Powstańcza poczta wraca do Warszawy

Powstańcza poczta wraca do Warszawy

Fot. DPA/FREDRIK VON ERICHSEN
Muzeum Powstania Warszawskiego kupiło kolekcję poczty powstańczej na sobotniej aukcji w Duesseldorie - poinformowała rzeczniczka Muzeum Anna Kotonowicz.
Dodała, że kolekcja została kupiona za cenę wyjściową - 190 tys. euro.[[mm_1]]

Kolekcja to w sumie 123 powstańcze pamiątki: listy, koperty i znaczki z powstańczej poczty polowej. Eksperci, którzy badali w Niemczech autentyczność kolekcji, uznali, że trzy eksponaty to najprawdopodobniej falsyfikaty. Jednak całość - jak ocenia dyrektor Muzeum Jan Ołdakowski - ma ogromną wartość.

Kolekcja została wystawiona na aukcji przez filatelistyczno- numizmatyczny dom aukcyjny Ulrich Felzmann Briefmarken Auktionen w Duesseldorfie. Licytacja była planowana w sobotę około południa, jednak już godzinę wcześniej okazało się, że Muzeum ją wygrało.

Ołdakowski powiedział, że licytacja została przyspieszona na prośbę strony polskiej. "Być może zastosowano pewnego rodzaju podstęp tak, abyśmy to mogli kupić, bo presja polskich mediów bardzo wpłynęła na postępowanie domu aukcyjnego" - mówił. [[mm_2]]

Dodał, że w ciągu miesiąca kolekcja zostanie udostępniona na wystawie w Muzeum Powstania Warszawskiego. [[mm_3]]

Płatność za kolekcję musi być dokonana w ciągu trzech tygodni od dnia licytacji i następnie pamiątki z Powstania zostaną przewiezione do Warszawy - powiedział Ołdakowski w TVN24. Dyrektor Muzeum ma nadzieję, że na wystawę uda się zaprosić autorów listów z Powstania lub ich adresatów. [[mm_4]]

Na potrzeby licytacji minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski w czwartek przekazał dyrektorowi Muzeum Powstania Warszawskiego pełnomocnictwo do zakupu tej kolekcji. Jak wyjaśnił, ma to być gwarancja na pomoc finansową ze strony resortu kultury w zakupie listów przez Muzeum. "Dajemy gwarancję, że będziemy partycypować finansowo w takiej ilości środków finansowych, jaka będzie niezbędna, by dokonać tego zakupu" - zapewnił Zdrojewski.

Dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski zapowiedział otwarcie specjalnego konta na zakup najcenniejszych pamiątek II wojny światowej, co pozwoli na ich interwencyjne zakupy, gdy pojawią się na aukcjach. "Dziś zaczynamy zbiórkę na to konto" - powiedział w sobotę Ołdakowski dziennikarzom, po kupnie przez Muzeum kolekcji poczty powstańczej na aukcji w Duesseldorfie. [[mm_5]]

W Powstańczej Poczcie Polowej w sierpniu i wrześniu 1944 roku listonoszami byli harcerze, chłopcy 12-15 letni. W różnych rejonach miasta znajdowało się ok. 40 skrzynek pocztowych. Łącznie harcerze przenieśli prawie 150 tys. listów. Tylko do 1 września 1944 r., jak donosiła powstańcza prasa, harcerska poczta przyjęła ponad 116 tys. przesyłek, co dawało średnio około 3700 listów dziennie.

pap, em

Czytaj także

 9
  • polana   IP
    Klasyczna przewała, poprzedzona wrzawą medialną, aby uzyskać przyzwolenie społeczne na taki wydatek. Obiekty nie są tak rzadkie, wystarczy się zorientować w aukcjach i sklepach filatelistycznych. Zwykle nie przekraczają kwoty max. 500 zł za obiekt. Tu zapłacono ok. 7 tys zł za sztukę. Oby to były oryginały - są poważne wątpliwości. Ciekawe kto był tego animatorem i przyciął na tym taką kasę. Tylko pozazdrościć takiej umiejętności.
    • krzymus   IP
      Polemicznie do  wypowiedzi Leny, to zadam Ci pytanie: Czy twoim zdaniem, ten rzekomy Polak kupił prywatną korespondencję od powstanców, czy od żołnierzy wermahtu?.Odpowiedż jest jednia - od Niemców ,a jeśli masz inne zdane to prawdopodobnie masz klopoty z logicznym myśleniem, bo przecież normalny człowiek dobrowolnie nie wyzbywa się swoich intymnych rzeczy, jakimi są m.in. listy.
      • 14,9mm   IP
        Podobno pomoc finansową zaoferowały dwie firmy TP S.A. i PKO B.P. - czy to prawda ????/
        • sprawjedliwy   IP
          Debilizm i jeszcze raz debilizm w polskim wydaniu
          • krzymus   IP
            Jest to skandal,że Polacy muszą płaćić za coś, co zostało im zrabowane w czasie II wojny, gdyby rząd Niemiec miał choć odrobinę honoru, to tę kolekcje wykupiłby a następnie przekazałby Polsce. Tłumaczenia tego od bydła- pseudoprofesora (Niemcofila), że pochodzi ona ze zbiorów osoby prywatnej jest falszywe, dlatego gdyż prywatnych listów nikt nie sprzedaje.