Były szef BOR apeluje do polityków. „Nie może być takiej sytuacji. Ryzyko jest bardzo wysokie”

Były szef BOR apeluje do polityków. „Nie może być takiej sytuacji. Ryzyko jest bardzo wysokie”

Były szef BOR gen. Andrzej Pawlikowski
Były szef BOR gen. Andrzej Pawlikowski Źródło:PAP / Radek Pietruszka
Ryzyko ataku na polityka jest bardzo wysokie – ostrzega w rozmowie z „Wprost” były szef BOR (dziś SOP) gen. Andrzej Pawlikowski. I wspomina, że wielokrotnie spotykał się z sytuacjami, gdy służby otrzymywały informacje o zagrożeniu, jednak ochraniany polityk nie chciał się ewakuować.

– Robert, chodź tutaj! – miał usłyszeć premier Słowacji. Robert Fico podszedł do osób, które zgromadziły się przed domem kultury w miejscowości Handlova, gdzie odbywało się wyjazdowe posiedzenie rządu. Po chwili padły strzały. Zamachowiec, 71-letni Juraj C., został natychmiast obezwładniony. Ochroniarze podnieśli słowackiego premiera, przenieśli go do rządowej limuzyny, która ruszyła w stronę pobliskiego szpitala. Następnie Fico został przewieziony śmigłowcem do Bańskiej Bystrzycy, gdzie przeszedł dwie operacje. Jego stan wciąż jest bardzo poważny.

Ze słowackim premierem solidaryzują się przywódcy z całego świata. Ustępująca prezydent Zuzana Čaputová oświadczyła, że atak na Ficę to "atak na demokrację", i apelowała do liderów wszystkich ugrupowań politycznych o "uspokojenie emocji". Minister gospodarki Denisa Sakova przekazała natomiast, że zwiększona ochrona ministrów będzie tematem posiedzenia rządu, a niektórzy są już „bardziej zabezpieczeni”. Członkowie słowackiego rządu przyczyn ataku upatrują w „nagonce”, której ofiarą ich zdaniem był Fico.

Mamy wyniki tego, co działo się w ostatnich miesiącach – atakował dziennikarzy słowacki minister finansów.

Lekcja dla polskich służb? Były szef BOR: Nie może być takiej sytuacji

Po ataku pojawiły się również pytania, czy słowackie służby zareagowały wystarczająco szybko, skoro sprawca zdołał oddać kilka strzałów. A także o to, czy polscy politycy są chronieni wystarczająco.

– Żyjemy od tragicznego zdarzenia do tragicznego zdarzenia. Coś się wydarzy, to jest larum, szukanie błędów, ale po dwóch, trzech tygodniach wszystko cichnie – mówi „Wprost” generał Andrzej Pawlikowski, były szef BOR (obecnie SOP) oraz zastępca dyrektora Instytutu Studiów Strategicznych na Akademii Sztuki Wojennej. – Doskonale wiemy, że aktów terroru, zabójstw polityków, mieliśmy w historii świata współczesnego wiele – dodaje, przypominając zamach na izraelskiego premiera Icchaka Rabina czy prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

– Nie zauważyłem w ciągu swojej kariery, realizując zadania w służbach, aby z tego typu tragicznych zdarzeń wyciągano wnioski, które miałyby na celu usprawnienie systemów bezpieczeństwa – przyznaje były szef BOR. – Gdy szefowie służb, czy też eksperci, próbują wprowadzić zmiany, to niestety zderzają się z wieloma problemami natury politycznej – dodaje.

Według generała Pawlikowskiego, jedną z kluczowych zmian, którą należy wprowadzić, jest prawne zobligowanie osób ochranianych do tego, aby wykonywały polecenia funkcjonariuszy.

– Nie może być tak, że minister decyduje, kiedy chce być ochraniany. Może napisać pismo, że rezygnuje z ochrony i jechać na wakacje, co się w przeszłości zdarzało – zauważa.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Wprost.

Aktualne cyfrowe wydanie tygodnika dostępne jest w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.