Oto wyniki najnowszego badania agencji SW Research. Respondenci otrzymali pytanie o amerykańskich żołnierzy w Polsce – czy rządzący powinni postarać się o to, by większa liczba wojskowych stacjonowała na terytorium państwa polskiego? Warto przypomnieć ostatnią informację, która gruchnęła w mediach – o tym, iż USA ostatecznie zrezygnowały z planu wysłania do Polski czterech tysięcy żołnierzy.
Odpowiedzi: „Tak” udzieliło 53,3 proc. respondentów, zaś: „Nie” – 21,8 proc. To wyraźna różnica. Gdy poddamy głębszej analizie dane, to okazuje się, że odpowiedz nie różnią się mocno, gdy pogrupujemy ankietowanych ze względu m.in. na płeć, wiek, wykształcenie czy zarobki. Nieco większa liczba mężczyzn optuje „za” takim pomysłem (56,9 proc. w stosunku do 49,9 proc. kobiet). Im starsi ankietowani, tym częściej byli za zwiększeniem liczby żołnierzy USA w Polsce (ale nie są to duże różnice – do 24 r.ż. chce tego 46,1 proc., natomiast powyżej 50 r.ż. 57,9 proc.). Jeśli chodzi o wykształcenie – im wyższe, tym więcej osób uważa, że wojskowych ze Stanów Zjednoczonych powinno być na ziemiach polskich więcej (podstawowe/gimnazjalne – 43 proc. w porównaniu do 52,3 proc. z tytułem naukowym). Im większe zarobki mają ankietowani, tym częściej odpowiadali na zadane pytanie: „Tak” (np. dochód netto do 3 tys. – 42,2 proc., a powyżej 7 tys. – 61,8 proc.). Przedstawiciele mniejszych miejscowości częściej chcieli amerykańskich żołnierze na terytorium Rzeczypospolitej (55,2 proc. do 52,8 proc. – gdy mowa o miastach powyżej 500 tys. mieszkańców).
Z wynikami badania SW Research zapoznał się gen. Polko – w przeszłości m.in. p.o. szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Były dowódca Grupy Reagowania Operacyjno-Manewrowego zaczął od zwrócenia uwagi, że społeczeństwo „chce czuć się bezpiecznie”, ale nie rozumie, na czym to tak naprawdę polega – co realnie może nam je zapewnić. – Ilu z nich zdaje sobie sprawę, że Polska, żeby czuć się bezpiecznie, potrzebuje czegoś więcej niż „tarczy” – bo jeszcze nikt samą tarczą nie zwyciężył? Potrzebujemy też „miecza”, czyli tego, co pokazał Iran – zdolności do prowadzenia bolesnych uderzeń odwetowych, czy to, co pokazuje Ukraina – zdolność prowadzenia głębokich uderzeń precyzyjnych, chociażby na infrastrukturę energetyczną, zakłady zbrojeniowe. I na tym polega bezpieczeństwo – potrzebujemy potencjału odstraszającego – i w tym wszystkim obecność żołnierzy amerykańskich jest oczywiście ważna, bo Waszyngton daje nam w sojuszu NATO parasol nuklearny – ocenił.
„Na Amerykanów można liczyć, ale…”
Co jeszcze da nam poczucie bezpieczeństwa? Wnioski płyną po analizie działań prowadzonych przez Moskwę. – Rosja wie, że Europa ma broń, ma środki, ale sprawdza, czy NATO będzie miało determinację, by podjąć walkę, która w zasadzie częściowo się już toczy – wskazał, mając na myśli nieustające działania hybrydowe czy m.in. drony, które co i rusz przekraczają nielegalnie granice (m.in. z Polską czy – jak ostatnio – Łotwą).
Rozmówca portalu WPROST zwrócił uwagę, że obecność amerykańskich wojsk USA nie oznacza, że te ruszą do walki ramię w ramię z Polakami, gdy tylko rozpocznie się konflikt zbrojny. – W Gruzji też byli Amerykanie, tylko że jak Rosjanie ją zaatakowali, to żołnierze zaraz opuścili kraj – przypomniał gen. Polko, mając na myśli rok 2008. – Prezydent Donald Trump wyraźnie mówi: „Europa musi sama budować własne zdolności obronne” – wspomniał (słowa te dały zresztą liderom państw UE do myślenia).
Zdaniem gen. Polko to, o co powinna starać się Polska – co da nam rzeczywistą ochronę – to Nuclear Sharing – program Sojuszu Północnoatlantyckiego, polegający na udostępnianiu broni jądrowej państwom członkowskim NATO (przystąpiły do niego m.in. Włochy, Belgia czy Holandia). – To z pewnością realnie wpłynęłoby na wzrost bezpieczeństwa naszego kraju – zapewnił były dowódca GROM.
– Amerykanie są z nami solidarnie, można na nich liczyć. Polska jest dla nich ważna, bo dzięki RP mogą kontrolować ten obszar [wschodnią część kontynentu – red.]. No ale to, czy tutaj będzie taka, czy inna ich ilość, ma mniejsze znaczenie niż to, co określają dokumenty strategiczne – zaznaczył.
Gen. Roman Polko: Bezpieczna Polska jest w interesie USA
Gen. Polko podkreślił też, że Polska musi sama dysponować siłą militarną, by ktokolwiek chciał jej pomóc. – Kiedy Kijów podjął walkę [z Rosją – red.], kiedy miał tę determinację woli walki – dopiero wtedy otrzymał wsparcie międzynarodowe – przypomniał. – Dlatego musimy najpierw postawić na własne systemy [walki m.in. te, które uniemożliwiają prowadzenie działań hybrydowych – red.] – i tutaj nie jesteśmy bez broni, bo całkiem dobrze sobie z tym dajemy radę. I partnerzy tutaj oczywiście też są ważni – zaznaczył.
RP powinna także stawiać na rozbudowę armii. – Ukraina ma 800 tys. żołnierzy, a my się zastanawiamy, czy 5 tys. amerykańskich uczyni różnicę… – zauważył.
Zdaniem rozmówcy WPROST nie liczba amerykańskich żołnierzy, ale samo to, że są tutaj obecni, jest istotne. – To w zasadzie wystarczy, że Stany Zjednoczone żądają bezpiecznej Polski, bo to jest w ich interesie narodowym, a także dlatego, że m.in. znajdują się tutaj ich bazy – tu gen. Polko miał na myśli m.in. Instalację Przeciwrakietową Aegis Ashore Missile Defense System na Pomorzu (w m. Redzikowo).
Badanie zostało zrealizowane w dniach 12-13 maja 2026 r. przez agencję SW Research metodą wywiadów on-line na panelu internetowym SW Panel. W ramach badania przeprowadzono 801 wywiadów z reprezentatywną – ze względu na łączny rozkład płci, wieku i wielkość miejscowości – próbą Polek i Polaków powyżej 18. roku życia. Wyniki zostały zaokrąglone do pierwszego miejsca po przecinku.
Czytaj też:
Program Narew rządzi. Pierwsze rakiety z Zielonki powstaną w 2028 rokuCzytaj też:
Tyle może kosztować referendum Nawrockiego. Padła gigantyczna kwota
