Apelacja w sprawie "łowców skór"

Apelacja w sprawie "łowców skór"

Przed Sądem Apelacyjnym w Łodzi zakończyła się rozprawa odwoławcza wobec czterech osób, skazanych za udział w głośniej przed laty aferze "łowców skór" w łódzkim pogotowiu. Ogłoszenie wyroku za tydzień - 9 czerwca.

W ub. roku łódzki sąd okręgowy skazał - dwóch b. sanitariuszy łódzkiego pogotowia oskarżonych o zabójstwa pięciu pacjentów - Andrzeja N. na dożywocie oraz Karola B. na 25 lat więzienia. Dwóch b. lekarzy pogotowia oskarżonych o narażenie życia 14 pacjentów, którzy zmarli, zostało skazanych na 5 i 6 lat więzienia. Wobec całej czwórki sąd orzekł 10-letni zakaz wykonywania zawodu.

Apelację od tego wyroku złożyli obrońcy oskarżonych, którzy domagają się uniewinnienia swoich klientów lub uchylenia wyroku i skierowania sprawy do ponownego rozpoznania.

W poniedziałek obrońca Andrzeja N. zarzucił sądowi I instancji, że ten niesłusznie przyjął, iż tylko pierwsze wyjaśnienia jego klienta były prawdziwe. "Nie mogą być podstawowym dowodem wyjaśnienia mojego klienta, który przyznał się w śledztwie, ale później przed sądem wszystko odwołał logicznie wyjaśniając dlaczego" - mówił adwokat.

Według niego była to "nowa jakość procesowa", która nie została przez Sąd Okręgowy wyjaśniona. Jak twierdzi, jego klient nie może być skazany za zabójstwa tylko na podstawie własnych wyjaśnień. Poza tym - według obrońcy - jeśli sąd oparł się na wyjaśnieniach N., to powinno być to ujęte w nadzwyczajnym złagodzeniu kary. Bo przecież to jego klient opowiedział o handlu informacjami i zgonach pacjentów.

Adwokat drugiego z oskarżonych sanitariuszy - Karola B. - argumentował, że proces ma charakter poszlakowy i "nie zamknięto łańcucha poszlak". Przypomniał, że jego klient nigdy do zarzutu uśmiercania pacjentów się nie przyznał. Zwrócił również uwagę, że też opinie biegłych nie wskazywały jednoznacznie, iż dochodziło do uśmiercenia chorych. Sąd I instancji oparł się tylko na jednej opinii - anestezjologa prof. Wojciecha Gaszyńskiego.

Obrońcy skazanych lekarzy zwracali uwagę, że pacjenci, do których przyjechały karetki pogotowia, byli w stanie zagrożenia zdrowia i życia. Większość była w podeszłym wieku. Jeden z adwokatów wskazał, że jego klient "został skazany za czyny, nie ujęte w akcie oskarżenia". Zwrócił uwagę, że od samego początku sprawy, stworzono medialną nagonkę na osoby, które miały być w nią zamieszane. Przypomniał jednocześnie, że do tej pory sąd lekarski nie wydał postanowienia w sprawie jego klienta.

Obecni na posiedzeniu oskarżyciele posiłkowi wnioskowali o odrzucenie apelacji w całości.

Proces "łowców skór" trwał niemal dwa lata. Sąd uznał b. sanitariusza, 38-letniego wówczas Andrzeja N. za winnego zabójstwa z zamiarem bezpośrednim czterech pacjentów, którym podał podczas przewozu karetką lek zwiotczający mięśnie - pavulon oraz pomocnictwa w zabójstwie jednej osoby.

Drugi z sanitariuszy, 40-letni Karol B., został skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo jednej pacjentki i pomocnictwo przy czterech zabójstwach.

Byli sanitariusze zostali także skazani za fałszowanie recept na pavulon oraz uznani winnymi wyłudzenia pieniędzy na szkodę rodzin zmarłych i przyjęcia 30 tys. i 10 tys. złotych od firm pogrzebowych za informacje o zgonach pacjentów.

Na sześć lat więzienia został skazany lekarz, 51-letni Janusz K., którego sąd uznał za winnego narażenia życia 10 pacjentów. Karę pięciu lat więzienia wymierzono drugiemu z oskarżonych lekarzy - 35-letniemu Pawłowi W. - za bezpośrednie narażenie życia czterech osób.

Sąd uznał, że obaj dopuścili się także oszustwa na szkodę rodzin zmarłych pacjentów i przyjmowali pieniądze od zakładów pogrzebowych za informacje o zgonach - pierwszy z nich 16 tys. zł, a drugi - 13 tys.

Zdaniem sądu pierwszej instancji, fakt podawania pavulonu pacjentom pogotowia przez sanitariuszy nie budził wątpliwości, a zasadniczym dowodem są wyjaśnienia Andrzeja N., który w śledztwie sam opowiadał, jak podawał pacjentom pavulon. Mówiąc o Andrzeju N., sędzia nazwał go "agentem ciemności" - bezwzględnym, cynicznym, "gardzącym ludzkim życiem".

Odnosząc się do zarzutów wobec lekarzy sąd podkreślał, że poważny brak elementarnej wiedzy lekarza Janusza K. był prawdopodobnie przyczyną tragedii wielu osób. Zdaniem sądu, obaj medycy nie powinni zostać lekarzami, albo powinni po pewnym czasie zrezygnować z tego zawodu. Zdaniem sądu, dowody wskazują także, że handel informacjami o zgonach trwał w łódzkim pogotowiu od lat 90. ub. wieku.

W styczniu 2002 r. "Gazeta Wyborcza" i Radio Łódź ujawniły, że w łódzkim pogotowiu handlowano informacjami o zgonach, a być może celowo zabijano pacjentów. Media podały, że istnieją poszlaki, iż niektórym chorym podawano lek zwiotczający mięśnie, co w określonych przypadkach powodowało ich śmierć.

ab, pap

Czytaj także

 0