Konstytucja RP oraz matura tzw. nowa są dziećmi lat nadziei na Polskę goniącą Zachód. Konstytucja, poprzedzona „małą konstytucją”, oznaczyła terytorium. Była komuna, jest demokracja. Matura tradycyjna, będąca peerelowską adaptacją egzaminów przedwojennego gimnazjum została zastąpiona „Nową Maturą” (pierwsza edycja – 2005 r.). Już nie pamięciową, odtwórczą i sprawdzaną w szkole. Lecz nowoczesną: twórczą, na rozumienie, pisaną i sprawdzaną w warunkach laboratoryjnych.
Tak sobie wyobrażaliśmy, nieco idealizując, Zachód. Były to czasy, w których słowa „transparentność” i kultowe „czytanie ze zrozumieniem” wciąż kojarzyły się z lepszym światem, z Nowym Jorkiem, Paryżem i Ibizą. Opiekunowie prawni matury, tego ukochanego dziecka polskiej edukacji, regularnie coś w tej maturze zmieniają. Już to w procedurach (przebój bodaj sprzed dwóch lat – szkice sytuacyjne ukazujące sektory kontroli nauczyciela A, nauczyciela B i nauczyciela C; wolę nie żartować, że za rok przydałyby się szkice w 3D, bo nie wszyscy czytają sarkazm ze zrozumieniem). Już to w formatowaniu pytań i odpowiedzi.
Komedia kampanii
Aktualne cyfrowe wydanie tygodnika dostępne jest w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
