscyplinarne, prowadzone przez rzecznika dyscyplinarnego PA w Gdańsku. Tam też trafił zapis nagranej przez Janeczka rozmowy. Według prokuratura apelacyjnego, w przesłuchaniu - w charakterze obwinionego - Melka wycofał się ze stwierdzeń, jakie padły w nagranej rozmowie. Miał tłumaczyć to m.in. emocjami, a stwierdzenie o komisji śledczej - żartem dla rozładowania atmosfery. Zapewniał, że nikt na niego nie naciskał. Wyraził ubolewanie w związku z użyciem niektórych słów.

Janeczek przypomniał przekazywane już po majowym artykule "Dziennika" informacje, że Melka nie został odsunięty od śledztwa w sprawie Blidy, ponieważ nie widział powodu do stawiania jej zarzutów, ale był skierowany do kontynuowania śledztwa w sprawie katastrofy katowickiej hali wystawowej, ponieważ taka była konieczność. O stawianiu jakichkolwiek zarzutów na ówczesnym etapie śledztwa nie było wówczas - co miał przyznać sam Melka - w ogóle mowy, a śledztwo było prowadzone w sprawie, a nie przeciwko komukolwiek.

Według Janeczka, decydując o postawieniu Blidzie zarzutu pomocnictwa we wręczeniu łapówki, prokuratorzy prowadzący sprawę kierowali się własnym sumieniem i oceną materiału dowodowego. Jak powiedział, gdyby to on prowadził śledztwo, zdecydowałby o postawieniu Blidzie także zarzutu przyjęcia korzyści majątkowej od Barbary Kmiecik. Prokuratorzy prowadzący byli jednak innego zdania i nie postawili takiego zarzutu.

Pytany o przyszłość prok. Melki w katowickiej prokuraturze, Janeczek nie chciał uprzedzać efektów postępowania dyscyplinarnego. Ocenił, że Melka uchybił godności prokuratora. Jego pracę, m.in. w śledztwie dotyczącym katastrofy hali MTK i innych, Janeczek ocenił negatywnie. Według niego, Melka przesłuchuje mniej więcej jedną osobę na miesiąc, a śledztwo w sprawie hali powinno być dawno zakończone, podobnie jak inne ślimaczące się postępowania.

Tymczasem szef SLD Wojciech Olejniczak uważa, że doniesienia radia RMF FM i "GW" są kolejnym dowodem na konieczność powołania komisji śledczej do zbadania okoliczności śmierci Blidy.

Sojusz od początku tragicznego finału akcji CBA w domu b. posłanki lewicy domaga się powołania takiej komisji w Sejmie. Marszałek Ludwik Dorn uważa jednak, że nie było do tej pory okoliczności, które dyktowałyby konieczność poddania wniosku SLD pod głosowanie. "Mam nadzieję, że marszałek Dorn nie będzie już czekał na kolejne argumenty" - powiedział w czwartek PAP Olejniczak.

Jego zdaniem, doniesienia medialne na temat nacisków prokuratorskich w sprawie śledztwa dotyczącego mafii węglowej "to dowód, że sprawa od początku była upolityczniona, a prokuratorzy działali pod dyktando polityków i byli nakłaniani do aresztowania Barbary Blidy".

Na pierwszym powakacyjnym posiedzeniu Sejmu SLD ponowi wniosek o powołanie komisji śledczej. Olejniczak podkreślił, że niedługo minie pół roku jakie przysługuje marszałkowi Sejmu na rozpatrzenie postulatu SLD i po tym terminie, bez względu na opinię Dorna Sejm będzie mógł głosować nad powołaniem komisji.

ab, pap