W środę (5 sierpnia), w Urzędzie m.st. Warszawy odbyła się konferencja prasowa z udziałem prezydenta Rafała Trzaskowskiego. Warto przypomnieć, że gdy wybuchała afera dotycząca nieprawidłowości w Szpitalu Południowym, włodarz zlecił przeprowadzenie tam audytu.
Z wynikami kontroli Trzaskowski zapoznał się już dwa dni temu, kiedy to zapowiadał ich rychłe ujawnienie. Tak też się stało – dzisiaj przed południem. – Audyt pokazał dyżury po 48, 60, 72 godz. bez przerwy. Rekord, który został odnotowany w Szpitalu Południowym, to 110 godz., a więc prawie pięć dób – oznajmił dziennikarzom zebranym w ratuszu.
Rafał Trzaskowski o nieprawidłowościach w Warszawskim Szpitalu Południowym. Chodzi m.in. o Dawida Kacprzyka
To był jednak tylko początek – wiceprzewodniczący Koalicji Obywatelskiej przyznał, że „stanowisko koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego”, które piastował Dawid Kacprzyk, formalnie „nie istniało”. – Takiego stanowiska nie było w regulaminie organizacyjnym WSP. Szpital przez półtora roku płacił za funkcję, której formalnie nie było w strukturze – oznajmił Trzaskowski.
Jak wyglądały zarobki młodego lekarza? – Stawka [koordynatora SOR – przyp. red.] rosła szybko – z 230 zł za godz. do 300, a później 330 PLN, czyli więcej niż zarabiali doświadczeni specjaliści – przyznał prezydent Warszawy. I przypomniał, że Kacprzyk „był na drugim roku specjalizacji” (chce zostać anestezjologiem). W dokumentach nie odnotowano, dlaczego medyk właściwie otrzymywał podwyżki. Co ciekawe, placówka medyczna „miała z tym lekarzem ważną umowę, a mimo tego rozpisała konkurs i dała mu kolejną umowę – z wyższą stawką”.
W trakcie kontroli udało się ustalić, że były koordynator SOR „miał jedną umowę – na 10 tys. zł miesięcznie”. – Na czynności, które częściowo pokrywały się z jego dyżurami – przekazał Trzaskowski. Co ważne, lek. Kacprzyk mógł otrzymywać wynagrodzenie dwa razy za pełnienie tych samych obowiązków służbowych.
Lekarzom „płacono na słowo”
To wciąż nie koniec. Pracownicy szpitala korzystają z kart, które monitorują to, kiedy wchodzą i wychodzą z budynku. Z systemu tego młody lekarz (i nie tylko on) jednak nie korzystał.
– Płacono na podstawie grafików i oświadczeń – czyli na słowo. (...) Audytorzy stwierdzili również wykonywanie świadczeń w innych placówkach w tych samych godzinach, w których lekarz miał płacony dyżur w szpitalu – ujawnił włodarz.
Czytaj też:
Szef SOR-u w Warszawskim Szpitalu Południowym zwolniony. Oświadczenie placówki Czytaj też:
Afera w Szpitalu Południowym. Dymisje w stołecznym ratuszu i zapowiedź zmian antykorupcyjnych
