Kariera sapera Tobera

Kariera sapera Tobera

Dlaczego Tober? Co sprawiło, że z długiej ławki młodych działaczy SLD w rządzie znalazł się jedynie 26-letni Michał Tober? Jak sympatyk KPN trafił do SLD?
Na prawicy mieliśmy wiele błyskotliwych, ale krótkich karier. Po lewej stronie sceny politycznej sukcesy odnosił jedynie młody Aleksander Kwaśniewski. A każda partia potrzebuje ludzi młodych, uosabiających sukces, bo to oznacza, że warto wstępować w jej szeregi, że można zrobić karierę. - Tober, niczego mu nie ujmując, to pomysł polityczny SLD. W sojuszu myśli się i pracuje nad tym, aby wychować następców - uważa Paweł Piskorski, poseł Platformy Obywatelskiej, który zrobił spektakularną karierę na prawicy. - Ja startowałem jako niepokorne dziecko: byłem szefem NZS, zdobywałem pozycję samodzielnie, nie byłem niczyim pupilkiem. Kariery moja i Tobera przebiegały zupełnie odmiennie - wylicza Piskorski.
Dobry uczeń
Wstąpienie do SdRP było pierwszą poważną decyzją w życiu 18-letniego Michała Tobera, ucznia elitarnego I Społecznego LO przy ulicy Bednarskiej w Warszawie. - O Michale mówiło się "dobry uczeń". Ambitny, pracowity, samodzielny. Nie uczestniczył aktywnie w strukturach szkolnej władzy, nie był typem społecznika. Koncentrował się raczej na własnych sukcesach naukowych. Nie był zbyt popularny wśród kolegów, być może ze względu na kontrowersje światopoglądowe - wspomina Krystyna Starczewska, dyrektor szkoły. Jan Tober, ojciec Michała, pracuje w bankowości, jest docentem ekonomii. Był szeregowym działaczem PZPR. Anna Tober, matka Michała, ukończyła Akademię Muzyczną w Warszawie, ale od kilku lat pracuje w branży ubezpieczeniowej - zajmuje się marketingiem. Michał jest ich jedynym dzieckiem. - Ja także skończyłem szkołę muzyczną, bo takie są tradycje rodzinne. Rodzina ze strony mamy to muzycy związani z filharmonią, reżyserią dźwięku, instrumentaliści - opowiada Michał Tober. Gdy miał 6 lat, jego ojciec otrzymał stypendium Fulbrighta na Harvardzie. W Cambridge Michał chodził do pierwszej klasy podstawówki. Tam nauczył się angielskiego. Po powrocie szlifował ten język na prywatnych lekcjach.
Sympatyk KPN
- Gdy syn miał 14 lat, chciał działać w KPN. Byłem tym trochę zdziwiony, ale nie oponowałem. Chodził na pochody, ale potem się do konfederacji rozczarował - wspomina Jan Tober. - Na przełomie lat 80. i 90. do KPN przyszło tak wielu młodych ludzi, że ich szanse na wybicie się były niewielkie. Tober musiał zdawać sobie z tego sprawę - wspomina Leszek Moczulski, wówczas przewodniczący KPN. W 1990 r. Michał Tober zaangażował się - rozwieszając plakaty - w kampanię prezydencką Tadeusza Mazowieckiego. Do Unii Demokratycznej się jednak nie zapisał. Gdy w 1993 r. wstępował do SdRP, młodych ludzi w partii - jak wspomina - można było policzyć na palcach obu rąk. - W SdRP spotkałem się z dużą życzliwością i nie byłem odsyłany od drzwi do drzwi - dodaje Tober.
Rok później był już warszawskim radnym, ale jego prawdziwa kariera rozpoczęła się podczas kampanii prezydenckiej Aleksandra Kwaśniewskiego. Miał wówczas 20 lat. - Ktoś z Frakcji Młodych SdRP musiał zabrać głos podczas inauguracji kampanii i wybór padł na Michała. Trzeba przyznać, że zrobił to w mistrzowskim stylu. Został wciągnięty do sztabu wyborczego, brał udział w telewizyjnych dyskusjach. Wykorzystał szansę - wspomina Przemysław Zając, radny, działacz Stowarzyszenia Młodej Lewicy Demokratycznej. To wtedy Michał Tober rozpoczął karierę w warszawskiej młodzieżówce, a wkrótce został szefem warszawskiej Frakcji Młodych.
Asystent liderów
Kilka miesięcy później Tober został asystentem Józefa Oleksego, wówczas szefa SdRP. - Dostrzegłem go, bo się wybijał. Był dobrym asystentem, pisał tezy do wystąpień. Od razu się widzi, czy ktoś łapie te problemy. Jemu przychodziło to łatwo - ocenia Józef Oleksy. Michał Tober miał tyle obowiązków, że coraz trudniej je godził. W dodatku był wzorowym studentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Zdaniem ówczesnych kolegów, to "trzymanie kilku srok za ogon" sprawiło, że nie wywiązywał się z funkcji przewodniczącego Frakcji Młodych. Został więc odwołany w trakcie kadencji. Wówczas drogi jego i młodych działaczy SLD się rozeszły.
- Stanowczo się sprzeciwiam twierdzeniu, że Tober jest reprezentantem młodzieży SLD. On nie ma żadnego poparcia w tym środowisku - podkreśla Paweł Dwojak, szef warszawskiego SMLD. - Kiedyś byliśmy razem, przyjaźniliśmy się, sądziliśmy, że stanowimy drużynę. Gdy Michał zobaczył swoją szansę, wybrał grę singlową - wspomina kolega Tobera. - W dniu, w którym przestał być przewodniczącym frakcji, zabrał nam naszą gazetę "Nowa Generacja". Po prostu przerejestrował pismo na siebie i swojego kolegę Pawła Zeitza - wspomina Przemysław Zając. Część dawnych kolegów twierdzi, że gazeta na tym zyskała, bo Tober znalazł sponsorów i "Nowa Generacja" mogła się ukazywać w nowoczesnej szacie graficznej, w kolorze. Tyle że przestała być pismem środowiska, a stała się forum Tobera.
W grudniu 1997 r. na Krajowym Zjeździe SdRP zapowiedziano odmłodzenie partii. Przewodniczącym miał co prawda zostać Leszek Miller, ale jednym z wiceprzewodniczących szefowa Frakcji Młodych - Sylwia Pusz. - Ku naszemu zaskoczeniu Miller zaproponował, aby wiceszefem został Michał Tober. Sprzeciwiliśmy się temu. Ubłagaliśmy Tadeusza Iwińskiego, wówczas już pana po pięćdziesiątce, aby był reprezentantem młodych. Udało się - w głosowaniu Iwiński pokonał Tobera - przypomina sobie Paweł Dwojak. Tober został wybrany do Rady Krajowej SdRP, a potem do Centralnego Komitetu Wykonawczego. - Przez dwa lata pracy w zarządzie i CKW ani razu nie zabrał głosu. Może dlatego z nikim nie ma na pieńku, ale nikt też nie zna jego zdania. Może taki powinien być rzecznik? Awansuje, bo jest bardzo zdolny i pracowity, ale i posłuszny. Wiadomo, że nie wyskoczy - jak choćby Sylwia Pusz - z niczym nieprzewidzianym - opowiada koleżanka Tobera z Klubu Parlamentarnego SLD.
Wystarczy chcieć
W 1997 r. Michał Tober przegrał potyczkę, ale nie bitwę. Pozostał asystentem przewodniczącego SdRP. Teraz był nim Leszek Miller. - Od Oleksego i Millera wiele się nauczyłem. To dwie odmienne osobowości, ale nie chciałbym ich porównywać - mówi Tober. Zdaniem Sylwii Pusz, Oleksy bez asystenta by zginął, a Leszek Miller właściwie kogoś takiego nie potrzebuje. Nawet kalendarz sam prowadzi. - Radziłem mu, żeby pojechał za granicę, aby dopełnił studia i swoją wiedzę - wspomina Józef Oleksy. I tak się stało: Tober był na stażu w Parlamencie Europejskim i Partii Socjalistów Europejskich. Zaliczył wyjazdy studyjne do Francji, Holandii i Niemiec. Najwięcej jednak dał mu pobyt w Stanach Zjednoczonych. Zobaczył, jak pracują kongresmani i ich otoczenie. Upewnił się, że chęć działania poparta umiejętnościami i pracowitością wystarcza do zrobienia kariery w USA. Trzeba tylko być zdeterminowanym. Dzięki tym wyjazdom i nawiązanym wówczas znajomościom Tober został członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Młodych Liderów NATO.
Na pytanie: "Dlaczego Tober?" Lech Nikolski, szef doradców premiera, odpowiada: - Decydują o tym osobiste walory i doświadczenie, które udało mu się zdobyć. - Jest młodym, wykształconym człowiekiem, a dzięki temu, że był asystentem liderów, łatwo dał się poznać - uważa Wiesław Kaczmarek, minister skarbu. - Nie tylko zaistniał, ale i zdobył opinię wykwalifikowanego prawnika. Do tego ma miłą twarz, a z takimi przymiotami w polityce jest łatwiej.
Dorota Macieja
Pełny tekst, w najnowszym, 1000 numerze tygodnika Wprost, w sprzedaży od poniedziałku 21 stycznia

Czytaj także

 0