Starosta miński o sprawie alarmował we „Wprost” w zeszłym tygodniu, już po zamknięciu schroniska w Sobolewie. Jak stwierdził, w swoim powiecie ma sytuację „o wiele gorszą”, bo na terenie jednej z gmin nielegalnie – jego zdaniem – znajduje się kilkaset psów i kotów. Chodziło o azyl, który w Kuflewie od kilku lat prowadzi Pogotowie dla Zwierząt, czyli jedna z największych w Polsce organizacji prozwierzęcych. W lokalnych mediach pojawiały się na przestrzeni lat doniesienia o konfliktach aktywistów z burmistrzem czy skargach mieszkańców na hałas i smród. Ostatnio liczba zwierząt w azylu powiększyła się jeszcze o psy, które przywieziono z zamkniętego schroniska w Sobolewie.
– To jest mistrzostwo świata jeżeli chodzi o ominięcie przepisów – mówił nam starosta Górniak.
– Nikt nie wie, w jakim są stanie zwierzęta. Nie mogę w takiej sytuacji chować głowy w piasek i zamiatać tematu pod dywan – wyjaśniał samorządowiec. – Sobolew miał normalnie zarejestrowane schronisko, które było kontrolowane, znajdowało się w ewidencji, miało podpisaną umowę z wójtem. W przypadku Kuflewa mamy takie samo schronisko, tylko bez dokumentów, bez ewidencji – podkreślał.
Czytaj też:
Starosta alarmuje, że jest „o wiele gorzej” niż w Sobolewie. „Nie mamy nic do ukrycia”
