Premier "skreślił" Markowskiego

Premier "skreślił" Markowskiego

Tomasz Markowski, lider PiS w Bydgoszczy i wiceszef klubu parlamentarnego PiS nie będzie kandydował do Sejmu. Szef partii, premier Jarosław Kaczyński zdecydował o skreśleniu go z listy wyborczej po nagłośnieniu zarzutu nadużyć, których miał się dopuścić Markowski.

"Ponieważ kampania prasowa przeciwko mnie zaczęła się nasilać, oddałem się do dyspozycji premiera i on zdecydował, że dla dobra PiS w tym momencie nie powinienem kandydować w wyborach" - oświadczył Markowski w środę wieczorem.

Dodał, że respektuje tę decyzję i postara się wykorzystać ten czas na rozwianie "niejasności", z których czyni mu się zarzuty.

Według informacji publikowanych w lokalnej prasie, Markowski od sześciu lat pobiera z kasy Sejmu comiesięczny dodatek w wysokości 2 tys. zł na pokrycie kosztów pobytu w Warszawie podczas prac w parlamencie. Jednocześnie poseł jest jednak formalnie właścicielem mieszkania w stolicy, a pod adresem stałego zameldowania w Bydgoszczy nie mieszka.

Podczas środowej konferencji Markowski przypomniał, że dysponuje dwiema opiniami prawnymi potwierdzającymi, że nie dopuścił się nadużyć.

"Skądinąd wiem jednak, że jest i trzecia opinia, w kancelarii Sejmu - dla mnie nieprzychylna. Teraz będzie czas, by to wszystko wyjaśnić. Szkoda, że przy tej okazji stosunkowo rzadko pojawiają się informacje, że cały czas byłem obecny w Bydgoszczy, aktywnie tu pracowałem i to jest sześć ostatnich lat mojego życia" - zaznaczył Markowski.

Zapewnił, że nie rozstaje się z PiS i Bydgoszczą i zamierza aktywnie wspomagać swe ugrupowanie podczas kampanii wyborczej, pozostając przewodniczącym regionu bydgoskiego partii. "Kiedyś mnie klejono plakaty na słupach, teraz ja będę kleił komuś" - dodał.

Markowski zajmował drugie miejsce na liście kandydatów PiS do Sejmu w okręgu bydgoskim, za ministrem rolnictwa Wojciechem Mojzesowiczem.

W tej sytuacji, jak poinformował poseł, kolejni kandydaci - posłowie Tomasz Latos i Andrzej Walkowiak oraz wiceminister sportu Grzegorz Schreiber przesuną się o jedno miejsce w górę. Na piątym miejscu znajdzie się Ewa Starosta, dawniej asystentka Markowskiego, a obecnie radna i wiceprzewodnicząca bydgoskiej rady miasta.

Markowski powiedział, że warszawskie mieszkanie jest na niego zapisane od 1986 roku wyłącznie formalnie, gdyż faktycznie dysponuje nim dożywotnio jego ojciec. Zmiana właściciela pozwoliła jego rodzicom uniknąć utraty lokalu, gdyż ówczesne przepisy nie pozwalały na posiadanie więcej niż jednego mieszkania przez jedną rodzinę.

Po wygraniu wyborów w 2001 roku Markowski zameldował się w bydgoskim mieszkaniu sympatyczki PiS, ale nie zamieszkał w nim na stałe, gdyż wymagało gruntownego remontu. Jak twierdzi, chciał w ten sposób zaakcentować swe związki z Bydgoszczą, a zamieszkiwał w lokalach wynajętych od osób prywatnych.

"Jeśli ostatecznie okaże się, że dodatek na mieszkanie w Warszawie pobierałem niesłusznie, z pewnością go zwrócę do kasy kancelarii Sejmu" - zapewnił Markowski. W grę wchodzi prawdopodobnie kwota ponad 100 tys. zł.

ab, pap

Czytaj także

 0