Paulina Hennig-Kloska nie została odwołana z funkcji ministra klimatu i środowiska. Koalicja ocaliła jej stołek. Po raz kolejny zadziałała zasada sformułowana kiedyś przez posłów PSL: „Koalicja trwa i trwa mać”.
Po głosowaniu roześmiana Hennig-Kloska aż wstała z miejsca, a potem rozradowana machała do kolegów z obozu rządowego. Ale od początku było wiadomo, że do jej odwołania nie dojdzie. Wniosek o wotum nieufności złożyła Konfederacja, podpisali się pod nim posłowie PiS-u, klub Polski 2050 demonstrował swoją niechęć do obrony ministry klimatu i środowiska, a i posłowie PSL mruczeli, że nie podobają im się niektóre decyzje dotyczące lasów. Ale ponieważ premier Donald Tusk otwarcie zapowiedział, że dla posłów głosujących za wotum nieufności miejsca w obozie rządzącym nie będzie i jeszcze straszył przedterminowymi wyborami (dla członka obozu władzy nie ma nic gorszego, bo bycie w rządzie daje poważne profity), prawie wszyscy podnieśli ręce za utrzymaniem Hennig-Kloski w rządzie.
– Zresztą już od pewnego czasu posłowie Polski 2050 wysyłali sygnały, że nie zagłosują wbrew interesowi rządu – mówił nam polityk sympatyzujący z obozem władzy.
Przypadek posła Romowicza
Niepewność co do trwałości rządu gdzieś jednak się tliła, co było widać po zachowaniu polityków. Poseł Witold Zembaczyński z KO grzmiał, że każdy, kto nie podniesie ręki w obronie ministry klimatu i środowiska, będzie „nielojalną mendą”. I dodał, że głosowanie w sprawie odwołania Hennig-Kloski to jest test na lojalność.
Jedna „menda” – wedle nazewnictwa Zembaczyńskiego – się znalazła. To poseł Bartosz Romowicz z Polski 2050. Już przed głosowaniem mówił, że nie mógłby spojrzeć mieszkańcom Bieszczad w oczy, gdyby bronił Hennig-Kloski.
– Mieszkam w Ustrzykach Dolnych i nie mam zamiaru się wyprowadzać. Gdybym stanął w jej obronie, nie mógłbym spojrzeć w twarz ludziom, którzy stracili pracę przez działania ministry, chociażby po moratorium na wycinkę drzew, po tzw. starolasach, po tzw. shadow list, po zablokowaniu przebudowy drogi Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej – wyliczał Romowicz. Na pytanie, czy nie boi się wyrzucenia z obozu rządzącego, Romowicz odparł buntowniczo: „Być wyrzuconym za to, że się walczy o ludzi to piękne zakończenie krótkiej parlamentarnej przygody”.
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
