17 sierpnia, we wschodniej części popularnego kurortu na Zachodnim Pomorzu – tam, gdzie zginął jeden z plażowiczów – powiewała czerwona flaga. Została wywieszona przez ratowników w związku z warunkami pogodowymi i falami, które osiągały kilka metrów wysokości. Oznacza ona zakaz kąpieli.
Z ustaleń prasy – dziennika „Głos Koszaliński” – wynika, że pomimo flagi plażowicze postanowili zaryzykować – i weszli do wody. Porwał ich silny prąd i zaczęli się topić – kobieta przeżyła, znajduje się obecnie w szpitalu. Przedstawiciele Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa, którzy zjawili się na miejscu, uratowali ją, lecz jej towarzysz miał mniej szczęścia. – Resuscytację rozpoczęli ratownicy SAR, następnie przejęła ją załoga śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. (...) Lekarz wkrótce stwierdził zgon poszkodowanego – mówił na antenie Telewizji Polskiej (TVP3 Szczecin) rzecznik Przemysław Soiński.
Tragedia na Bałtyku. „Nawet biegnący wzdłuż brzegu prąd morski jest w stanie przewrócić dorosłą osobę”
Wielu turystów ignoruje czerwone flagi, które wywieszane są nad morzem. To wielki błąd.
Maciej Zawadzki – szef CESAR-a – w rozmowie z Medonetem zwrócił uwagę na tok myślenia wielu osób – sądzą one, że jeśli wejdą do wody jedynie po kolana, nie są zagrożeni. To nieprawda. – Biegnący wzdłuż brzegu prąd morski potrafi przewrócić nawet dorosłą osobę. Groźne są także fale, które mogą być wyższe niż zwykle. Osoba przewrócona przez falę może zostać porwana przez prąd wsteczny i szybko oddalić się od brzegu – zaznaczył.
Co, gdy jest już za późno i wylądowaliśmy w strefie działania prądu wstecznego? – Nie należy panikować ani próbować płynąć w stronę brzegu, bo prąd jest zbyt silny. Najlepiej płynąć równolegle do brzegu, aż wydostaniemy się z prądu, a następnie spokojnie wracać do lądu. Jeśli czujemy zmęczenie, można położyć się na plecach i odpocząć – poinstruował ekspert.
Czytaj też:
Prąd porwał plażowiczów w Darłówku. Tragiczny finał akcji ratunkowej
