Prof. Matczak o aferze wokół Skolima: Karol Nawrocki cynicznie wykorzystuje sytuację

Prof. Matczak o aferze wokół Skolima: Karol Nawrocki cynicznie wykorzystuje sytuację

Prof. Marcin Matczak
Prof. Marcin Matczak Źródło: Newspix.pl
Wokół wydarzenia prezydenta w Juracie ujawnił się głębszy problem — ogromna polaryzacja i swoisty snobizm tzw. elit. (...) Kiedy liberalne elity atakują gust tych zwyczajnych ludzi, pokazują, że nimi gardzą i tym samym dają prawicy idealne paliwo do wygrywania wyborów dzięki mobilizacji opartej na złych emocjach. Chcę zerwać z takim językiem. Potrzebujemy elit wykształconych i mądrych, a nie ostentacyjnie zadufanych – mówi w rozmowie z „Wprost” prof. Marcin Matczak.

Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Gdy wystartował pan ze społeczną inicjatywą stworzenia Klubów Radykalnego Centrum, przykuł pan uwagę polityków. Poseł Sławomir Ćwik z klubu parlamentarnego Centrum powiedział, że widzi pole do współpracy z panem. Chciałby pan zaistnieć w polityce? Zrobił pan sobie rachunek ewentualnych zysków i strat?

Prof. Marcin Matczak: Robiłem głównie rachunek strat, bo zysków za bardzo nie widzę. Mówię tu o bezpośredniej współpracy politycznej czy wejściu do polityki rozumianym jako start w wyborach do Sejmu. Inicjatywa, o której pani wspomniała, jest w moim ujęciu ruchem publicznym, a nie politycznym. Nie wszystko, co publiczne, musi być od razu partyjne. Chciałbym wpływać na życie społeczne, wybierając inną ścieżkę.

Dlaczego odrzuca pan tradycyjną drogę?

Uważam, że Polacy są obrzydzeni polityką. Mają głębokie przekonanie, że polityka dzieli Polskę dokładnie na pół – na zwolenników PiS-u i KO. Alternatywa w postaci Konfederacji wcale nie jest pocieszająca. Uważam tę partię za znacznie groźniejszą dla państwa i jego instytucji niż PiS. W takiej sytuacji wejście do klasycznej polityki od razu szufladkuje człowieka: czyją będzie przystawką i z kim będzie głosował.

Niektórym wydaje się, że wejście do polityki daje sprawczość.

Pytam wtedy: czy Paweł Kukiz albo Szymon Hołownia zyskali realną sprawczość po wejściu do polityki? Nie widzę tej sprawczości, ponieważ tacy ludzie szybko stają się graczami drugiego czy trzeciego szeregu.

Czyli gra pan na siebie.

Wierzę w siłę paneli obywatelskich, będących nowocześniejszą wersją demokracji bezpośredniej. W Polsce demokrację bezpośrednią kojarzy się głównie z referendum – sytuacją, w której władza pyta obywateli o zdanie. Chciałbym ten wektor odwrócić: to ludzie mają stawiać pytania władzy.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Wprost.

Aktualne cyfrowe wydanie tygodnika dostępne jest w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.