Lekarz-sygnalista z warszawskiego szpitala z serią oskarżeń. „Giną ludzie, bo ktoś się uczy”

Lekarz-sygnalista z warszawskiego szpitala z serią oskarżeń. „Giną ludzie, bo ktoś się uczy”

Lądowisko SOR Szpitala Południowego w Warszawie
Lądowisko SOR Szpitala Południowego w Warszawie Źródło: Wikimedia Commons / Emptywords / Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0
Doktor Emil Jędrzejewski, były ordynator oddziału chirurgii w Warszawskim Szpitalu Południowym, był gościem Kanału Zero. Sygnalista zrelacjonował, co miało dziać się na SOR-ze, kiedy kierował nim młody lekarz – były radny KO. – Ginęli ludzie, bo ktoś się uczył – stwierdził. Sprawy do prokuratury jednak nie zgłosił, bo „bezpośrednio nie było go przy tych sytuacjach”.

Emil Jędrzejewski pojawił się w programie „Godzina Zero”. Rozmowę z byłym ordynatorem Szpitala Południowego przeprowadził dziennikarz Krzysztof Stanowski. W jej trakcie padły szokujące oskarżenia – dr Jędrzejewski przez ponad dwie godziny opowiadał o tym, co miało dziać się na SOR-ze, gdy oddziałem kierował Dawid Kacprzyk (szpital rozwiązał niedawno umowy z lekarzem – byłym warszawskim radnym i byłym członkiem Koalicji Obywatelskiej).

Były ordynator powiedział, że na szpitalnym oddziale ratunkowym niektórzy ludzie mieli być „traktowani jak fantomy (manekiny medyczne – przyp. red.)”. – A jeżeli fantom się popsuł, to zmieniano dokumentację, że on już był popsuty – opowiadał. – Tam giną ludzie, bo… ktoś się uczy – wskazał.

W ocenie dr. Emila Jędrzejewskiego na SOR-ze procedury miały być „wykonywane w sposób wadliwy”

Sygnalista zarzucił, iż na SOR-ze „przelewać mają się pieniądze”. – Jest pani sekretarka, która zarabia najniższą krajową. Nagle przyjeżdża (czyjaś – red.) stryjenka i zarabia trzy średnie krajowe. To się przelewa w różny sposób – padło na antenie.

Stanowski, nie kryjąc zaskoczenia, zapytał gościa wprost – czy potwierdza swoje poprzednie słowa, iż na SOR-ze „ginęli ludzie na skutek tego, że prowadzenie szpitala (...) powierzono młokosowi bez pojęcia”. – Tak – odpowiedział z przekonaniem dr Jędrzejewski.

Prowadzący ponownie zapytał swojego rozmówcę, czy zarzucił właśnie lek. Kacprzykowi, iż ten „odpowiada za to, że (na SOR-ze – red.) umierali ludzie”. – Tak – padło ponownie. – Były wykonywane procedury (...) w sposób wadliwy. (...) W wyniku błędu lekarskiego doprowadzano do powikłań, które kończyły się letalnie (czyli śmiercią – red.]) – wyjaśniał, zaznaczając jednak, że nie chce wchodzić w szczegóły – woli je pozostawić prokuraturze.

– Mam świadomość słów, które wypowiedziałem. (...) Pracując w systemie ponad 20 lat (...) to też mnie szokuje. Można mieć różne wartości w życiu, ale (...) po coś jesteśmy lekarzami – próbował tłumaczyć swoje intencje.

Stanowski zapytał byłego ordynatora Szpitala Południowego: „Ile osób mogłoby wciąż żyć, gdyby oddziałem ratunkowym nie zarządzał lek. Kacprzyk”, dr Jędrzejewski odparł: „Nie wiem”. – Myślę, że każdy przypadek śmierci na SOR-ze powinien zostać przeanalizowany. Ja już pomijam sytuacje pacjenta, który jest wpisany w stan „chorych SOR-u”, wychodzi do łazienki, a po trzech-czterech godzinach ktoś sobie o nim przypomina i znajduje go martwego. I z jakiegoś powodu pacjentowi martwemu wykonuje się tomografię – opowiadał. Dopytany o to, czy w tym przypadku badanie diagnostyczne naprawdę „wykonano nieboszczykowi”, odparł: „Tak”. – Po to, żeby coś tam markować, robić dokumentację – wyjaśniał.

Sygnalista stwierdził, że szpital ma rzekomo „trochę o tym wszystkim wiedzieć”, a jednak ponoć „nikt z tym nic nie robi”.

W dalszej części rozmowy doktor po raz kolejny zaznaczył, że ludzie mieli „umierać, bo byli wadliwie leczeni” na SOR-ze. Stanowski podsumował to, co usłyszał w następujący sposób: „Jutro, do tego szpitala i domu Kacprzyka, powinna rano wjechać policja”.

Były ordynator Szpitala Południowego miał kontaktować się z prezydentem Warszawy

Gość wieczornego programu poinformował, że miał rozmawiać z młodym lekarzem bez specjalizacji o tym, co dzieje się na SOR-ze. Ponoć próbował skłonić go, by zakończył swoją działalność, zrezygnował z funkcji – bo m.in. nie ma odpowiednich kompetencji. Zaznaczał też, że i tak nie uniknie odpowiedzialności za to, co już miało się stać.

Dr Jędrzejewski opowiadał, że „robił wszystko”, by Kacprzyk stracił swoje stanowisko. – Mówiłem, że to, co robi (młody lekarz – red.), jest niedopuszczalne – i że chcę rozmawiać z kimś, kto podejmie decyzję o tym, że ten człowiek powinien opuścić to miejsce. Zaniosłem pismo, nie otrzymałem odpowiedzi. (...) Próbowałem dotrzeć do kogoś, kto jest w hierarchii władz tego szpitala wyżej. Rozmawiam z kimś z rady nadzorczej, kto przedstawił mi się jako „znajomy pana prezydenta” (chodzi o Rafała Trzaskowskiego – red.). (...) I finalnie wysłałem też wiadomość do prezydenta (Warszawy – red.) – wskazał. Dwa miesiące później ordynator miał stracić pracę.

Były szef oddziału chirurgii powiedział również, dlaczego nie zawiadomił prokuratury ws. tego, co dziać miało się na SOR. – Nie było mnie bezpośrednio przy tych sytuacjach. Natomiast biorę odpowiedzialność za to, że to miało miejsce, bo to słyszałem od wielu ludzi, te same szczegóły, o tym się mówiło, to wszystko jest jakby zero-jedynkowe – podkreślił.

Zwróciliśmy się do Warszawskiego Szpitala Południowego z prośbą o komentarz. Gdy tylko otrzymamy odpowiedź – uzupełnimy o nią niniejszy artykuł prasowy.

Czytaj też:
Specjalny pokój dla polityków KO na SOR? Zwykli pacjenci czekali pięć godz. w publicznej poczekalni
Czytaj też:
Trzaskowski miał dostać sygnał o Szpitalu Południowym. Lekarz stracił pracę dwa miesiące później

Źródło: Kanał Zero