Matka miała wetrzeć żrącą substancję w twarz córki. Potem zakładała zbiórki na leczenie

Matka miała wetrzeć żrącą substancję w twarz córki. Potem zakładała zbiórki na leczenie

Dziewczynka / zdjęcie ilustracyjne
Dziewczynka / zdjęcie ilustracyjne Źródło: Shutterstock / varandah
43-latka z powiatu łukowskiego (woj. lubelskie) miała wetrzeć w skórę własnego dziecka substancję, która wywołała rozległe obrażenia organu. Grozi jej nawet 20 lat więzienia.

43-latka od lutego 2017 roku do stycznia 2024 roku miała znęcać się zarówno fizycznie, jak i psychicznie nad swoim kilkuletnim dzieckiem – donosi Polska Agencja Prasowa.

Jak przekazała dziennikarzom rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie – prokurator Agnieszka Kępka, kobieta „doprowadzała do kontaktu skóry dziecka w obrębie twarzy i karku z płynną substancją toksyczną” – czytamy.

„Wiem, to nie moja wina, choroba mojej córki to coś, na co nie miałam wpływu”

Substancja zawierała w składzie związki chemiczne, które mocno podrażniały organ. Żrący płyn wywołał rozległe zmiany skórne – blizny, a także stany zapalne i rumień. W miejscu, gdzie maść miała być nakładana, dziecko ma widoczne ubytki, wynikające z powstałej martwicy niezakaźnej. Nie ma też fragmentu ucha.

Jak podaje PAP, pokazując lekarzom służby zdrowia i sądowi opiekuńczemu powstałe obrażenia na skórze własnego dziecka, matka argumentowała, że powstały w wyniku choroby.

Wielu internautów zaangażowało się w pomoc dziewczynce – wpłacali pieniądze na organizowane zbiórki pieniędzy. „Super Express” dotarł do jednego z takich ogłoszeń internetowych. „Jestem mamą chorego dziecka i dając mu życie, czuję całą sobą, że je zawiodłam. Wiem, pewnie powiecie, że to nie moja wina, że choroba mojej córki, to coś, na co nie miałam wpływu, ale to nie ukoi mojego bólu, który stał się już dla mnie codziennością” – pisała 43-latka.

43-latka nie przyznaje się do winy. Grozi jej długi pobyt w zakładzie karnym

Co więcej, matka dziecka opisywała w internecie, że z twarzy dziewczynki „skóra odchodzi płatami”. Relacjonowała, że jej codzienne życie wiąże się z bólem, „który nie ustępuje nawet na chwilę”. Miała też chodzić z córką do lekarzy, którzy „podejrzewali genetyczną chorobę, objawiającą się bolesnymi pęcherzami i ranami na ciele”. „Ostateczna diagnoza to wrodzona rybia łuska – genetyczna, poważna choroba skóry” – pisała matka.

PAP informuje, że matka dziewczynki nie przyznaje się do winy. Złożyła wyjaśnienia, których jednak służby i prokuratura nie chcą podawać. Prokuratura zawnioskowała, by wobec 43-latki zastosować środek zapobiegawczy, w postaci trzymiesięcznego aresztu.

Pierwsza rozprawa sądowa w jej sprawie ma mieć miejsce 14 lutego w Lublinie. 43-latce grozi nawet 20 lat pozbawienia wolności. Serwis lokalny lukow24.pl podaje, że chodzi tu o zarzut „narażenia małoletniej osoby na bezpośrednie zagrożenie życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu”, a także zarzut z artykułu Kodeksu karnego, który głosi: „jeżeli na sprawcy ciąży obowiązek opieki nad osobą narażoną na niebezpieczeństwo, podlega karze pozbawienia wolności od trzech miesięcy do lat pięciu”.

Czytaj też:
Noworodek porzucony w torebce na zakupy. Policja szuka matki

Źródło: PAP / lukow24.pl / „Super Express”