We wrześniu 2019 r. wszczęto śledztwo w sprawie afery hejterskiej, którym w kwietniu 2024 r. zajęli się śledczy Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu. W czerwcu dwa dla temu do Izby Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego przesłano wnioski ws. czterech sędziów: Łukasza Piebiaka, Jakuba Iwańca, Arkadiusza Cichockiego oraz Przemysława Radzika. Wrocławska prokuratura w kwietniu 2026 r. wysłała do SN pismo dotyczące Radzika. Odpowiedź nadeszła po pięciu dniach.
Prokuratura zarzuciła Sądowi Najwyższemu „przekazywanie nierzetelnych informacji”. Jest reakcja
Prokuratura Regionalna we Wrocławiu zarzuciła Sądowi Najwyższemu, że swoją informacją bezpośrednio wprowadziła prokuratora w błąd” i zwróciła się o wyjaśnienie powodów takiego postępowania. Odpowiedź uzyskała „Gazeta Wyborcza”. Biuro prasowe SN zapewniło, że twierdzenia prokuratury są bezzasadne. Jak zaznaczono, wspomniany dokument posiadał „braki formalne uniemożliwiające nadanie mu biegu”.
Czytaj też:
Sejm coraz bliżej wyboru nowego sędziego TK. Komisja wskazała faworyta
Obrońca Radzika został wezwany do podpisania wniosku. Według „GW” Sąd Najwyższy podał nieprawdziwą informację, bo dokument „był złożony, tylko zawierał wadę formalną i nie został odesłany, tylko zostawiony w aktach, a obrońcę zobowiązano, żeby go podpisał”. Dodano, że w przypadku braku podpisu wniosek zostałby uznany na bezskuteczny, a nie za nieistniejący. Prokuratura nie została poinformowana o rozpoznaniu wniosku po podpisaniu.
Prokuratura nie pytała i nie wiedziała o wniosku. SN sam poinformował o nim dziennikarzy
Stąd nie mogła przedstawić swojego stanowiska. „Wniosek o wyłącznie sędziego rozpoznawany jest na posiedzeniu niejawnym, bez udziału stron. Stron nie zawiadamia się o posiedzeniu” – podkreśliło biuro prasowe SN. Prokuratura nie została również poinformowana o innym wniosku, bo „nie występowała z pytaniem w tej kwestii”. „Wyborcza” zaznaczyła, że także o to nie pytała, a została poinformowana o dokumencie, w przeciwieństwie do prokuratury.
Biuro Prasowe Sądu Najwyższego zwróciło uwagę, że prokuratura miała dostęp do akt i w każdej chwili ktoś z Wrocławia mógł przyjechać do Warszawy. – Przecież jesteśmy stroną postępowania. Jeśli wpływa jakiś wniosek, to powinniśmy zostać poinformowani – skomentowała rzeczniczka wrocławskiej Prokuratury Regionalnej prokurator Anna Zimoląg. Dodała, że w jej przypadku obrona jest informowana przez sąd w przypadku składania wniosków.
Czytaj też:
Burza wokół TK. Poseł PiS krytykuje decyzję Nawrockiego Czytaj też:
Wybrani przez Sejm, ale bez prawa do orzekania. Sędziowie TK skarżą Polskę do ETPCz
