W wypadku na autostradzie A1, do którego doszło w 2023 roku, zginęła trzyosobowa rodzina (dwoje dorosłych ludzi i pięcioletnie dziecko). Do tragedii doszło na jezdni w kierunku na Śląsk (na Katowice). Biegli sądowi, którzy analizowali zdarzenie, doszli do wniosku, że M. feralnego dnia mógł mieć na liczniku nawet 300 km na godz.
Podejrzany niedługo później opuścił terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Jak tłumaczył przed sądem, zrobił to w celach biznesowych. Mówił, że nie czuł się winny śmierci ofiar wypadku. Finalnie został on aresztowany przez organy ścigania Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Co ciekawe, przebywając w ZEA M. wnioskował o ekstradycję do Niemiec, ponieważ jest obywatelem także państwa sąsiadującego z Polską. Wyjaśniał wymiarowi sprawiedliwości, że chciał tego, ponieważ w ojczyźnie „trwała nagonka na niego i jego rodzinę” (cytat za radiem RMF FM).
„Wyląduję na bransoletce”
M. od maja 2025 roku znajduje się w Areszcie Śledczym w Piotrkowie Trybunalskim (Ziemia Łódzka). 35-latek, podczas rozmów telefonicznych z rodziną (pozwolenie na ich prowadzenie zostało mu już cofnięte), miał „powoływać się na wpływy w ministerstwie sprawiedliwości”. Tak na sali sądowej mówił prok. Aleksander Duda. Dlatego też był on przeciwny temu, by M. został zwolniony z aresztu. Śledczy podkreślał, że gdy to się stanie, jego zdaniem podejrzany „opuści terytorium RP” i „nie będzie możliwości prowadzenia dalszego postępowania z nim na miejscu”.
To jednak nie jedyna zaskakująca rozmowa, jaką przeprowadził z bliskimi M. Treść innej ujawniła redakcja portalu o2 – miało dojść do niej w kwietniu tego roku (w ubiegłym miesiącu) podczas widzenia z żoną i szwagierką.
– Udokumentowano, że to nie ja spowodowałem ten wypadek, ale sędzina nie jest mi przychylna – miał powiedzieć podejrzany. M. uważa, że jeśli otrzyma karę, to będzie ją odbywał za granicami RP. – Pod koniec roku wyląduję na bransoletce [chodzi o dozór elektroniczny – red.] w Niemczech, bo to jest moje pierwsze obywatelstwo i Polska nie będzie miała nic do gadania – paść miało ponoć z ust 35-latka.
Warto przypomnieć, że M. grozi kara do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Czytaj też:
Piętrzą się fake newsy ws. wypadku Łukasza Litewki. Prokuratura zabrała głosCzytaj też:
Zapadł wyrok ws. śmierci Kamilka z Częstochowy. Sąd nie miał litości
