Mocne słowa Karola Nawrockiego ws. reparacji. Apelował do rządów Polski i Niemiec

Mocne słowa Karola Nawrockiego ws. reparacji. Apelował do rządów Polski i Niemiec

Karol Nawrocki
Karol Nawrocki Źródło: PAP / Adam Warżawa
Na wtorek 1 września przypadła 87. rocznica wybuchu II wojny światowej. Najważniejsi polscy politycy uczcili tamte wydarzenia na Westerplatte.

Prezydent Karol Nawrocki, premier Donald Tusk i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz we wtorek 1 września pojawili się na obchodach wybuchu II wojny światowej. Wszyscy trzej byli obecni na Westerplatte, gdzie wygłosili rocznicowe przemówienia.

Nawrocki na Westerplatte. Mówił o reparacjach

Karol Nawrocki podkreślał, że Westerplatte jest symbolem walki, a Wieluń symbolem cierpienia. Mówił o prawdzie na temat II wojny światowej, która jest słabo słyszalna w Berlinie i Niemczech. – Niemcy nie potrzebowały Adolfa Hitlera, by gardzić Polską, Polkami, Polakami i polskością – stwierdzał, mówiąc o XIX-wiecznym antypolonizmie.

— Apeluję z Westerplatte do kanclerza Niemiec i do narodu niemieckiego: załatwmy sprawę reparacji i zadośćuczynienia — wzywał prezydent. – Potrzebujemy w końcu czynów, a nie tylko pięknych słów – dodawał. Zwrócił się też do polskiego rządu z apelem o współpracę. — Bądźmy razem w tym dziele. Proszę polski rząd o wsparcie w ubieganiu się o reparacje. To apel, który płynie z Westerplatte – podkreślał.

– To co jednak najważniejsze, to trzeba pamiętać, że 1 września 1939 r. rozpoczęła się hekatomba i pandemonium. 1 września to była brama do hekatomby i pandemonium na narodzie polskim, wyrządzonych przez Niemców i przez Sowietów — podsumował.

Tusk w rocznicę wybuchu II wojny światowej: Nie możemy pozwolić

Premier Donald Tusk mówił o zadaniu współczesnych Polaków, czyli wyciąganiu wniosków z tragedii II wojny światowej i ówczesnego osamotnienia naszego kraju.

– Musimy polegać na własnej sile, na realnych sojuszach. Nie na zaklęciach, nie na mitach, ale na prawdziwej szczerości. Prawdziwej sile państwa polskiego, prawdziwej sile, odporności i solidarności sojuszu, w którym Polska odgrywa tak istotną rolę – przypominał.

– Nawet gdyby żołnierzy na Westerplatte było 10, 100, 1000 razy więcej, to nie dałoby to nam szansy na zwycięstwo, bo wolny świat pozwolił Hitlerowi, pozwolił faszystowskim Niemcom, na rozpętanie wojny, na bezkarną agresję – podkreślał.

– To właśnie wtedy mówiono: „A to tylko Czechy”. To właśnie wtedy mówiono: „Nie będziemy umierać za Gdańsk”. To właśnie wtedy mówiono: „To Polska, to korytarz, może uda się uniknąć wielkiej wojny, nie prowokujmy agresora”. Równie ogłuszająca, jak salwy ze Schleswiga-Holsteina, była samotność polskich żołnierzy – mówił.

– Niektórzy przywódcy wolnego świata wypierają ponurą prawdę, że 87 lat po wybuchu II wojny światowej zło znowu czai się za naszymi granicami – stwierdzał Tusk. – Znowu giną ludzie, tysiącami i setkami tysięcy, znowu giną dzieci pod bombami. I to tuż za miedzą, na Ukrainie – przypomniał.

– Nie możemy też pozwolić nikomu, ani tu w naszym domu w Polsce, ani w Europie, ani w Stanach Zjednoczonych na dopuszczenie do recydywy brunatnej fali agresji i pogardy – dodawał premier.

Kosiniak-Kamysz: Bohaterstwo zostaje, gdy zabraknie reszty

Głos na Westerplatte zabrał też wicepremier i szef MON, Władysław Kosiniak-Kamysz. – Wspominamy te wydarzenia, wspominamy z dumą bohaterstwo obrońców Westerplatte każdego roku, ale chcę też powiedzieć o tym, o czym mówimy rzadziej. Odsiecz nie nadeszła. Były porozumienia, były podpisy, były sojusze, nie przyszedł nikt – zauważał.

– Odwaga bohaterów, obrońców Westerplatte nie miała granic. Granice miały zapasy. 87 lat po tym, jako minister obrony narodowej, wiem jedno: nie chcę wychowywać kolejnych poległych bohaterów. Chcę, żeby polscy żołnierze zawsze wracali do domów – mówił.

– Bohaterstwo to jest to, co zostaje, jak wszystkiego innego zabraknie. Naszą rolą jest, żeby nie zabrakło. Dlatego pod bronią mamy 220-tys. armię, wydajemy rokrocznie 200 mld na bezpieczeństwo, jesteśmy liderem inwestycji w przemysł zbrojeniowy spośród państw NATO – wyliczał szef MON.

– Żołnierze z Westerplatte nie pytali jeden drugiego, kto na kogo głosował. Mieli jeden mundur i jeden rozkaz. Zawsze będziemy się różnić. To jest prawo wolnych narodów. O to prawo walczyli obrońcy Westerplatte. Ale jest granica sporu, za którą on przestaje być już sporem, a staje się prezentem dla tych, którzy nam źle życzą. To jest górnolotnie zwana racja stanu – przypominał.

Czytaj też:
87. rocznica wybuchu II wojny światowej. Pamiętamy o Westerplatte i Wieluniu
Czytaj też:
Prof. Dudek ujawnił, czego będzie chwytał się Nawrocki. „Oczywiście, że będzie takie rzeczy mówił”

Źródło: WPROST.pl