Akt oskarżenia ws. katastrofy hali MTK

Akt oskarżenia ws. katastrofy hali MTK

Prokuratura Okręgowa w Katowicach przesłała do sądu akt oskarżenia w sprawie katastrofy hali Międzynarodowych Targów Katowickich (MTK), w której pod gruzami zawalonego pawilonu w styczniu 2006 r. zginęło 65 osób.

 

Na ławie oskarżonych zasiądzie 12 osób. To m.in. szefowie spółki MTK, projektanci hali i szefowie firmy, która była generalnym wykonawcą obiektu. Jedna z osób, której przedstawiono zarzuty, złożyła chęć dobrowolnego poddania się karze. Z ustaleń dochodzenia wynika, że na tragedię złożyły się błędy i zaniechania w fazie projektowania i budowy hali, a także jej użytkowania i nadzoru nad budynkiem.

Jak ustaliła prokuratura, kiedy na krótko przed katastrofą dach hali po raz kolejny ugiął się pod naporem śniegu, członkowie zarządu MTK Nowozelandczyk Bruce R. oraz Ryszard Z. i dyrektor techniczny spółki Adam H. nie zrobili niczego by zażegnać zagrożenie.

Rzeczoznawca zalecił odśnieżenie dachu i zweryfikowania projektu wykonawczego, szefowie spółki tego nie zrobili - mówił prok. Melka. Zamiast odśnieżać dach pracownikom nakazano usuwać go z parkingów i dróg wokół pawilonu. Szefów MTK obciążają e-maile, które sobie wysyłali. Wynika z nich, że wiedzieli o zagrożeniu. Prokuratura zarzuciła b. szefom MTK umyślne sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy oraz nieumyślne doprowadzenie do niej.

Z opinii biegłych wynika, że główną przyczyną katastrofy były błędy w projekcie wykonawczym pawilonu. Odbiegał on znacząco od sporządzonego prawidłowo projektu budowlanego. Aby ograniczyć koszty, projektanci błędnie określili współczynnik kształtu dachu, błędnie też zaprojektowali przykrycie dachowe i słupy podtrzymujące konstrukcję.

"Wszystkie te trzy błędy projektowe są zdaniem biegłych jednakowo ważne. Zaistnienie chociażby jednego z nich spowodowałoby katastrofę prędzej bądź później" - podkreślił Melka. Zwrócił uwagę, że zgodnie z polskim prawem projekt wykonawczy nie podlega weryfikacji przez nadzór budowlany.

Za te błędy odpowiedzą autor części naziemnej projektu Jacek J. i projektant części żelbetowej pawilonu Szczepan K. Są oskarżeni o umyślne sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy oraz samej katastrofy. Jacek J. odpowie dodatkowo za posiadanie pornografii dziecięcej na dysku komputera. Obu im grozi najsurowsza kara - do 12 lat więzienia. Niezależny projektant Andrzej W., który miał weryfikować projekt wykonawczy odpowie przed sądem za nieumyślne sprowadzenie katastrofy.

Kolejni oskarżeni to rzeczoznawca budowlany Grzegorz S. szefowie firmy, która była generalnym wykonawcą hali - Arkadiusz J. i Andrzej C. oraz kierownik budowy Adam J. W procesie odpowiedzą też koordynator techniczny MTK Piotr I. i powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Chorzowie Maria K.

Prokurator Melka przypomniał, że do pierwszej awarii hali doszło jeszcze w trakcie jej budowy - w styczniu 2000 r. Już wtedy konstrukcja dachu ugięła się pod naporem śniegu. Przedstawiciele generalnego wykonawcy hali nie wpisali tego do dziennika budowy i nie powiadomili inspektora nadzoru budowlanego. Usłyszeli zarzuty sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa zaistnienia katastrofy budowlanej i sprowadzenia samej katastrofy.

Dwa lata później dach hali znowu się ugiął, zerwały się śruby podtrzymujące dźwigary i konieczna była naprawa. Dokonano jej na podstawie ekspertyzy rzeczoznawcy budowlanego Grzegorza S. "Nie zweryfikował on całości obliczeń statycznych pawilonu nr 1, nie sprawdził pozostałych dźwigarów, a jedynie ten uszkodzony" - powiedział prok. Melka.

Chociaż naprawiony na podstawie ekspertyzy tego biegłego dźwigar ocalał jako jedyny w katastrofie to jednak prokuratura zarzuciła Grzegorzowi S., że nie zachował należytej ostrożności przy sporządzaniu ekspertyzy i w ten sposób nieumyślnie sprowadził powszechne niebezpieczeństwo katastrofy.

Za niedopełnienie obowiązków odpowie inspektor nadzoru budowlanego Maria K. Powiadomiona w 2002 r. przez straż pożarną o ugięciu się dachu nie podjęła żadnych czynności w celu kontroli stanu budynku lub wyłączenie budynku z użytkowania - mówił Melka. Jest też oskarżona o nieumyślne sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy.

12. oskarżonym jest koordynator techniczny MTK Piotr I. W dniu targów gołębi nie polecił otwarcia drzwi ewakuacyjnych, co jednak nie skutkowało śmiercią żadnego z poszkodowanych. Ten oskarżony jako jedyny przyznał się do winy - narażenia wielu osób na śmierć lub uszczerbek na zdrowiu - i chce dobrowolnie poddać się karze.

Dach hali zawalił się 28 stycznia 2006 r., w pawilonie odbywały się wtedy międzynarodowe targi gołębi pocztowych. Z ustaleń śledztwa wynika, że w dniu katastrofy w pawilonie było 1329 osób, wszystkie one mają status pokrzywdzonych. W chwili gdy dach runął, wewnątrz było około tysiąca osób. Spośród rannych 26 osób doznało ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Mimo, że panował wtedy kilkunastostopniowy mróz, z sekcji zwłok wynika, że żadna z ofiar nie zmarła w wyniku wychłodzenia organizmu. Przyczyną ich śmierci były obrażenia doznane w wyniku zawalenia się dachu.

Prokurator Melka powiedział, że najbardziej czasochłonne było ustalenie wszystkich osób, które przebywały w hali. Było to możliwe nie tylko dzięki zeznaniom świadków, ale też na podstawie znalezionych w gruzowisku dokumentów, wizytówek, aparatów cyfrowych i telefonów komórkowych.

Śledztwo przedłużało się głównie dlatego, że konieczne było korzystanie z międzynarodowej pomocy prawnej w przesłuchiwaniu poszkodowanych cudzoziemców. Prokuratura kierowała wnioski o międzynarodową pomoc prawną m.in. do Niemiec, Belgii, Holandii, Czech, Słowacji, Węgier oraz USA.

Jak powiedziała Matysik-Folga, w śledztwie zgromadzono aż 454 tomy akt, z czego 264 tomy akt głównych. Sam akt oskarżenia, który trafił do Sądu Okręgowego w Katowicach, liczy ponad 330 stron. W postępowaniu przesłuchano ponad 2 tys. świadków. Prokuratura chce, by ponad 200 z nich zeznawało przed sądem. Koszty postępowania wyniosły 320 tys. zł.

Na początku śledztwa przeprowadzono przeszukania w spółce MTK i firmach, które zajmowały się projektowaniem i budową hali. Zabezpieczono dokumentację z urzędów i instytucji, a także twarde dyski komputerów.

Krótko po katastrofie na gruzowisko weszli prokuratorzy i biegli. W oględzinach brali udział biegli z zakresu budownictwa oraz specjaliści z Wydziału Nauk Ziemi Uniwersytetu Śląskiego i Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Według ustaleń na dachu zalegał śnieg o ciężarze około 190 kg na m kw.

Opinię dołączoną do akt wykonali biegli z Politechniki Krakowskiej. Bardzo pomocne okazało się użycie w oględzinach kamery cyfrowej sferycznej. Pozwoliło to na wirtualne oględziny na ekranie komputera.

nd, em, pap

Czytaj także

 0