Gorący spór o polowania w Polsce. PZŁ: „Oderwane od rzeczywistości”

Gorący spór o polowania w Polsce. PZŁ: „Oderwane od rzeczywistości”

Myśliwy ze strzelbą – w tle ambona, zdjęcie ilustracyjne
Myśliwy ze strzelbą – w tle ambona, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Shutterstock
Projekt zmian w prawie łowieckim wywołał duże emocje – także w środowisku myśliwych. Redakcja Wprost zwróciła się do Polskiego Związku Łowieckiego z pytaniami o ocenę proponowanej nowelizacji.

Zakaz polowań komercyjnych, koniec nęcenia zwierząt pod ambonami, większa kontrola nad myśliwymi i publiczny rejestr polowań – to tylko część zmian przewidzianych w obywatelskim projekcie nowelizacji prawa łowieckiego. Autorzy projektu zaprezentowanego 6 maja przekonują, że nie chodzi o likwidację myślistwa w Polsce, ale o dostosowanie przepisów do współczesnych standardów ochrony przyrody i bezpieczeństwa publicznego.

Wśród autorów projektu znaleźli się nie tylko naukowcy czy przedstawiciele organizacji społecznych zajmujących się ochroną przyrody i prawami zwierząt. Inicjatywę promują znane osobowości – takie jak noblistka Olga Tokarczuk czy reżyserka Agnieszka Holland.

„Najważniejsze, bardzo potrzebne zmiany”

Inicjatorzy podkreślają, że obecne przepisy pochodzą jeszcze z 1995 roku i – mimo kolejnych nowelizacji – nie odpowiadają dzisiejszym realiom. – Projekt inicjatywy obywatelskiej odnosi się do najważniejszych, bardzo potrzebnych zmian. Wszystkie dotyczą postulatów strony społecznej i środowiskowej, które były szeroko dyskutowane od wielu lat i których domagało się społeczeństwo – mówiła w rozmowie z Wprost Izabela Kadłucka z Fundacji Niech Żyją!.

Do proponowanych zmian odniósł się także Polski Związek Łowiecki. Myśliwi w wypowiedzi dla Wprost przekonują, że nie są przeciwni zmianom w prawie łowieckim, ale część pomysłów uważają za oderwaną od rzeczywistości. – Jesteśmy otwarci na rozmowę o prawie łowieckim, szczególnie tam, gdzie dotyczy ona bezpieczeństwa, przejrzystości, cyfryzacji i lepszej komunikacji z obywatelami – mówi Wacław Matysek z PZŁ. – Jednocześnie uważamy, że reforma prawa łowieckiego nie może być oparta na prostych zakazach i emocjonalnych hasłach. Musi uwzględniać realia środowiskowe i populacyjne, ochronę upraw rolnych, przeciwdziałanie chorobom zakaźnym zwierząt, bezpieczeństwo ludzi oraz odpowiedzialność finansową kół łowieckich – dodaje przedstawiciel PZŁ.

Zakaz nęcenia, polowań komercyjnych i używania noktowizji. PZŁ na nie

Największe emocje w środowisku myśliwych budzą zakazy proponowane przez aktywistów. PZŁ krytycznie ocenia między innymi propozycję zakazu polowań nocnych oraz używania termowizji i noktowizji. Według związku, korzystanie z tego typu rozwiązań ma zwiększać bezpieczeństwo i pozwolić na dokładne wymierzenie strzału. – Te narzędzia nie są „gadżetem”, lecz w wielu przypadkach służą bezpieczeństwu, precyzyjnej identyfikacji celu i ograniczeniu ryzyka postrzałów – przekonuje Matysek.

Jego zdaniem problem dotyczy szczególnie dzików, które żerują nocą i wtedy powodują największe szkody w uprawach rolnych.

PZŁ nie podoba się także pomysł zakazania polowań komercyjnych. Związkowcy uważają, że mogłoby to uderzyć przede wszystkim w koła łowieckie, które z uzyskanych w ten sposób środków finansują swoją bieżącą działalność. Jak wymienia Matysek, chodzi o „ochronę upraw, wypłatę odszkodowań za szkody łowieckie, działania organizacyjne i zadania związane z gospodarką łowiecką”.

Matysek zwraca dodatkowo uwagę, że zagraniczni uczestnicy polowań działają zgodnie z polskim prawem i pod nadzorem uprawnionych podmiotów. Dlatego – jak zaznacza PZŁ – zamiast całkowitego zakazu lepiej rozmawiać o większej kontroli i bardziej restrykcyjnych standardach związanych z organizacją polowań.

Myśliwym nie podoba się również koncept całkowitego zakazu nęcenia – czyli wykładania pożywienia w pobliżu ambon, by przyciągnąć zwierzęta jak najbliżej strzelb. Ich zdaniem temat jest bardziej złożony, niż przedstawiają to aktywiści. – Mówimy o narzędziu, które w określonych sytuacjach może służyć selektywnemu, bezpieczniejszemu i bardziej kontrolowanemu wykonaniu polowania. Dotyczy to zwłaszcza gatunków aktywnych nocą: dzików i drapieżników i sytuacji, w których celem jest ograniczanie szkód lub wykonanie konkretnych zadań gospodarki łowieckiej – stwierdza przedstawiciel PZŁ.

Myśliwi otwarci na rozmowę? Tak, ale...

Jednocześnie organizacja deklaruje poparcie dla części rozwiązań dotyczących bezpieczeństwa. Dotyczy to między innymi kontroli trzeźwości myśliwych. – Nie ma i nie może być żadnej tolerancji dla wykonywania polowania pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających – podkreśla Matysek.

PZŁ pozytywnie ocenia też kierunek cyfryzacji i większej przejrzystości informacji o polowaniach, choć ma wątpliwości wobec pomysłu publicznego rejestru działającego w czasie rzeczywistym. Zdaniem myśliwych mogłoby to prowadzić do zakłócania polowań i niebezpiecznych sytuacji w terenie. Po zmianach każde polowanie miałoby być bowiem zgłaszane w aplikacji wraz z lokalizacją, podobnie jak dziś robią to na przykład operatorzy dronów. To odpowiedź na sytuacje, w których mieszkańcy przypadkowo natykają się na myśliwych podczas spacerów, biegania czy jazdy rowerem po lesie.

Związek zaznacza, że jest gotowy do dalszych rozmów, ale oczekuje szerszej debaty z udziałem rolników, naukowców, lekarzy weterynarii i samorządów. – Warunkiem sensownego kompromisu jest odejście od logiki „zakazać wszystkiego” i rozpoczęcie realnego dialogu – podsumowuje Wacław Matysek.

Czytaj też:
Presja zadziałała. Trzaskowski zmienia decyzję w sprawie dzików
Czytaj też:
Mieszkańcy boją się chodzić do lasu. „Stałem na linii strzału”

Artykuł został opublikowany w 20/2026 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.