Eliza Olczyk, „Wprost”: Coraz więcej pojawia się chętnych do startu w wyborach na prezydenta miasta w przedterminowych wyborach.
Dr Jacek Kloczkowski, krakowski Ośrodek Myśli Politycznej: To prawda. Lista jest tak długa, że gdy kończy się ją czytać, ciężko sobie przypomnieć, kto ją otwiera. Większość to jednak osoby, które jedynie korzystają z okazji, żeby dać się poznać opinii publicznej albo przypomnieć o swoim istnieniu, przygotowując grunt pod kolejne wybory samorządowe czy parlamentarne, no i pod decyzje kadrowe zwycięskiego kandydata. Raczej nie liczą, o ile zachowują kontakt z rzeczywistością, na żaden spektakularny sukces wyborczy.
Co właściwie wydarzyło się w Krakowie, że poprzedni prezydent Aleksander Miszalski został odwołany? Niektórzy mówią, że sięgnął zbyt głęboko do kieszeni mieszkańców. Inni uważają, że to jest pokłosie czarnej kampanii prezydenckiej sprzed dwóch lat. Jaka jest prawda?
Miszalski w 2024 r. wziął Krakusów z zaskoczenia. Nie był dobrze znanym politykiem, nim wystartował na prezydenta miasta. Pewnie nawet wielu sympatyków PO nie uznawało go za twarz tej partii pod Wawelem, mimo że od kilku lat był jej przewodniczącym w Krakowie i Małopolsce. Niemniej jako jej kandydat miał z tego tytułu dużą przewagę nad konkurentami. Szyld PO jest bowiem dla wielu tutejszych wyborców głównym powodem, żeby na kogoś przez nią wystawionego głosować, nawet gdy go kompletnie nie znają.
Oczywiście to nie jest tak, że każdy kandydat Platformy wygrywał wybory w Krakowie. Wręcz przeciwnie. Jacek Majchrowski radził sobie z jej kandydatami bez większych problemów. Przegrywali z nim kilka razy, aż w końcu w 2018 r. partia wreszcie dała za wygraną i sama go poparła. Jednak w nowej konfiguracji wyborczej 2024 r. – już bez Jacka Majchrowskiego i z Łukaszem Gibałą jako głównym kontrkandydatem Aleksandra Miszalskiego – to właśnie szyld partyjny w dużej mierze przesądził o sukcesie tego ostatniego.
Warto przy tym pamiętać, że Gibała też tym szyldem jako prominentny działacz krakowskiej PO niegdyś przez kilka lat dysponował, nim powędrował inną polityczną drogą. Teoretycznie więc, patrząc na to, co dzieje się od dawna w dużych polskich miastach, Miszalski miał za sobą to, co najtrudniejsze: czyli pokonanie konkurencji wewnętrznej w PO i konkurencji w obozie, szeroko pojętym lewicowo-liberalnym. Tyle tylko że potem zaczęły się prawdziwe schody, czyli zajmowanie się miastem.
Kim zatem jest Miszalski?
Prezydentem, który w oczach wielu Krakowian nie pokazał żadnych walorów, nie wykazał się żadnymi zaletami, poza tą jedną dla części z nich, że należał do Platformy Obywatelskiej.
Ta zaleta nie jest zresztą taka oczywista, gdy rząd Donalda Tuska jest źle oceniany. Im bardziej prezydent Miszalski dawał się poznać, tym bardziej mogło razić jego krytyków, niekoniecznie tylko tych niechętnych obozowi władzy w Polsce, że prezydentem Krakowa jest polityk bez znaczącego dorobku politycznego i zawodowego, niebędący na przykład ani znanym profesorem, ani znaczącą postacią w polityce ogólnopolskiej, ani cenionym działaczem społecznym, ani słynącym z zaangażowania tzw. aktywistą miejskim. Ktoś, kto nie wykazuje się na urzędzie ani charyzmą, ani talentami zarządczymi, ani pomysłem na Kraków.
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
