W ubiegłym tygodniu agencja Reutera poinformowała, że Departament Obrony Stanów Zjednoczonych (którego pracami kieruje Pete Hegseth) zdecydował, iż wojskowi z USA nie będą wybierali się za ocean do Polski. Z wcześniejszych ustaleń wynikało, że cztery tysiące żołnierzy miało wkrótce przybyć do naszego kraju.
Sprawę tę komentował dla portalu WPROST generał Roman Polko. Były szef Grupy Reagowania Operacyjno-Manewrowego i były p.o. Szefa Bezpieczeństwa Biura Narodowego wskazywał, że obecność amerykańskich wojsk na terenie Rzeczypospolitej jest ważna, ale nie gwarantuje nam ochrony. Jako przykład podawał Gruzję, która została zaatakowana przez Rosję w 2008 roku, a żołnierze z USA opuścili wówczas kraj, nie uczestniczyli w walkach. Zwracał też uwagę, że mowa o czterech tysiącach osób – tymczasem ukraińską armię tworzy 800 tys. wojskowych.
Decyzja USA spotkała się z reakcją prezydenta Karola Nawrockiego. Niedawno odbyło się spotkanie głowy państwa z wicepremierem i ministrem obrony narodowej Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem oraz szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego – gen. Wiesławem Kukułą. O czym rozmawiali?
Tego Karol Nawrocki oczekuje od rządu. Od tego zależy bezpieczeństwo RP?
Bartosz Grodecki – Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego – ujawnił, że głównym tematem rozmowy, do której doszło w piątek (15 maja) w Pałacu Prezydenckim w Warszawie, były „kwestie bezpieczeństwa naszego regionu ze szczególnym uwzględnieniem obecności wojsk amerykańskich w Polsce”.
„Prezydent wyraźnie podkreślił, że proces zwiększania obecności wojsk USA w RP należy wspierać i oczekuje w tej kwestii współpracy ze strony wszystkich ośrodków władzy. Stacjonowanie żołnierzy naszego najbliższego sojusznika w Polsce wzmacnia wschodnią flankę NATO, a także podnosi poziom bezpieczeństwa i odstraszania” – podał na platformie X.
twitterCzytaj też:
Wojna Rosji z NATO to kwestia miesięcy? Siewiera zgodził się z TuskiemCzytaj też:
Generał z MON i wypadek 15-latka. Nowa opinia biegłego zmienia przebieg sprawy
