W nocy z 20 na 21 sierpnia 36-letniego Yankesa napadło kilku mężczyzn. 36-letni kibic Hutnika Kraków został pobity na tyle dotkliwie, że zmarł na skutek obrażeń. Policja szybko zatrzymała 9 osób, jednak wszystkie zostały przesłuchane w charakterze świadków i zwolnione do domu bez zarzutów.
Śmierć kibica Hutnika w Krakowie. Kim był Yankes?
Policja poszukuje łącznie 5 mężczyzn, dwie osoby miała zatrzymać w poniedziałek 24 sierpnia wieczorem. Onet podaje nieoficjalnie, że wstępną przyczyną zgonu pobitego okazało się zadławienie treścią żołądkową. W takim wypadku biegli będą musieli sprecyzować, czy Yankes wymiotował na skutek pobicia, akcji ratunkowej, czy może alkoholu lub innych substancji psychoaktywnych.
Wiadomo na pewno, że Yankes osierocił kilkuletnią córkę i znany był w Krakowie jako osoba związana z pseudokibicami Hutnika. Jego kartoteka mówi nam sporo o przeszłości mężczyzny. Na koncie miał kary za włamanie, rozbój, kradzież w Chorwacji, znieważenie policjanta oraz przestępstwa narkotykowe. Oczekiwał na proces w sprawie o nabycie kokainy i udzielenie narkotyku detalicznym odbiorcom.
Dlaczego Yankes zginął? Policja nie zna jeszcze motywu sprawców
Rozmówcy Onetu z krakowskich organów ścigania nie wiedzą jeszcze, dlaczego Yankes został zaatakowany. Nie przekonują ich twierdzenia o odwecie za rzekomy atak na fanów Wisły. — Takie twierdzenia nie bardzo pasują do krakowskich realiów. Pseudokibice Hutnika, w przeciwieństwie do kibiców Wisły i Cracovii, raczej nie jeździli po mieście i nie szukali przypadkowych ofiar, by kogoś pobić tylko dlatego, że kibicuje innej okolicznej drużynie – mówił informator portalu.
— Dlatego bierzemy pod uwagę, że „Yankes” zginął w pewnym sensie przez przypadek, bo znalazł się w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie. Wiadomo, kim był, wiadomo, że kibicował Hutnikowi i mógł paść ofiarą zasadzki, swoistego polowania na mieście przez „Młodą Ferajnę” – dodawał znawca tematu.
— Około 70 proc. swoich ataków przeprowadzali właśnie z powodu takiej motywacji, na zasadzie polowania na kogoś. Nie daj Boże, żeby teraz doszło do powrotu do epoki takich właśnie zasadzek, bo te sprawy nie są łatwe do wykrycia, a ponadto w takich atakach cierpiały czasami także całkowicie postronne osoby – zaznaczali rozmówcy Onetu.
Gdyby okazało się, że Yankesa faktycznie zaatakowała „Młoda Ferajna”, czyli gang pseudokibiców Wisły, to motyw nasuwałby się automatycznie. Chodziłoby o chęć zdobycia rozgłosu i wpływów w mieście. — Oni nie mają wyraźnego lidera, są dziwnym tworem, próbują powstać i zaistnieć jako grupa, zwłaszcza po rozbiciu przez nas „Sharksów”, poprzedniej grupy pseudokibiców Wisły – wyjaśniał policjant.
Ekspert o śmierci Yankesa. Ma dwie teorie
Prof. Uniwersytetu Warszawskiego Rafał Chwedoruk zajmuje się badaniem ruchu kibicowskiego w Polsce. Politolog bierze pod uwagę tylko dwa rozwiązania zagadki śmierci Yankesa. Albo były to porachunki gangsterskie na tle narkotyków, albo walka pseudokibiców o wpływy w Krakowie.
— Ta specyficzna sytuacja fanów Wisły, czyli ich alienacja w skali ogólnopolskiej, zarzucanie im braku honoru oraz wcześniejsze rozbicie przez policję grupy „Sharks” ze słynnym „Miśkiem”, sprzyjają teraz szukaniu nowej tożsamości przez tych obecnych. Wpływa to także na ich radykalizację i chęć zdobycia pozycji w środowisku chuligańskim, czego efektem być może stał się niedawny atak na kibola „Yankesa” – oceniał.
Z nieoficjalnych informacji Radia Eska wynika, że trzy osoby mogące mieć związek ze śmiertelnym pobiciem Yankesa uciekły za granicę. Rozgłośnia twierdzi, że są to osoby wytypowane przez małopolską policję. Mężczyźni mieli uciec na południe Europy. W rękach policji znalazły się pozostałe dwie z pięciu podejrzanych osób. Jedna z nich ma być nieletnia. – Czekają właśnie na przesłuchanie. Czynności nadal trwają – przekazała Radiu ESKA Anna Zbroja Zagórska z małopolskiej policji.
Czytaj też:
Węgry odpowiadają na atak pseudokibiców na lokal w Zabrzu. Orban: „Stanowczo potępiam” Czytaj też:
Dorośli mężczyźni „naznaczyli” młodego fana innego zespołu. Grozi im surowa kara
