Przedterminowe wybory na prezydenta Krakowa budzą niesamowite emocje już na etapie rejestracji kandydatów. Z wyścigu odpadł kandydat Konfederacji, gdyż miał za mało prawidłowych podpisów. To samo spotkało Mariana Banasia, byłego szef NIK-u. Ale i pewniak w tych wyborach, Łukasz Gibała, kandydat niezależny, miał kłopoty ze zgromadzeniem wymaganych podpisów, a potrzeba było ich tylko 3 tys.
Tarcia w Nowej Lewicy
Na początku ubiegłego tygodnia po Krakowie gruchnęła wieść, że Daria Gosek-Popiołek, kandydatka Nowej Lewicy może wypaść z wyścigu prezydenckiego, bo zabraknie jej ważnych podpisów. Miejscowe media opisały awanturę, jaką kandydatka urządziła miejscowym działaczom Nowej Lewicy. Gosek-Popiołek miała wpaść z krzykiem, że struktury partyjne nie angażują się w jej kampanię, bo zebrały mało podpisów. W odpowiedzi usłyszała od urażonych działaczy, że „to jest biuro Nowej Lewicy” a ona do tej partii nie należy.
Rzeczywiście, Gosek-Popiołek należała do Partii Razem, z której odeszła w październiku 2024 r., gdy Adrian Zandberg zdecydował o tym, że drogi jego partii i Nowej Lewicy się rozchodzą. Sądząc po awanturze, która miała miejsce w Krakowie, uciekinierki z Razem ciągle są traktowane jak ciało obce w Nowej Lewicy. A ponieważ integracja Wiosny i SLD też nie przebiegła harmonijnie, to partia Czarzastego pełna jest wewnętrznych konfliktów i nie zniwelował ich nawet udział w rządzie Donalda Tuska.
Na rzecz Gosek-Popiołek agitował w Krakowie osobiście marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty, a i tak kandydatka ledwo, ledwo przeczołga się przez próg 3 tys. głosów.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że Gosek Popiołek, która zebrała ponad 4800 podpisów pod swoją kandydaturą, zaliczała poważne błędy, min. wykryto u niej skserowane karty z innych wyborów, podobno nawet z czasów prezydenta Jacka Majchrowskiego.
W rezultacie zweryfikowanych podpisów zostało zaledwie 3025, a kandydatce Nowej Lewicy groziło ponowne liczenie głosów. Ostatecznie jej kandydatura została zarejestrowana, ale perypetie z podpisami pokazują, że ze słynnej sprawności organizacyjnej lewicy z czasów, gdy nazywała się ona SLD, niewiele zostało. A i czar marszałka Sejmu nie jest tak duży, jak mogłoby się wydawać. Może to właśnie jest powód, że notowania Nowej Lewicy tkwią na tym samym poziomie, mimo pewnych osiągnięć w realizacji programu na poziomie rządowym.
Klęska Konfederacji
Tyle szczęścia co Gosek-Popiołek nie miał ani Marian Banaś, były prezes NIK-u, który nie zebrał wymaganych przepisami 3 tys. głosów (to znaczy zebrał ich więcej, ale gros z nich zostało odrzuconych), ani kandydat Konfederacji Bartosz Bocheńczak. Również i w jego przypadku lwia część podpisów została odrzucona przez Miejską Komisję Wyborczą.
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
