„Posłuszny, zdradliwy, niezatapialny”. Tajemnica kariery Marcina Kierwińskiego

„Posłuszny, zdradliwy, niezatapialny”. Tajemnica kariery Marcina Kierwińskiego

Marcin Kierwiński
Marcin Kierwiński Źródło: PAP / Wojtek Jargiło
Lider warszawskiej Koalicji Obywatelskiej, sekretarz generalny tej partii i szef MSWiA skupia w swoim ręku ogromną władzę. I choć zaliczył wiele wpadek na swej zawodowej drodze, choć wyborcy mają do niego niewielkie zaufanie – mniejsze niż do Jarosława Kaczyńskiego, lidera PiS-u – od ponad dekady Marcin Kierwiński jest w gronie najważniejszych polityków KO i chyba rozgościł się w tym miejscu na dłużej.

Był szefem gabinetu premier Ewy Kopacz, bliskim współpracownikiem Grzegorza Schetyny w czasach jego przywództwa w PO (Schetyna odebrał to przywództwo Ewie Kopacz). Gdy liderem Platformy został Borys Budka, Kierwiński objął stanowisko sekretarza generalnego partii i wiernie z nim współpracował. A teraz wiernie stoi u boku Donalda Tuska.

Rzadko się zdarza, żeby sekretarz generalny przetrwał kilku przewodniczących, bo jednak liderzy partyjni w tej roli wolą mieć bliskich współpracowników. Tusk jednak wziął Kierwińskiego w spadku po Budce. Dlaczego? – Bo jest co prawda zdradliwym, ale posłusznym współpracownikiem, niezdolnym do samodzielnego buntu przeciwko liderowi, a to jest głównym kryterium Tuska przy obsadzie stanowisk – mówi polityk dobrze obeznany z realiami panującymi w KO.

Kariera bez błysku

Nie można powiedzieć, żeby 50-letni Kierwiński robił błyskotliwą karierę. Przeciwnie, przebijał się na scenie politycznej latami, mozolnie pokonując szczeble awansu. Zaliczał nieudane starty w wyborach parlamentarnych, a nawet samorządowych. Ale trzeba przyznać, że gdy już się rozkręcił, to dochrapał się ogromnej władzy.

Od dekady rządzi warszawską organizacją partyjną. Wszyscy w mieście wiedzą, że stołeczni radni KO słuchają jego, a nie prezydenta miasta Rafała Trzaskowskiego. Widać to było podczas słynnej batalii o nocną prohibicję w mieście. Prezydent chciał ją wprowadzić już jesienią ubiegłego roku, mieszkańcy też tego chcieli, a radni Koalicji Obywatelskiej, mający większość w radzie, powiedzieli „nie” i była to sprawka Kierwińskiego.

Nasz rozmówca związany z warszawskim samorządem mówił wówczas, że Kierwiński chciał Trzaskowskiemu pokazać miejsce w szeregu. Pokonany prezydent zgodził się na program pilotażowy w dwóch dzielnicach, choć spotkało się to z ogromną krytyką mieszkańców. Kilka miesięcy później radni wyrazili zgodę na wprowadzenie nocnej prohibicji w całym mieście. Trudno nie odnieść wrażenia, że przy pierwszym podejściu do sprawy nocnej prohibicji chodziło o „przeczołganie” Rafała Trzaskowskiego.

Artykuł został opublikowany w 22/2026 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.