Śledztwo ws. sepsy u noworodków

Śledztwo ws. sepsy u noworodków

Śledztwo pod kątem sprowadzenia zagrożenia życia na pacjentów szpitala w Rydułtowach (Śląskie), gdzie przyszły na świat noworodki, które krótko po urodzeniu zachorowały m.in. na sepsę, wszczęła prokuratura w Wodzisławiu Śląskim.

Troje urodzonych pod koniec marca dzieci krótko po opuszczeniu rydułtowskiego szpitala trafiło do niego ponownie po rozwinięciu się u nich objawów zakażenia paciorkowcem beta-hemolizującym grupy B - w postaci posocznicy i zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych. Szybko podano im silne antybiotyki, obecnie ich stan oceniany jest jako dobry.

"Materiały i zeznania dostarczone przez pracowników Powiatowego Inspektoratu Sanitarno-Epidemiologicznego w Wodzisławiu-Śląskim pozwoliły nam na wszczęcie w piątek postępowania w tej sprawie" - poinformował zastępca wodzisławskiego prokuratora rejonowego, prok. Rafał Figura.

Sanepid powiadomił o sprawie prokuraturę w środę - dzień po zachorowaniu na sepsę drugiego dziecka. Inspektorzy stwierdzili już m.in. naruszenia w prowadzeniu higieny pacjentek na oddziale ginekologiczno-położniczym szpitala, jednak wyniki badań, które pozwolą z dużym prawdopodobieństwem określić źródło zakażenia, będą znane w drugiej połowie tygodnia.

Jak wyjaśnił prok. Figura, śledztwo prowadzone jest pod kątem zarzutu zagrożenia życia lub zdrowia wielu osób poprzez spowodowanie zagrożenia epidemiologicznego. W najbliższych dniach przesłuchani zostaną rodzice chorych dzieci oraz inni pacjenci szpitala. Kolejne czynności - oparte m.in. na wynikach badań sanepidu - mają doprowadzić do ustalenia źródła zakażenia.

W piątek "Dziennik" i "Super Express" napisały, że dzieci zachorowały na sepsę z powodu złych warunków sanitarnych, m.in. braku wody na oddziale ginekologiczno-położniczym.

Według sanepidu, na oddziale, gdzie przebywały matki - podczas dnia również ze swoimi dziećmi - w drugiej połowie marca dwukrotnie dochodziło wieczorami do kilkugodzinnych przerw w dostawach ciepłej wody. Personel miał nie zapewnić wówczas pacjentkom innych właściwych sposobów utrzymania higieny.

Przedstawiciele sanepidu nie chcą jednak na razie określać, czy dzieci, których leczenie potrwa jeszcze ok. dwóch tygodni, zaraziły się występującym u ok. 30 proc. kobiet paciorkowcem (streptococcus agalactiae) od matek w szpitalu, czy zakaził je personel, czy też zakażenie nastąpiło poza szpitalem - co sugeruje jego dyrekcja.

Pobrane od dzieci próbki bakterii zostały wysłane do badań genetycznych. Jeśli okaże się, że pochodzą z jednego szczepu, będzie to wskazywało na wewnątrzszpitalny charakter zakażenia. Oba oddziały szpitala - zamknięte natychmiast po ujawnieniu sepsy - pozostaną nieczynne co najmniej do czasu wykluczenia, że były miejscem zakażenia.

ab, pap

Czytaj także

 0