Węgierska policja w środę 23 września poinformowała o śledztwie ws. defraudacji. W związku z nim przeprowadzono przeszukania w siedzibie powiązanego z Viktorem Orbanem think tanku Centrum Praw Podstawowych oraz w ostatnim znanym miejscu pobytu byłego zagranicznego członka zarządu powiązanego z tym ośrodkiem. Miał on zostać zatrudnionym w spółce za ponad 3,5 miliona forintów (41,6 tys. zł – red.) brutto miesięczne i niemal nie wykonywał żadnej pracy.
Podkreślono, że urzędnik jest obecnie poszukiwany na arenie międzynarodowej. Media w Węgrzech wskazały, że chodzi o Marcina Romanowskiego. Węgierska policja nie chciała przekazywać żadnych dodatkowych informacji w tej sprawie. „Fakt” zapytał Prokuraturę Krajową, czy Polska otrzymała w tej sprawie jakieś informacje lub materiały. Rzecznik PK prok. Przemysław Nowak zaprzeczył. Zaznaczył jednak, że Prokuratura Krajowa zwróci się do Węgier z taką prośbą.
Marcin Romanowski i śledztwo ws. defraudacji w Węgrzech. Polska Prokuratura Krajowa reaguje
Rzecznik PK podkreślił, że czynności nie były realizowane na wniosek z Polski. Nowak wyjaśnił, że dopiero po uzyskaniu od strony węgierskiej ewentualnych informacji oraz materiałów dotyczących przeszukania i ich przeanalizowaniu „będzie możliwa ocena, czy i w jakim zakresie mogą mieć znaczenie dla prowadzonego postępowania oraz czy będą uzasadniały podjęcie dalszych czynności procesowych”.
Romanowski kierował Polsko-Węgierskim Instytutem Wolności, który działał w Centrum Praw Podstawowych. Rząd Orbana sfinansował instytut kwotą 350 mln forintów. 142 mln forintów (1,69 mln zł) z tej kwoty mogło zostać przeznaczone na umowy zlecenia dla członków „węgiersko-polskiej grupy roboczej” powiązanej z instytutem – podał Atlatszo. Poprzedni rząd Węgier przekazał Centrum Praw Podstawowych 2,8 miliarda forintów (33,3 mld zł) na mocy „niejawnych decyzji rządowych”.
Czytaj też:
Romanowski liczył na decyzję sądu. Padła odpowiedź w sprawie Tuska Czytaj też:
Gdzie jest Romanowski? Detektyw ujawnił nowe ustalenia ws. polityka PiS-u
