Czystki Mentzena w Krakowie. „Chciał się pozbyć Berkowicza. Teraz jest wściekły”

Czystki Mentzena w Krakowie. „Chciał się pozbyć Berkowicza. Teraz jest wściekły”

Sławomir Mentzen
Sławomir Mentzen Źródło: Newspix.pl
Schemat był prosty: chodziło o to, by w białych rękawiczkach wymienić lokalnego lidera. Bartosz Bocheńczak miał zrobić w Krakowie super wynik i stać się naturalnym liderem listy. W ten sposób Konrad Berkowicz miał zostać zepchnięty na dalszy plan. Mentzen nie chciał go oficjalnie wyrzucać, mimo że miał do tego świetną okazję po głośnej akcji z patelnią – mówi w rozmowie z „Wprost” Artur Dziambor, były polityk Konfederacji.

Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Sławomir Mentzen bezlitośnie rozprawił się z Bartoszem Bocheńczakiem, kandydatem Konfederacji na prezydenta Krakowa, odwołując go z funkcji prezesa okręgu krakowskiego. Zawiesił też wszystkie osoby pełniące funkcje w lokalnych strukturach. Lider Konfederacji tłumaczył w mediach społecznościowych, że przyczyną braku rejestracji Bocheńczaka było to, że spośród około 5 tys. zebranych podpisów, ponad 2 tys. było błędnych. Kto jest winny tej katastrofy?

Artur Dziambor: Mentzen musi pokazać, że jest twardym szefem i trzeba się go bać. W związku z czym nawet taki Bartek Bocheńczak, który był przecież jego przybocznym, szefem sztabu i bardzo ważną postacią w środowisku, nie mógł liczyć na litość ani skrupuły. Przy takich fuck-upach trzeba po prostu reagować, jeśli chce się uchodzić za stanowczego lidera.

To go jednak w gruncie rzeczy nie ratuje, bo od początku było wiadomo, że ta kampania nie należała do Bocheńczaka, tylko była de facto kampanią samego Mentzena.

Bocheńczak nie jest jeszcze na tyle znaną postacią w polskiej polityce, podczas gdy Mentzen był tym, który to wszystko organizował, przyciągał ludzi i promował. W związku z tym ta porażka wizerunkowo i tak idzie na konto Mentzena. Musiał więc odsunąć od siebie wszelkie dyskusje na temat tego, kto i jak zawalił, „odstrzelając” kolegę. W Krakowie zresztą Mentzen praktycznie kolegów nie ma, więc odbyło się to bez większych emocji. Znalazł sobie pretekst i wyciągnął konsekwencje.

Sugeruje pan, że za tą polityczną egzekucją kryło się coś więcej niż tylko nieudana zbiórka podpisów?

Schemat był prosty: chodziło o to, by w białych rękawiczkach wymienić lokalnego lidera. Bocheńczak miał zrobić w Krakowie super wynik i stać się naturalnym liderem listy. W ten sposób Konrad Berkowicz (dostał się z pierwszego miejsca na liście Konfederacji w Krakowie w wyborach parlamentarnych w 2023 roku – red.) miał zostać zepchnięty na dalszy plan. Mentzen nie chciał go oficjalnie wyrzucać, mimo że miał do tego świetną okazję po głośnej akcji z patelnią (Berkowicz nie zapłacił za zakupy w Ikei – red.).

Rzeczywistość w tym środowisku wygląda tak, że choć wszystkim na zewnątrz wydaje się, iż działacze odchodzą od Mentzena sami z siebie, to w praktyce on wszystkich po kolei wyrzuca.

Myślę, że Mentzen jest teraz wściekły, bo okazało się, że ludzie z krakowskich struktur, którzy trzymają z Berkowiczem, wcale nie byli specjalnie zaangażowani w zbieranie podpisów dla Bocheńczaka – doskonale wiedzieli, jakim jest dla nich zagrożeniem.

Ta kompromitacja organizacyjna w Krakowie będzie rzucać się cieniem na przyszłoroczne wybory i poparcie dla Konfederacji?

Źródło: Wprost