Choć poważne problemy z brakiem uczniów mają dopiero nadejść, już teraz polskie szkoły dostosowują się do nowej rzeczywistości. W ostatnich 20 latach liczba dzieci w polskich szkołach zmniejszyła się o milion. W mniejszych miejscowościach nauczyciele ratują się np. rotacyjnymi urlopami na poratowanie zdrowia, by ocalić etat.
Zmniejsza się liczba dzieci. Topnieją etaty w oświacie
Różowo nie jest też w Warszawie, gdzie do tej pory praca w oświacie zawsze była pewna. Niż demograficzny odczuwalny jest zwłaszcza w przedszkolach i żłobkach. Jeszcze niedawno mówiło się o listach rezerwowych na kilkaset nazwisk, obecnie w dużych miastach mamy po kilkaset wolnych miejsc: aż 400 w Lublinie i blisko 800 we Wrocławiu. Radzono sobie z tym na różne sposoby – Lublin łączył placówki w zespoły, a Warszawa zmniejszała liczbę oddziałów.
Czasem jednak nie da się uratować instytucji. W lutym warszawscy radni podjęli decyzję o umożliwieniu likwidacji dla siedmiu przedszkoli, głównie ze Śródmieścia. W różnych miastach dyrektorzy radzą sobie jak mogą, ale ostatecznie trudno będzie uniknąć zwolnień. Po rezygnacji z nadgodzin czy okrojeniu etatów, w końcu musi następować ograniczanie kadry.
– W ubiegłym roku zwolniliśmy z naszych przedszkoli 22 nauczycielki, w tym roku będzie to również ok. 30 nauczycielek – mówił w rozmowie z Radiem Zet Mariusz Banach, zastępca prezydenta Lublina do spraw edukacji. Jak dodawał, w mieście w 2025 roku urodziło się ponad 1500 dzieci, a to zapowiada, że wkrótce nie będzie połowy klas, szkół i nauczycieli.
Dyrektorzy szacują, że niż dotrze do nich za trzy, cztery lata, choć w niektórych miejscach już teraz zapadają trudne decyzje. Ewentualne zwolnienia najpierw uderzają w nauczycieli klas 1-3. Kłopoty mają osoby prowadzące technikę czy muzykę. Przewiduje się, że wróci system dopełniania, uzupełniania etatów.
Problemy polskiej oświaty. Jakich nauczycieli brakuje mimo niżu?
– Szkoły będą podpisywać porozumienia, na podstawie których ustalona będzie rdzenna placówka nauczyciela, a w pozostałych będzie on uzupełniał etat – tłumaczył dyrektor ZSP nr 4 w Łodzi. To szansa głównie dla tzw. wieloprzedmiotowców: nauczycieli historii, którzy uczą WOS-u, wuefistów od edukacji zdrowotnej i innych podobnych.
Najbezpieczniej mają czuć się nauczyciele matematyki, których zawsze brakowało. Nie wszyscy rozmówcy Radia Zet mieli jednak pesymistyczna perspektywę. Jak tłumaczyli, często mniejsza liczba dzieci naturalnie współgra ze starzejącą się kadrą.
– Owszem, będzie mniej uczniów, ale będzie też coraz mniejsza kadra. Nasza np. w większości składa się z osób po pięćdziesiątce, które za chwilę – wraz z niżem – będą odchodziły na emeryturę. Trudno przewidzieć, jak to się ułoży, ale być może braki kadrowe będą nadal pomimo niżu, bo ewidentnie mamy dziurę pokoleniową – wyjaśniała Beata Pośpiech, dyrektorka I LO w Zgierzu.
Według Związku Nauczycielstwa Polskiego, w ciągu najbliższych lat liczba szkół w Polsce może zmniejszyć się nawet o 500. Główny Urząd Statystyczny szacuje, iż do 2060 roku liczba ludności spadnie o 6,6 mln osób. Ministerstwo Edukacji Narodowej przekłada to na liczbę dzieci, która może spaść w tym samym czasie nawet o 30 proc.
Czytaj też:
Domagają się od MEN „niezwłocznych działań”. „Trudne lub uciążliwe warunki pracy nauczycieli”Czytaj też:
MEN zamyka oczy, aktywiści mają dość. „Przez kilka dni w roku prawo w szkołach nie obowiązuje”
