Marta Nawrocka zabrała głos ws. tego, czy „państwo powinno wspierać metodę in vitro poprzez jej finansowanie”. – Uważam, że nie można odbierać drugiej osobie szczęścia posiadania dziecka, jeżeli kobieta nie może zajść w ciążę w sposób naturalny – ja jestem tą szczęściarą i mam trójkę dzieci, które urodziłam naturalnie, zaszłam w ciążę naturalnie i nie chciałabym ograniczać drugiemu człowiekowi możliwości posiadania dzieci – powiedziała żona prezydenta.
– Uważam, że gdy ktoś chce skorzystać z tego programu, to jak najbardziej niech korzysta. Mamy też problem demograficzny w Polsce i chciałabym, żeby każda kobieta, która chce zostać mamą, była szczęśliwa i została tą mamą. Jeżeli to jest sposób in vitro, to również – dodała. W obronie Nawrockiej w mediach społecznościowych stanął poseł Konfederacji. „Atakują pierwszą damę tylko za to, że powiedziała, że nie ma nic przeciwko in vitro. I znowu ta sama stara śpiewka” – zaczął Bartłomiej Pejo.
Marta Nawrocka z zaskakującą deklaracją ws. in vitro. Bartłomiej Pejo murem za pierwszą damą
Polityk Konfederacji ocenił, że w przypadku innego zdania ze strony krytyków od razu pojawia się hejt, nietolerancja i dana osoba staje się wrogiem publicznym. „To nie jest już debata. To plemienne ustawianie się po swoich i niszczenie każdego, kto wychodzi poza schemat. Masz inne zdanie w jakiejkolwiek sprawie? Już jesteś wrogiem. Zero argumentów, same emocje i obłuda” – brzmi fragment wpisu Pejo.
„Demokracja polega na sporze, a nie na wojnie plemion. A my zamiast normalnej rozmowy mamy coraz więcej tego sekciarstwa i wzajemnego niszczenia Można bronić Nawrockiej nie dlatego, że ze wszystkim się zgadzamy, tylko dlatego, że ten atak pokazuje mechanizm, który zabija jakąkolwiek uczciwą dyskusję. Komu to tak naprawdę służy?” – zastanawiał się poseł Konfederacji.
Czytaj też:
Niespodziewany ruch Nawrockiej wobec Tuska. „Sympatyczny człowiek” Czytaj też:
Nowe fakty w głośnej sprawie Nawrockich. „Szydził z prezydenta”
