Marta Byczkowska-Nowak: Z czym polska szkoła wchodzi w nowy rok szkolny?
Piotr Szwed: Wchodzi z poczuciem frustracji, dezorientacji i zmęczenia. Frustracja dotyczy kwestii finansowych, które są bardzo rozczarowujące. Nauczyciele protestowali przed budynkiem ministerstwa, domagając się, żeby wynagrodzenia były powiązane ze średnią krajową. Nie chodziło o to, żeby podwyżka dla nauczycieli była jakimś aktem łaski czy przedwyborczym rozwiązaniem, tylko żeby wynikała z gospodarki, z określonych wskaźników i dawała wszystkim poczucie przewidywalności.
Jako nauczyciel dyplomowany z wieloletnim doświadczeniem osiągnąłem najwyższy możliwy stopień rozwoju zawodowego. Kiedy porównuję moje wynagrodzenie z tym, od jakich stawek osoby zaraz po studiach zaczynają dziś rozmowy o pracy w korporacji, to trudno nie czuć rozczarowania. Mówimy przecież o pracy związanej z odpowiedzialnością za rozwój ludzi, za ich zdrowie psychiczne, a jednak to, do czego dochodzi się po latach, nie jest szczególnie imponującym początkiem kariery w innych zawodach.
Dezorientacja wiąże się z sytuacją protestu polonistów, który współtworzę. Obowiązuje pewien system sprawdzania matur, ale nie ma w nim wystarczającej przewidywalności i stabilności. Dokonuje się modyfikacji w sposób nietransparentny i nauczyciele, wspólnie ze mną, doszli do wniosku, który dobrze oddaje tę sytuację: do końca nie wiemy, jak mamy uczyć. Najlepiej byłoby zatrudnić jakiegoś wróżbitę, który powie nam, jak będą wyglądały interpretacje oceniania na maturze w 2027 roku. Bo niestety takie interpretacje i zasady oceniania zaskakują egzaminatorów. To jest niesprawiedliwe, frustrujące, dezorientuje i budzi niepokój.
A dlaczego zmęczenie? Nie chcę dostarczać argumentów krytykom nauczycieli, twierdzić, że dopiero skończyliśmy dwumiesięczne wakacje i jesteśmy wykończeni. Chodzi o szerszą perspektywę. Minister Lubnauer często chwali się tym, że nauczyciele dużo zarabiają, że wchodzą w drugi próg podatkowy. Natomiast oni nie wchodzą przecież w ten drugi próg dlatego, że mają świetne pensje, tylko dlatego, że nie ma kto w szkole pracować i często ludzie w trudnej sytuacji finansowej biorą na siebie półtora albo dwa etaty. To przekłada się na ich dobrostan, na kondycję psychiczną i fizyczną, ale też, nie ukrywajmy, na jakość pracy. Trudno sobie wyobrazić, że nauczyciele biegający z jednej szkoły do drugiej, zmęczeni, pracujący ponad siły, z entuzjazmem i energią rzucą się w realizację reformy „Kompas jutra”, nastawionej na działanie twórcze.
Mówisz w kontekście listu otwartego: „Nie wiemy, jak mamy uczyć”. Co to właściwie znaczy w codziennej pracy nauczyciela?
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
