Bunt polonistów. „Nie wiemy, jak mamy uczyć. Najlepiej zatrudnić wróżbitę”

Bunt polonistów. „Nie wiemy, jak mamy uczyć. Najlepiej zatrudnić wróżbitę”

Piotr Szwed, nauczyciel polskiego, egzaminator, współautor listu polonistów
Piotr Szwed, nauczyciel polskiego, egzaminator, współautor listu polonistów Źródło: Archiwum prywatne / Piotr Szwed
Dobra odpowiedź może okazać się zła, jeśli nie mieści się w oczekiwanej interpretacji. Na początku nowego roku szkolnego nauczyciele mówią nie tylko o pensjach czy przeciążeniu pracą. Coraz częściej nie wiedzą też, jak przygotowywać uczniów do matury, skoro kryteria jej oceniania potrafią zmieniać się w trakcie gry. Piotr Szwed, nauczyciel polskiego, egzaminator, współautor listu otwartego polonistów domagających się większej przewidywalności zasad, mówi: „Do końca nie wiemy, jak mamy uczyć. Po co uczymy literatury, jeśli potem odbieramy uczniom prawo do własnych wniosków?”

Marta Byczkowska-Nowak: Z czym polska szkoła wchodzi w nowy rok szkolny?

Piotr Szwed: Wchodzi z poczuciem frustracji, dezorientacji i zmęczenia. Frustracja dotyczy kwestii finansowych, które są bardzo rozczarowujące. Nauczyciele protestowali przed budynkiem ministerstwa, domagając się, żeby wynagrodzenia były powiązane ze średnią krajową. Nie chodziło o to, żeby podwyżka dla nauczycieli była jakimś aktem łaski czy przedwyborczym rozwiązaniem, tylko żeby wynikała z gospodarki, z określonych wskaźników i dawała wszystkim poczucie przewidywalności.

Jako nauczyciel dyplomowany z wieloletnim doświadczeniem osiągnąłem najwyższy możliwy stopień rozwoju zawodowego. Kiedy porównuję moje wynagrodzenie z tym, od jakich stawek osoby zaraz po studiach zaczynają dziś rozmowy o pracy w korporacji, to trudno nie czuć rozczarowania. Mówimy przecież o pracy związanej z odpowiedzialnością za rozwój ludzi, za ich zdrowie psychiczne, a jednak to, do czego dochodzi się po latach, nie jest szczególnie imponującym początkiem kariery w innych zawodach.

Dezorientacja wiąże się z sytuacją protestu polonistów, który współtworzę. Obowiązuje pewien system sprawdzania matur, ale nie ma w nim wystarczającej przewidywalności i stabilności. Dokonuje się modyfikacji w sposób nietransparentny i nauczyciele, wspólnie ze mną, doszli do wniosku, który dobrze oddaje tę sytuację: do końca nie wiemy, jak mamy uczyć. Najlepiej byłoby zatrudnić jakiegoś wróżbitę, który powie nam, jak będą wyglądały interpretacje oceniania na maturze w 2027 roku. Bo niestety takie interpretacje i zasady oceniania zaskakują egzaminatorów. To jest niesprawiedliwe, frustrujące, dezorientuje i budzi niepokój.

A dlaczego zmęczenie? Nie chcę dostarczać argumentów krytykom nauczycieli, twierdzić, że dopiero skończyliśmy dwumiesięczne wakacje i jesteśmy wykończeni. Chodzi o szerszą perspektywę. Minister Lubnauer często chwali się tym, że nauczyciele dużo zarabiają, że wchodzą w drugi próg podatkowy. Natomiast oni nie wchodzą przecież w ten drugi próg dlatego, że mają świetne pensje, tylko dlatego, że nie ma kto w szkole pracować i często ludzie w trudnej sytuacji finansowej biorą na siebie półtora albo dwa etaty. To przekłada się na ich dobrostan, na kondycję psychiczną i fizyczną, ale też, nie ukrywajmy, na jakość pracy. Trudno sobie wyobrazić, że nauczyciele biegający z jednej szkoły do drugiej, zmęczeni, pracujący ponad siły, z entuzjazmem i energią rzucą się w realizację reformy „Kompas jutra”, nastawionej na działanie twórcze.

Mówisz w kontekście listu otwartego: „Nie wiemy, jak mamy uczyć”. Co to właściwie znaczy w codziennej pracy nauczyciela?

Artykuł został opublikowany w 39/2026 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.