W akcie oskarżenia, który Prokuratura Krajowa złożyła w Sądzie Rejonowym Szczecin-Centrum, śledczy zarzucają byłym dyrektorom LP przekroczenie uprawnień. Z ich ustaleń wynika, iż Matecki, mimo teoretycznego zatrudnienia w LP (w latach 2020-2023), nie wykonywał swoich obowiązków zawodowych, ale pobierał wynagrodzenie (łącznie ok. 0,5 mln zł). W sprawie tej toczy się też osobny proces.
W ubiegły wtorek odbyło się przesłuchanie jednego ze świadków – byłego szefa gabinetu dyrektora generalnego LP.
Oto treść jego zeznań.
„Wiem jedynie, że pracował”
To, co działo się na sali rozpraw, zrelacjonował dziennik „Gazeta Wyborcza”. Mężczyzna został zapytany o to, komu poseł zawdzięcza przyjęcie do Lasów Państwowych. – Nie wiem, kto podjął decyzję o zatrudnieniu Mateckiego. Nie wiem, komu podlegał – odpowiedział. Przyznał, że „wie jedynie to, iż pracował”. – Ale nie znam szczegółów tej pracy. (...) Nigdy go nie widziałem – ani w dyrekcji, ani na żadnych uroczystościach. (...) Ja w ogóle nigdy się z nim nie spotkałem – podkreślił.
„GW” przypomniała, że parlamentarzysta zatrudniony był w centrum informacyjnym. Jego miesięczna pensja wynosiła 8 tys. PLN (brutto). Obowiązki zawodowe wykonywać miał w centrali LP, która mieści się w Warszawie, lecz zawnioskował o pracę zdalną – i od razu otrzymał pozytywną odpowiedź. Później zatrudniony został w regionalnej dyrekcji w Szczecinie, gdzie został kierownikiem zespołu ds. współpracy z otoczeniem (podlegały mu tam dwie osoby). „W niecały rok zarobił około 160 tys. zł” – podał dziennik.
Świadek, który zeznawał 9 czerwca, przyznał, że „o pracy Mateckiego w lasach dowiedział się dopiero, gdy jakaś redakcja o niego pytała i trzeba było przygotować odpowiedź”.
Czytaj też:
Ziobro uderza w Żurka. „Miał być spektakl, a jest kompromitacja” Czytaj też:
Wybory w Krakowie. „Może być powtórka z 2002 roku i wielkie zaskoczenie”
